Sprawa wyglada nastepujaco, w maju na pewnym forum poznałem dziewczyne, mieszka ode mnie jakies 200 km na slasku. Pierwsze spotkanie bylo w maju, i bylo udane, ..nastepne po ok 3 tygodniach , wspolny weekend jednak nie wypalil on tak jak bym to sobie wyobrażal ( nie chodzi od razu o bzykanie)
Przed 1szym spotkaniem ona miala nadzieje chyba na zwiazek, ale potem mi napisala, jeszcze przed tym weekendem, ze na razie zwiazku nie bedzie, bo to za duża odleglosc i w tym problem..to dalem sobie spokój i 3 dni po wekendzie pojechalem spotkac sie z inna, zeby zapomniec niestty tez nie wyszlo...No to ona jak sie o tym dowiedziala, to była zla, ze gdy mowi, zebym na arzie na nic nie liczyl, to od razu spotykam sie z innymi
..ja nie wiem staram sie alczyc ze soba, zeby patrzec na nia jak na zwykla dziewczyne, kolezanke , ale to podswiadome patrzenie na nia jak na partnerke czasem silniejsze jest , nie wiem co robic, czekac, walczyc czy dac sobie spokoj? Bo z jednej strony ona naprawde jest w moim typie i w ogóle, a z drugiej..nie chce stracic naprawde fajnej znajomosci .... 





