Wstreciucha pisze:robinho napisał/a:
a ja myślę że wstręciucha pieprzy głupoty, bo nigdy czegoś takiego nie przerabiała.
moze ani ja , ani Ty- zadne z nas tego nie przezylo , co nie znaczy ze to co powiedzialam jest glupie. I nie przypominam sobie bysmy sie znali , skad zatem wiesz co w zyciu przerobilam .
czytam Twoje posty, i jeśli sa szczere to mam prawo wyciągac z nich takie a nei inne wnioskiwnioski (gdyby okazało sie że ściemniasz to w ogóle nie warto byłoby sie do nich odnosić).
Fajnie piszesz o seksie,
wiem że życie też Cie nie pieściło;
ale myślę że jeśli chodzi o związki "twarde jak skała" to chyba nie masz wiele do powiedzenia.
Wstreciucha, nie chę Cię urazić, ale wydaje mi sie że podajesz po prostu Ariadnie rozwiązanie niedekwatne do sytuacji.
Wstreciucha pisze:MOze faktycznie z Toba cos nie tak jest. (...) A moze tylko chcesz sie wygadac
Nie to jest nie tak, nwet jesli Ariadna chce sie tylko wygadać.
Wygadanie sie może być bowiem drogą do celu, gdyż w ten sposób reasumując swoje za i przeciw Ariadna może znaleźć rozwiązanie swojego problemu.
Wstreciucha pisze:robinho napisał/a:
A ja uważam że łatwo przed klawiaturą pisać, przekreśl wszystko jedną kreską!
uwazam podobnie , szkoda ze nie zauwazyles bo , ze tak siebie zacytuje : "nikt nie mowi ze latwe (pewnie najtrudniejsze w Twoim zyciu) "
Ty podpowiadasz Wstęrciucho rozwiązanie Ariadnie, które nie jest dla niej dobre. Ariadna to przytulanka, kobieta która przede wszystkim potrzebuję miłości i czułości, jeśłi sama stanie sie zimna i oschła, to jak jej facet ma zmienić?
Wstreciucha pisze:tego nie wiesz, ta kobieta jeszcze nie zaczela zyc . Z calycm szacunkiem dla jej doswiadczen - mozna czuc sie wspaniale z calym szczesliwym dorobkiem zycia pomimo burz , kiedy jednak tracimy milosc cos w nas peka- i wtedy okazuje sie jak silni jestesmy. najwiekszym wrogiem milosci jest strach. Nasza kolezanka sie boi, a tak nigdy niczego nie wygra. Nawet jesli odejdzie truchlejac przed nim i ze lzami w oczach czekac bedzie na powrot , to jak skamlenie niemowy. Jednego robinho nie rozumiesz, ze kiedy ona bedzie miala sile by odejsc i zrozumie ze stac ja na wszystko, to juz bedzie na tyle szczesliwa , ze dotrze do niej , iz ten czlowiek do niczego byl jej potrzebny.
Z tym być moze masz rację. Być może.
Ale Ty nie rozumiesz że oni kiedyś mieli 16-18 lat (dokładnie nie wiem) i z dnia na dzięń potrafili stać sie razem dorośli, wspierać sie, żyć razem, być tylko dla siebie... I jesli to nie była np presja rodziców, to znaczy że to sie da naprawić.
Mysiorek pisze:Może wstrząsnąć wystarczy.
To jeden ze sposobów...