Dywagacje cholera wie o czym (na murku)

Zagadnienia związane ze sferą uczuciową, a także z problemami dotyczącymi tematów miłosnych oraz kontaktów emocjonalnych z płcią przeciwną.

Moderator: modTeam

Weź i się określ

1. schizofrenicy
79
63%
2. zdrowi psychicznie
46
37%
 
Liczba głosów: 125
Awatar użytkownika
natasza
Weteran
Weteran
Posty: 1339
Rejestracja: 12 kwie 2004, 11:48
Skąd: z sieci
Płeć:

Postautor: natasza » 02 cze 2005, 09:04

AlicE! pisze:Siedzicie na tym murku i kazdy snuje swoją historię:)
wiec ja napisze cos nie odnoszac sie do poprzednich postow.


Wszyscy jestesmy schizofrenikami... Każdy z nas, chociaż nikt się nie przyznaje. Nikt o tym nie mówi bo świat uważa to za chorobę.
To jest ciche romarzanie małych ludzi...Nie wszyscy ułożyli sobie zycie tak jak chcieli, niektórzy nie mogli a innym zabrako odwagi.
I właśnie tacy ludzie są schizofrenikami, budują własnie, wyimaginowane światy... Szukają lepszej rzeczywistosci...Realizm przytłacza...
Więc izolują się od niego. Nikt ich tam nie zrani, wszystko bedzie takie jak sobie tego życzą...Kto chciałby wrócic z własnej Utopii...Tam nic złego Cie nie dosiegnie. Samotnosc, bezradnosc, strach...Zapominasz o tym. Zapominasz o wszystkim i na chwile świat staje się piękny...........


Nie taki powód do posiadania innych stron własnej osobowości jak wymieniłaś, to nie tak, że mają je Ci, którzy nie żyją tak jakby żyć chcielil.
Staszek je ma.
Mam i ja.
"Można być w kropli wody światów odkrywcą. Mozna wędrując dookoła świata przeoczyć wszystko."
Awatar użytkownika
Elspeth
Weteran
Weteran
Posty: 1525
Rejestracja: 15 lip 2004, 12:22
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: Elspeth » 02 cze 2005, 09:29

moze i ja dorzuce swoje trzy grosze do watku...
podobnie jak Lisiczke ludzie postrzegaja mnie jako optymistke, taka co to zawsze twierdzi ze jakos to musi byc dobrze itd. Ale jak sama sobie sie przygladam to sama nie wiem co mam o sobie myslec. Ostatnio wkrecilam sie w dosc zamieszana relacje damsko-meska i od tego momentu od samego poczatku chyba zaczelam sama siebie oszukiwac wmawiajac sobie ze doskonale sobie zdaje sprawe ze to sie niedlugo skonczy, ze sie w to emocjonalnie nie angazuje, ze ciesze sie kazda chwila. Ale tak naprawde czasami cholernie mi smutno z tego powodu. Czasami nawet lzy same naplywaja mi do oczu, ale potem za chwile znowu zaczynam sobie wmawiac ze przeciez przezylam tyle fajnych chwil ze bede miala co wspominac itd.
Mam czasami wrazenie jakbym zyla w dwoch swiatach, albo jakby byly we mnie dwie osoby. Na pewno ta cala sytuacja w jakiej jestem wplynela tez na mnie pozytywnie - znajomi zauwazyli ze sie zmienilam, ze np kiedys twierdzilam ze nie bede gotowac facetowi z usmiechem na ustach a teraz robie to z przyjemnoscia. Poza tym zaczelam troche "powazniej" myslec nad paroma sprawami, zdawac sobie sprawe z niektorych rzeczy.
Ale chyba nie potrafilabym sie wyrzec zadnego z tych "swiatow" w ktorych zyje, mimo ze dostane znowu mocno po tylku i to juz calkiem niedlugo

p.s. jesli Waszym zdaniem jest to off top to go wywalcie
Non! Rien de rien... Non ! Je ne regrette rien !
Awatar użytkownika
foxy_lady
Weteran
Weteran
Posty: 1417
Rejestracja: 04 lut 2004, 17:01
Skąd: WaWa
Płeć:

Postautor: foxy_lady » 02 cze 2005, 09:41

Hardcore pisze:i tak gdy tak sobie myślę o tym wszystkim, to dochodzę do wniosku, że ten temat jest wspaniały, to forum jest wspaniałe, ale przede wszystkim CI LUDZIE są wspaniali!
fajnie, że możemy sobie napisać co się w czaszce gotuje, że można się wygadać, otworzyć się....
ja po tym wszystkim odczuwam ogromną ulgę, jakby zrzucenie ogromnego balastu... i nie ważne czy ktoś będzie uważał, że jestem popieprzony czy nie.... jednakże....
pisząc to mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu zostanę zrozumiany

Hardcore znów na bani :P hihihi
Musze Ci powiedzieć, że mam DOKŁADNIE te same odczucia czytając ten wątek, dlatego mnie tak poruszył. Wszyscy doskonale Cie rozumieja, a przynajmniej My schizole :)
:*
People are all the same
And we only get judged by what we do
Personality reflects name
And if I'm ugly then
So are you

Awatar użytkownika
Hardcore
Weteran
Weteran
Posty: 1327
Rejestracja: 20 wrz 2004, 23:31
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Hardcore » 02 cze 2005, 09:54

nie, to nie było na bani :P pisałem to całkiem poważnie. Dzięki wszystkim schizom za zrozumienie <browar>
When you dream there are no rules. People can fly, anything can happen. (...)
You may think you can fly, but you'd better not try. People can fly

Obrazek
Awatar użytkownika
ptaszek
Weteran
Weteran
Posty: 1205
Rejestracja: 15 sie 2004, 18:44
Skąd: War-saw
Płeć:

Postautor: ptaszek » 02 cze 2005, 12:48

Tyle osób stwierdza: jestem chory. A może nie... może to nie ja jestem chory, tylko świat. Nasuwa się zatem pytanie, czy on był kiedykolwiek zdrowy? Przecież zawsze było coś, co sprawiało, że człowiek zaczynał się gubić. Przede wszystkim zaczął zastanawiać się nad samym sobą ale też... przestał rozumieć siebie. Ja chyba jestem na tym etapie. Zastanawiam się kim jestem. Jaki jest mój cel. Sens mojego istnienia. W którą stronę powinnam pójść, aby potem nie żałować. Co ja potrafię. W czym jestem dobra. Czego powinnam się trzymać. Czasem siedząc sobie gdzieś na trawce mój wzrok natknie się na mrówkę. Potem wyłowi kilka innych. A potem się okaże, że tam niedaleko jest mrowisko. I tak sobie myślę, że jestem jak ta jedna mróweczka w całym ogromnym stadzie. W sumie niczym się nie różnię od innych. Mogą mnie nawet nie zauważać, nie zwracać na mnie uwagi, bo "jestem jedną z wielu". Ktoś może nawet nie zauważyć, że mnie zdepcze. Albo przeciwnie - zdepcze specjalnie, bo tak. Bo akurat kręcę się po jego terytorium. Tyle że... ta kręcąca się koło mnie mrówka ma swój cel. Tym celem jest praca i zaspokojenie potrzeb. I tak wszystko inne w przyrodzie ma swój cel. Przyroda jest uporządkowana. Ja też jestem jej częścią i moje istnienie też musi mieć swój sens. Muszę tylko dociec jaki. Jedno już wiem: nie żyję dla siebie. W moim mniemaniu każdy człowiek żyje dla drugiego człowieka. Wtedy to życie faktycznie nabiera jakiegoś sensu. Kiedy nie będę się koncentrować tylko na sobie. To dziwne, bo od jakiegoś czasu znów atakuje mnie ten sam stan co dawniej. A mianowicie: dziwne poczucie, że tu nie pasuję. Zupełnie jakbym była z innego świata, innej rzeczywistości. Nie umiem się tu wpasować. Nie umiem żyć zgodnie z "nowymi" zasadami, panującymi w świecie ludzi. Ja się z nimi nie zgadzam, a kiedy się mnie do czegoś zmusza - czuję, że robię coś wbrew sobie, że to nie powinno tak być. I czuję się wtedy, jak fragment zupełnie innej układanki. Mam wtedy ochotę uciec od tego świata. Tam, gdzie prawie nie ma ludzi. Nie ma tej wielkiej cywilizacji, blokowisk, reklam, hałasu, gonitwy za pieniądzem. To mi się czasem wydaje takie... "brudne" (?). Chcę uciec w ten uporządkowany, spokojny świat. Gdzie zieloność i czyste powietrze. I tam czuję się dobrze. Odzyskuję siły i poczucie wartości. Zauważam, że jest jeszcze mnóstwo pięknych rzeczy na świecie. To działa jak antidotum. I wiem, że choćby dla tego warto żyć. Gorzej, jak muszę wrócić znów w ten hałaśliwy bałagan. Zastanawiam się, czy ktoś to rozumie. Czy ktoś czuje coś podobnego. Niektórzy już by pewnie mnie posyłali do specjalisty :/


Y... to temat dla schizofreników tak? <kwiatek2>
Szczerze mówiąc to trochę smutniasto mi się zrobiło, jak tu weszłam :(
"Jeśli traktujesz życie ze śmiertelną powagą, nie licz na wzajemność" [A. Mleczko]
Awatar użytkownika
foxy_lady
Weteran
Weteran
Posty: 1417
Rejestracja: 04 lut 2004, 17:01
Skąd: WaWa
Płeć:

Postautor: foxy_lady » 02 cze 2005, 14:15

ptaszek pisze:Szczerze mówiąc to trochę smutniasto mi się zrobiło, jak tu weszłam :(

wczoraj miałam dokładnie to samo. przechodzi :)
People are all the same
And we only get judged by what we do
Personality reflects name
And if I'm ugly then
So are you

Awatar użytkownika
Youlo
Początkujący
Początkujący
Posty: 5
Rejestracja: 02 cze 2005, 02:34
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Youlo » 02 cze 2005, 15:27

"Jeżeli świat cię nienawidzi, możesz zrobić dwie rzeczy: zignorować ten fakt, lub znienawidzić świat" to najczęstszy temacik moich (i kumpli) ozywionych dyskusji, jakie prowadzimy na "podblocznym" murku, tudzież przy kawuni na balkoniku ;)
Nie można stwierdzić, czy to człowiek, czy świat jest chory. Raz, że "świat" jako taki tworzą właśnie ludzie, więc jeśli świat jest chory, to ludzie tym bardziej. A dwa, ze nie można stwierdzić choroby, jeżeli nie można określić stanu zdrowia... To taka moja myśl... Zagmatwałem?
Najlepsze w samotności jest to, że nie trzeba się nią z nikim dzielić...
-----------------------------
-ReaniemotioN-
Awatar użytkownika
Sir Charles
Weteran
Weteran
Posty: 3146
Rejestracja: 02 wrz 2004, 11:38
Skąd: sponad chaosu
Płeć:

Postautor: Sir Charles » 02 cze 2005, 15:38

Youlo pisze:"świat" jako taki tworzą właśnie ludzie, więc jeśli świat jest chory, to ludzie tym bardziej.


Ale tak jakby, nie wchodzicie w to glebiej...

Bo bywa, ze uzywa sie w takim przypadku jako synonimow slow "swiat" i "zycie", a to przeciez bez sensu...

Heh nie wiem, jak dla mnie, to juz przyzwyczailem sie do mysli, ze za kilkadziesiat lat nic ze mnie nie zostanie, ze jestesmy wszyscy niczym wobec potegi kosmosu, ze cala cywilizacja to ledwo mrugniecie oka...
Teraz przeraza mnie mysl, ze ludzie, ktorzy nie umieja sie z tym pogodzic, potrafia w swojej zalosnej megalomanii uwazac sie za czyjes "najdoskonalsze dzielo"

Przepraszam, jezeli urazilem czyjes uczucia, ale tak to wlasnie widze...
soul of a woman was created below
Awatar użytkownika
AlicE!
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 263
Rejestracja: 29 maja 2005, 02:14
Skąd: Somewhere
Płeć:

Postautor: AlicE! » 02 cze 2005, 17:17

ptaszek pisze:W moim mniemaniu każdy człowiek żyje dla drugiego człowieka. Wtedy to życie faktycznie nabiera jakiegoś sensu. Kiedy nie będę się koncentrować tylko na sobie. To dziwne, bo od jakiegoś czasu znów atakuje mnie ten sam stan co dawniej. A mianowicie: dziwne poczucie, że tu nie pasuję. Zupełnie jakbym była z innego świata, innej rzeczywistości. Nie umiem się tu wpasować. Nie umiem żyć zgodnie z "nowymi" zasadami, panującymi w świecie ludzi. Ja się z nimi nie zgadzam, a kiedy się mnie do czegoś zmusza - czuję, że robię coś wbrew sobie, że to nie powinno tak być.

Hehe skąd ja to znam...
Tylko...Nie boisz się żyć dla kogoś innego? Życia dla kogoś? Może ten ktoś wcale tego nie chce...Zdarzyło mi się już, bezgranicznie komusz ufasz, zycie ma sens...A potem dostajesz za swoje...Właśnie z tego powodu czuję czasem, że nie pasuję do tego świata, podobnie jak napisałaś.
Awatar użytkownika
ksiezycowka
Weteran
Weteran
Posty: 12688
Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: ksiezycowka » 02 cze 2005, 22:57

Właśnie wróciłam z owych dywagacji.
I mam dośc.
Zawsze wszystko było czarne bądz białe. Zawsze byłyśmy we dwie. Zawsze była równie skrajna alternatywa. A teraz walcze z ta nieparawdziwa stroną, ale.... nie wiem która jest tą złą. Moje odczucia się zmieniają zaleznie od tego w ktorej jestem. Wszystko się zagmatwało jeszcze bardziej. Ale dobrze, że sobie to uzmysłowiłam. Choć...zapewne jutro już zapomnę i jedynie coś moze jakoś się nasunie potem co mi pełnego obrazu nie da, w czym znów będzie masa kłamstw. To mnie przeraża. Przeraża mniepoczucie, że już nie mogę soebie ufać, że nie wiem czym jestem, która jest mna.

[ Dodano: 2005-06-02, 22:57 ]
Wiem, że to jest cos może nie zrozumiałego ale musiałam z siebie wyrzucić.
Awatar użytkownika
ptaszek
Weteran
Weteran
Posty: 1205
Rejestracja: 15 sie 2004, 18:44
Skąd: War-saw
Płeć:

Postautor: ptaszek » 04 cze 2005, 23:31

AlicE pisze:Nie boisz się żyć dla kogoś innego? Życia dla kogoś? Może ten ktoś wcale tego nie chce...Zdarzyło mi się już, bezgranicznie komusz ufasz, zycie ma sens...A potem dostajesz za swoje...

Dlatego zawsze zostaje coś w rezerwie. Czasem jednak... chyba warto zaryzykować. Zresztą nie musi to być jedna osoba. Może to być szersza grupa ludzi, którzy potrzebują pomocy.

Nie można stwierdzić, czy to człowiek, czy świat jest chory. Raz, że "świat" jako taki tworzą właśnie ludzie, więc jeśli świat jest chory, to ludzie tym bardziej.

Jeśli chodzi o to, co napisałam, to "świat" w tym przypadku = "inni ludzie". To było pytanie: ja czy oni?
"Jeśli traktujesz życie ze śmiertelną powagą, nie licz na wzajemność" [A. Mleczko]
Awatar użytkownika
saviour
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 129
Rejestracja: 14 sty 2005, 21:24
Skąd: Gilead
Płeć:

Postautor: saviour » 10 cze 2005, 16:55

mrt pisze:I ja już nie wiem, co jest ważne, tak obiektywnie ważne. Jestem głupsza niż 10 lat temu.


Ponieważ wszystko zawsze chyli się ku upadkowi, proponuję "opcję zerową" czyli wyzbycie się jakichkolwiek oczekiwań od ludzi i świata. Kiedy nie liczysz na żaden dobry gest od życia, to zło jakie cię dotyka jest ci obojętne, w końcu byłaś na nie gotowa.

Nie chodzi mi o odcięcie się od ludzi, o samotność, o traktowanie wszystkich z podejrzliwością. Wprost przeciwnie, życie trzeba chwytać, porażki znosić, ludziom którzy i tak prędzej czy później cię zawiodą - wybaczać. Najważniejszą wartością jest ŚWIADOMOŚĆ nieuchronności własnych małych i wielkich klęsk. Coś się zawaliło i zostają gruzy? Tak się stać musiało, to mnie nie boli, wiedziałaś że tak będzie. Co wtedy robisz? Budujesz coś od nowa.

Chcesz się odnaleść? Rób coś dla innych. Wprawdzie najprawdopodobniej Ci się nie odwdzięczą, ale będziesz mieć poczucie że w przeciwienstwie do 99% nie myślisz tylko wyłącznie o sobie. To pomaga się podbudować.

Sorry za taki pesymizm, ale ludzkość nie ma u mnie najlepszej prasy...
Awatar użytkownika
AlicE!
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 263
Rejestracja: 29 maja 2005, 02:14
Skąd: Somewhere
Płeć:

Postautor: AlicE! » 02 lip 2005, 18:46

Saviour wprawiles mnie w dziwny nastroj...:)
Podniosłeś na duchu...Dzięki. Napisales
saviour pisze:ludziom którzy i tak prędzej czy później cię zawiodą - wybaczać
...To dało do myslenia...Trudno jest wybaczyć...Ale o ile łatwiej się usmiechnąć, jak już się komuś wybaczy...;)
To co napisałes chyba nie było pesymistyczne, bo poczułam sie po tym dużo lepiej...
Mam nadzieje, że kiedyś sama wysnuję podobne wnioski...
Lubię ten temat, wpadnę jeszcze:)
Awatar użytkownika
mrt
Weteran
Weteran
Posty: 3354
Rejestracja: 31 lip 2004, 22:44
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: mrt » 08 gru 2005, 23:57

Zapomniałam, jak tu było dobrze. Ale wróciłam :)

Skoro większość czuje się dziwnie i obco, to kto tę naszą rzeczywistość tworzy? Mniejszość? Nie wierzę. Skoro tylu schizofreników, to dlaczego znajduję wspólny język z może dwiema osobami, trzema, czterema góra?

Ze znajomymi rozmawiam o pierdołach. Niech będzie, że ważnych, ale tak naprawdę nie z mojej perspektywy. Mielę beznadziejnie banalne sprawy, tracę czas na... ludzi? Czasem mam myśli, żeby wywalić notes przez okno, bo po co mi te kontakty, skoro tak niewiele wnoszą? Żeby zamienić notes na kolejną książkę, bo mam wrażenie, że na martwych stronach książek jeszcze jest to, co istotne i prawdziwe. Paranoja jakaś: sedno spraw ludzkich zawarte na papierze, nie w samych ludziach...
Awatar użytkownika
Robaczek
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 146
Rejestracja: 13 cze 2005, 00:05
Skąd: z kąta
Płeć:

Postautor: Robaczek » 09 gru 2005, 00:01

Nikt o tym nie mówi bo świat uważa to za chorobę
shizofrenia to choroba, marzenie i rozmyslanie - nie. Nie zapominajmy ze shizofrenicy traca kontakt ze swiatem i staja sie "wazywkami" ;].. wiec nie przesadzajmy z tym okresleniem tutaj.

a co do topiku - nie mam zadnych zastrzezen, tylko sie nie wypowiem bo mogloby to pogorszyc moj obecny stan psychiczny :P Ja dla swojego dobra stram sie oduczyc myslenia :P
i ciągle zatracam się w tym bagnie...
Awatar użytkownika
lollirot
Weteran
Weteran
Posty: 3294
Rejestracja: 02 maja 2005, 00:52
Skąd: ...
Płeć:

Postautor: lollirot » 09 gru 2005, 01:11

[przy akompaniamencie 'letila zuzula', ukraińskiej melogii ludowej śpiewanej na glosy, rzewnej i przecudnej]

skończyłam właśnie długaśnego mejla do przyjaciela z torunia o tym co u mnie, przeczytałam go sobie i jakoś się strasznie rozkleiłam.
od czasu do czasu nachodzi mnie myśl, że straszliwie marnuję swój czas. i za każdym razem przeraża mnie to tak samo.

mrt pisze:Ze znajomymi rozmawiam o pierdołach. Niech będzie, że ważnych, ale tak naprawdę nie z mojej perspektywy. Mielę beznadziejnie banalne sprawy, tracę czas na... ludzi? Czasem mam myśli, żeby wywalić notes przez okno, bo po co mi te kontakty, skoro tak niewiele wnoszą?

skąd my to znamy? raptem kilka osób, z którymi rozmowa to naprawdę ROZMOWA, nie mielenie ozorem... i to nie dlatego, że od października zmieniłam miasto. zawsze tak było. a może nawet jest lepiej teraz.
i ja też najchętniej przy okazji takich myśli mam ochotę wywalić ten notes - symboliczny, bo żadnego notesu nie mam, chodzi mi o te znajomości i rozmowy o pierdołach - i tak mam z nimi kontakt dzięki kółku śpiewającemu i byciu starostą - może tyle wystarczy? a potem iść własną drogą, dbając o siebie: o naukę - bo gdyby nie marnowanie czasu, to mogłabym zrobić dużo więcej; o książki - bo tyle chciałabym pochłąnąć jednym tchem, a nie mam kiedy; o filmy - bo tyle mam zaległych, a ciągle jest coś ważniejszego. zabrać się za to wszystko, co sprawi, że w końcu nie będę miała do siebie pretensji. i rozwijając znajomość z tymi kilkoma osobami dla których warto odłożyć na trochę książkę, wyłączyć film.
w takich chwilach mi się podłamuje całe moje przekonanie o jakiejkolwiek emocjonalnej stabilności :/ nie lubię tego.

wybaczcie uzewnętrznianie, i tak nie napisałam wszystkiego co bym mogła <pijak>
pan nie jest moim pasterzem
a niczego mi nie brak
nie przynależę i nie wierzę
i chociaż idę ciemną doliną
zła się nie ulęknę i nie klęknę.
Awatar użytkownika
Imperator
Moderator
Moderator
Posty: 2789
Rejestracja: 22 mar 2004, 13:45
Skąd: znienacka
Płeć:

Postautor: Imperator » 09 gru 2005, 07:05

Gdyby nie marnowanie czasu na pierdoły... :(
Ech, nie mam po co gdybać. Za późno na to. :)
Żyję tym co czuję, z życia biorę to, co mi smakuje.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Awatar użytkownika
mrt
Weteran
Weteran
Posty: 3354
Rejestracja: 31 lip 2004, 22:44
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: mrt » 09 gru 2005, 09:37

lollirot pisze: a potem iść własną drogą, dbając o siebie: o naukę - bo gdyby nie marnowanie czasu, to mogłabym zrobić dużo więcej; o książki - bo tyle chciałabym pochłąnąć jednym tchem, a nie mam kiedy; o filmy - bo tyle mam zaległych, a ciągle jest coś ważniejszego. zabrać się za to wszystko, co sprawi, że w końcu nie będę miała do siebie pretensji. i rozwijając znajomość z tymi kilkoma osobami dla których warto odłożyć na trochę książkę, wyłączyć film.

Ja się czuję ciągle rozdwojona. Z jednej strony jestem typem towarzyskim i marnuję ten czas na gadanie o pierdołach, z drugiej właśnie to poczucie traconego czasu... I od czasu do czasu dopada mnie myśl, żeby zamknąć się w karmelu, odciąć to wszystko raz na zawsze. Szczególnie teraz, kiedy już mi autorytety wyzdychały albo je zjadłam z butami, prześcignęłam. Profesorowie już nie są tacy mądrzy, jak byli, bo są dziedziny, w których ich pokonałam, a ciągle nie mogę pogodzić się z tym, że ktoś nie jest mądrzejszy ode mnie od A do Z. Kiedy okazało się, że w pewnych działkach zdają się na mnie i to mnie pytają, przekreśliłam kontakty, choć dawniej zarzekałam się, że nigdy nie odejdę.

Czuję się podle chwilami, kiedy uświadamiam sobie, że np. wdarłam się do wnętrza jednego z najlepszych etyków w tym kraju, pozwolił mi przekroczyć granice swojej intymności, dopuścił do tajemnic swojej wiedzy i myśli, a ja wyssałam to, co było do wyssania i zniknęłam. Coraz rzadziej wpadałam, bo to już nie było to. I niby mogę wrócić, ale po co, skoro dla mnie to już marny autorytet? Udawać, że coś czuję? Nie czuję. A kiedyś ze łzami w oczach przysięgałam, że będę zawsze... I to był warunek. I wcale tu nie chodziło o jakąś erotyczną relację - nie, choć przyjemność obcowania z nim graniczyła z czymś erotycznie perwersyjnym. Tu chodziło o coś znacznie większego i bardziej intymnego. Ale czy ktoś to rozumie?
Awatar użytkownika
Haro
Weteran
Weteran
Posty: 1368
Rejestracja: 24 wrz 2005, 19:49
Skąd: Wałbrzych
Płeć:

Postautor: Haro » 09 gru 2005, 09:49

Siedze na murku i snuje swoje dywagacje?

Dziwny jestem, tego jestem pewien. Nie potrafie odnalezc sie ostatnio w niczym. Nic nie sprawia mi takiej przyjemnosci jak dawniej. Kazdy dzien jest pelen szarosci a ja sam dziczeje przez to wszystko. Kiedys bylem straszni agresywny, ale teraz to co sie ze mna dzieje przechodzi ludzkie pojecie. Mam czasami ochote wyjsc na ulice i dac przypadkowemu czlowiekowi w ryja. Do tego mam jakas dziwna manie. W Walbrzychu grasuje morderca, ktory gwalci kobiety a pozniej podcina im gardlo. Zyje caly czas w obawie, ze cos stanie sie Marcie, dziewczynie ktora, wciaz, kocham. Jak tylko uslyszalem, ze ktos taki sie panoszy na mysl przyszla mi Ona - bezbronna. Czuje w sobie, ze tylko ja moge Jej pomoc, ze tylko ja moge Ja obronic. Wiem, ze gdyby nastapila sytuacja, z musialbym stanac w Jej obronie, poswiecic wlasne zycie - zrobilbym to. Zgorzknialem tez. Wiem od czego to wszystko, chociaz nie dopuszczam do siebie tej mysli. Chce powrotu do dawnego mnie... Wesolego, nie przejmujacego sie problemami zycia codziennego. Z usmiechem na twarzy, chorymi dowcipami, pozytywnie psychicznym zachowaniem...

A tak to mysle teraz tylko o tym, zeby dorwac w rece tego gwalciciela i wymierzyc mu swoja wlasna sprawiedliwosc. Bolesna i dluga. Bardzo dluga.
Awatar użytkownika
robinho
Maniak
Maniak
Posty: 563
Rejestracja: 24 wrz 2005, 15:27
Skąd: miasta ze skazą
Płeć:

Postautor: robinho » 09 gru 2005, 10:15

Ważne że trzymamy pion, i co rano mamy sto powodów żeby wstać. <aniolek2>


<browar>

małe pytanie-sugestia. Czy nie za duzo patosu w waszych wypowiedziach?? Czy nie jest tak że patos człowieka skończył sie dawno dawno temu??
I teraz sobie spokojnie żyjemy.
Codziennością. Czasem się uśmiechamy, czasme boli, a od czasu do czasu nawet jesteśmy z siebie dumni? <aniolek2>
"Monalizą byłaś mi, marzyłem tylko o tobie
Rysowałem serca dwa, pytałaś po co to robię.



FALUBAZ! Ekstraliga jest już nasza!
Awatar użytkownika
mrt
Weteran
Weteran
Posty: 3354
Rejestracja: 31 lip 2004, 22:44
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: mrt » 09 gru 2005, 10:29

robinho pisze:małe pytanie-sugestia. Czy nie za duzo patosu w waszych wypowiedziach?? Czy nie jest tak że patos człowieka skończył sie dawno dawno temu??
I teraz sobie spokojnie żyjemy.
Codziennością. Czasem się uśmiechamy, czasme boli, a od czasu do czasu nawet jesteśmy z siebie dumni?

Codziennością żyjemy codziennie i dla innych. I dla siebie, ale tylko o tyle, o ile działa nasz instynkt samozachowawczy. A pod tą powierzchownością przerażające skomplikowanie i głębia taka, że sami swojego wnętrza nie rozumiemy. Mam tylko czasem wrażenie, że niektórzy składają się tylko z tej codzienności, a w środku... to, co na zewnątrz, czyli pusto. Czyli właśnie czasem uśmiech, czasem ból, od czasu do czasu duma. Nic ponadto. To mnie przeraża, że ludzie tak mają, tak żyją, tak potrafią w ogóle żyć. Toż to inny gatunek chyba!

A że patetycznie brzmi? Mam to gdzieś. Ja piszę, co czuję, jak widzę. Od tego jest murek :)
Awatar użytkownika
Ted Bundy
Weteran
Weteran
Posty: 5219
Rejestracja: 16 wrz 2005, 16:29
Skąd: IV RP
Płeć:

Postautor: Ted Bundy » 09 gru 2005, 10:30

Jak na murku mogę zajarać, to się do Was przysiadam:) hehehe

Cóż, ze mną jest zawsze skomplikowana sytuacja. Nic mnie nie cieszy. Odkąd pamiętam, żyję zgodnie z zasadą "uśmiechaj się rzadko, smiej sie co chwila" , za dużo kłopotów i problemów mam na łbie, a droga do normalności daleka... Wstaję, idę jakiś czas, dostaję po łbie, prawie padam - jestem twardy - znów sie podnosze ... Twardy, ale nie niezniszczalny, w końcu kiedys podnieść sie nie zdołam:) Ile mozna??? Nie mam zielonego pojecia.....
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow

Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!

http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Awatar użytkownika
Haro
Weteran
Weteran
Posty: 1368
Rejestracja: 24 wrz 2005, 19:49
Skąd: Wałbrzych
Płeć:

Postautor: Haro » 09 gru 2005, 10:34

Moje powody do wstawania ograniczaja sie do jednej rzeczy, ktora odeszla miesiac temu :(
Awatar użytkownika
mrt
Weteran
Weteran
Posty: 3354
Rejestracja: 31 lip 2004, 22:44
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: mrt » 09 gru 2005, 10:37

Na murku wszyscy palą :)

Ja chyba wiem, jaka jest recepta, Ted, żeby się nie męczyć. Zamienić wszystkie: "ja robię", "ja wstaję", "ja upadam" na: "mi się robi", "mi się wstaje", "mi sie upada". wtedy jesteś tylko obserwatorem, ciała użyczasz, nic ponadto. Czyli maksymalnie sie wyłączasz, żyjesz obok - obok siebie, obok świata. Mam wrażenie, że to jest recepta właśnie: zamienić swój status - z bohatera swojego życia na świadka swojego życia.

[ Dodano: 2005-12-09, 10:40 ]
A Ty, Haro, zdaje się, że masz jeszcze sporo do zrobienia. Musisz zamienić "bo ona" na "bo tak".
Awatar użytkownika
Ted Bundy
Weteran
Weteran
Posty: 5219
Rejestracja: 16 wrz 2005, 16:29
Skąd: IV RP
Płeć:

Postautor: Ted Bundy » 09 gru 2005, 10:45

mrt pisze:Zamienić wszystkie: "ja robię", "ja wstaję", "ja upadam" na: "mi się robi", "mi się wstaje", "mi sie upada". wtedy jesteś tylko obserwatorem, ciała użyczasz, nic ponadto. Czyli maksymalnie sie wyłączasz, żyjesz obok - obok siebie, obok świata


W sumie ciekawa koncepcja <browar> . Troszkę zalatuję rozdwojeniem jaźni, ale mi się podoba. Co prawda wątpię, by udało mi sie tak przestawić i zachowywać (spróbowac można). I tak we mnie są ze trzy osobowości... :)
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow



Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!



http://www.piotrlabuz.pl/

http://michalpasterski.pl/

http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Awatar użytkownika
robinho
Maniak
Maniak
Posty: 563
Rejestracja: 24 wrz 2005, 15:27
Skąd: miasta ze skazą
Płeć:

Postautor: robinho » 09 gru 2005, 10:51

mrt pisze:Ja chyba wiem, jaka jest recepta, Ted, żeby się nie męczyć. Zamienić wszystkie: "ja robię", "ja wstaję", "ja upadam" na: "mi się robi", "mi się wstaje", "mi sie upada". wtedy jesteś tylko obserwatorem, ciała użyczasz, nic ponadto.



TedBundy pisze:W sumie ciekawa koncepcja . Troszkę zalatuję rozdwojeniem jaźni, ale mi się podoba.



tak, nabrać do siebie dystansu! To jest to!
"Monalizą byłaś mi, marzyłem tylko o tobie
Rysowałem serca dwa, pytałaś po co to robię.






FALUBAZ! Ekstraliga jest już nasza!
Awatar użytkownika
Mysiorek
Weteran
Weteran
Posty: 5887
Rejestracja: 14 lip 2004, 11:22
Skąd: z wykopalisk
Płeć:

Postautor: Mysiorek » 09 gru 2005, 11:03

Kim jesteście, Wy wszyscy "obszczymurki" ???? ;)

Czy nie jest to tak, że jakby wasze życie było ułożone, fajne to nie mielibyście takich dylematów "murkowych"? Tylko nie kłapcie, że Wasze życie jest pełne sprzeczności, bo jesteście myślicielami "murkowymi". Będzie dylemat: jajo-kura :D

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A Wy siedzicie na murku! Siedźta se dalej ;P

mrt pisze:z bohatera swojego życia na świadka swojego życia.

Amerykę odkryła <hahaha> <hahaha> <hahaha>
Tak! Gdzieś tu dzwoni. A zadzwoni, gdy się pojmie umiejętność czasowego przełączania z bohatera na świadka, czyli MAM w dupie - NIE MAM w dupie.
KOCHAJ...i rób co chcesz!
Awatar użytkownika
mrt
Weteran
Weteran
Posty: 3354
Rejestracja: 31 lip 2004, 22:44
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: mrt » 09 gru 2005, 11:54

Mysiorek pisze:Czy nie jest to tak, że jakby wasze życie było ułożone, fajne to nie mielibyście takich dylematów "murkowych"?
To nie ma nic do tego. Zupełnie. Bo człowiek albo rodzi się z jedną klepką do wymiany, odpowiedzialną za poczucie szczęścia, albo ma wszystkie w porządku.

Jedni mają tendencje do zlepiania czterech włosów w jeden, inni - rozwarstwiania jednego na cztery.
Mysiorek pisze:gdy się pojmie umiejętność czasowego przełączania z bohatera na świadka, czyli MAM w dupie - NIE MAM w dupie.
Zupełnie nie jarzysz :( Bo to nawet nie banalizowanie. Nie, to zupełnie o co innego lata. Nie dogadamy się - nie te kategorie w tym momencie.
Awatar użytkownika
Sir Charles
Weteran
Weteran
Posty: 3146
Rejestracja: 02 wrz 2004, 11:38
Skąd: sponad chaosu
Płeć:

Postautor: Sir Charles » 09 gru 2005, 12:09

Mrt, Lolli -> mam troche inaczej niz wy...

Swiat mnie przeraza, ale tylko w calosciowym wymiarze. W sprawach mniejszych cholernie mi sie podoba zycie.

Nie potrzebuje od niego wiele, a jednak wiele mi daje. Chce przeczytac multum ksiazek, pisac, chlac z przyjaciolmi (bo przyjazn bez alkoholu jest gowno warta), szusowac po alpejskich stokach...

Tak naprawde nie ma na swiecie wielkich rzeczy. A przynajmniej nie sa one bezwzglednie wielkie. Wszystko zalezy od kontekstu. Ale gdyby pozbawic zycie rzeczy malych, to nie zostaloby nic.

Gdybym nie mogl wciagnac z radoscia zapachu zmrozonej mgly nad krakowskim rynkiem, zaciagnac sie mocnym papierosem, po mistrzowsku rozegrac partii bilarda, albo moc podkreslic cos mocno w ksiazce a obok postawic wykrzyknik... nie wiedzialbym czego konkretnie mi brakuje, ale raczej czulbym, ze na pewno czegos.


A co do mielenia ozorem - tam gdzie zaczyna sie belkot jezyka, tam ustaje belkot mysli.
soul of a woman was created below
Awatar użytkownika
Mysiorek
Weteran
Weteran
Posty: 5887
Rejestracja: 14 lip 2004, 11:22
Skąd: z wykopalisk
Płeć:

Postautor: Mysiorek » 09 gru 2005, 12:09

mrt pisze:Bo to nawet nie banalizowanie.

Banalizowanie??? <boje_sie> ... faktycznie, nie dogadamy się.
Jak zwykle nie kumasz moich "przelotów", bo zbyt jesteś pochłonięta swoimi, sądzę.

mrt pisze:nie te kategorie w tym momencie.

Ted i robinho się chyba, w tym momencie, mieszczą. Może Oni coś dodadzą i rozjaśnią?
mrt pisze:Bo człowiek albo rodzi się z jedną klepką do wymiany...

... chyba jak jest niedotleniony. <pijak>
KOCHAJ...i rób co chcesz!

Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 645 gości