Dzindzer pisze:Może wróćmy do zdrady, bo trochę odchodzimy od tematu
Postaram się ustosunkować, daj mi jeszcze jeden post, proszę

PFC pisze:No i do tego ponoć głęboko wierzącym katolikiem.
Widzisz, a gdyby nie był katolikiem, a zadeklarowanym ateistą, czy buddystą?
Zawsze można do czegoś się przyczepić i przysłowiową łatkę przypiąć.
A co z wartościami wpojonymi jednostce w procesie wychowania, przez rodziców, opiekunów, przez ludzi, którzy stanęli mi na drodze, autorytetów, wreszcie, co z tymi, które wypływają z sumienia, z moralności ?
One wpływają bardzo, jeśli nawet nie bardziej, na moje jestestwo.
A wiara? Niejednokrotnie jest tylko bardzo wygodną kołyską, która kołysząc nas, daje nadzieje, na życie wieczne. Amen.
W cokolwiek Marcinkiewicz by tam sobie nie wierzył, jakichkolwiek bóstw, gusł by nie wyznawał, nie determinuje to najważniejszego, czyli tego, ile jest człowieka w człowieku.
Takie jest moje zdanie na ten temat.
Topp pisze:Nie wiem o co Ci chodzi.
Chodzi tylko o to, że nie oceniam życia prywatnego aktorów, bazując jedynie na spektaklu, czy filmie, który widziałam z ich udziałem. Rozpowiadanie o zakulisowym dłubaniu w nosie Grażyny Wolszczak, opierawszy się na uniwersalnym, 'bo wszyscy tak robią' jest ekstrawagancją, zakrawającą bardziej na śmieszność osoby, która sobie na nią pozwala.
Podobnie z prawdami objawionymi, które padły w tym temacie.
Piękna nie może zakochać się w bestii, bestia nie ma prawa zakochać się w pięknej.
Definiowanie związku Marcinkiewicza w kategoriach fanaberii młodej idiotki i kryzysu średniego polityka, w dodatku marginalizowanego w ostatnim czasie.
Jest w ogóle taki wiek, w którym mężczyzna pozbawiony staje się moralnego prawa do oglądania się i zdobywania młodszych kobiet?
Nie znam kulisów życia Kazia, nie wiem też, co się działo w jego rodzinie.
Co, jeśli tej rodziny i tak już nie było? Powiesz, dzieci. No właśnie. Myślisz, że dzieciaki nie cierpią w rodzinie, w której nie ma miłości, że nie dostrzegają tego, że między rodzicami jest więcej nienawiści, niż pozytywnych emocji? Jaką masz pewność, że rodzina Kazia nie była/nie stała się w pewnym momencie właśnie taką rodziną, rodziną dysfunkcyjną?
Sama pochodzę z rodziny rozbitej. W wielu przypadkach odejście do kogoś innego, to tylko pretekst, aby ostatecznie zakończyć związku, który trwał, bo trwał, ale którego byt, ograniczał się już tylko do fikcyjnego 'na papierku'. I coraz bardziej dusznej atmosfery w domu. Wszystko pięknie wygląda z perspektywy zaokiennego rzutu okiem.
Jeśli Ted, czy ktokolwiek inny, pisze, że jest pewny spraw, których sam Kazimierz może nie jest pewny to chyba mam prawo domniemać, że z Kaziem żyje w takiej zażyłości, że na sobotnią vódeczkę sobie chadzają.
(vódeczka dla panów to tak, jak likierek, czy winko dla kobiet. A nie od dziś wiadomo, że TYLKO trunki gwarantują szczerość absolutną, jakiej bez spożycia nie uświadczysz;)
Dzindzer pisze:Ted też czyta Pudelka
Co się zaś tyczy czytania tabloidów, jak to jest, że niby nikt nie czyta tego g*wna, ale, ze świecą szukać trzeba osoby, która nie znałaby wspomnianego Pudelka?
A co ważniejsze, nie znałaby specyfiki tego przybytku plotkarstwa. Chyba tylko moi dziadkowie byliby poza wszelkimi podejrzeniami.
Wyznać muszę, z nieskrywaną wstydliwością, zresztą, że sama także zaglądam na Pudelka, żądna podglądnięcia która w jakiej kiecce pokazała się na Oscarowej gali, albo gdy jestem usposobiona bardziej melancholijnie, chcąc zapłakać nad zarysowanym autem Kuby W.
Człowiek czasem potrzebuję takiego odmóżdżenia, najczęściej w celach czysto rozrywkowych, co nie znaczy, że te krótkie teksty, a właściwie, silącę się na kontrowersyjność wycinki zdjęć, staną się źródłem, na którym ukształtuje się moja opinia na czyjś temat lub na temat jakiegoś wydarzenia.
TedBundy pisze:ktoś, kto pada na klęczki przy każdej okazji, deklaruje swą wiarę i ciągle mówi o rodzinie, jest żałosnym hipokrytą, lecąc jak napaleniec za młódką w wieku swojej córki.
No skoro masz pewność, że za lat 10 nie uderzy Ci sodówka do głowy, nie zaczną się liczyć tylko dzieweczki, imprezki, drineczki? Słowem, inne, rozpustne oblicze Teda.
Ludzie się zmieniają, mówią jedno, robią drugie. Upływ czasu, wpływ kasy potrafi zepsuć nawet tych pozornie najlepiej
się konserwujących..
Do całości wypocin, dodam, że oczywiście, krytyk swoją ostateczną ocenę może opierać na wyczuciu, intuicji. Jednakże są to jego poszlaki oraz dowody prywatne i osobiste, zupełnie uprawnione w samotności lub przy stoliku kawiarnianym - ale w krytyce pisanej, nawet, jeśli jest to tylko forum, w moim odczuciu, powinny być w miarę możliwości, jak najbardziej uspołecznione, przetłumaczone na dowody obiektywne, bo na tym właśnie polega cała trudność konstruktywnej krytyki.
Lubię krytykę, przedstawioną w sposób rzetelny.
Sprawa dla mnie jest polityczna nie obyczajowa.
A dla mnie bardziej socjologiczno-obyczajowo-medialna.
Przy czym, podczas, gdy większość tutaj piszących, skupia się na obyczajowości konkretnego polityka, ja poddaję w wątpliwość, czy większą hipokryzją jest to, co robi Marcinkiewicz, czy może to, co dzieje się z obyczajowością naszego świętoszkowatego społeczeństwa i mediów, które nawet nie muszą się zbytnio wysilać, aby ich było na wierzchu.