Głowa do góry sami, nie jest tak źle

Staram sie trzymać głowę prosto i parzyć jasnym wzrokiem w przyszłość
A tak na poważnie to przydałoby mi się trochę stoicyzmu, bo popadam od euforii w załamkę dzieląc włos nawet na 10

Nic tylko utopić emocje w szklance mleka <browar>
[ Dodano: 2006-03-20, 20:32 ]W sumie zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nikt mi nie odpowie, co on czuje, co myśli. A jednak wchodzę na forum i czytam odpowiedzi, szkuam, analizuję. Wiecie, szczerze, po prostu się boję. Zawsze przerabiałam ten sam schemat: ktoś mi się podobał, a ja mu nie. A za mną latali Ci, do których nic nie czułam. Dlatego boję się i tak naprawdę nie wierzę w miłość (a własciwie, że mogłaby mnie spotkać). To jest coś poza mną, co mnie nie dotyczy. Widzę ją u przyjaciół, mnie omija. Może powinnam zacząć grać w karty?

A z drugiej strony pragnę uczucia jak ryba wody. Dlatego popadam ze skrajności w skrajność. Chciałabym wiedzieć od razu, czy działać, czy się wycofać. Nie lubię siebie zauroczonej/zakochanej. Kiedy ktoś w oim otoczeniu mam problemy sercowe, to zazwyczaj umiem trafnie doradzić. A kiedy coś spotka mnie, to umarł w butach. Przyjaciele są cierpliwi, ale wiem, że jestem męcząca. Wiem, że psychoanaliza każdego ruchu nic nie pomoże. Wiem, że to, czy ktoś coś czuje, czy nie, to się po prostu czuje wewnątrz. Raz w życiu jedyny kochałam z wzajemnością. I pomimo tego, nie docierało to mnie, że ktoś mógl mnie pokochać. Myślałam, że mi się to wydaje, że to niemożliwe. I przez niewiarę w siebie nie odpowiedziałam na gesty tego człowieka. Zraniłam go, myślał, że się nim zabawiłam. Błąd zrozumiałam wtedy, gdy nie było już czego sklejać. Nie chciałabym tego powtórzyć. Czemu cudze sprawy zdają się być tak proste, a własne nie?