mikaaa pisze:moon napisał/a:
mikaaa napisał/a:
umrze mu osoba dla której zył
I własnie dlatego jest idiotą. Nie żyje się dla kogoś. Żyje się dla siebie i zgodnie z sobą.
Tak powinno sie zyc dla siebie ale nie jest to tak jak ty pojmujesz.Nigdy nie bedsziesz do konca zyła tylko i wyłacznie dla siebie ,dopóki masz ludzi ktorzy darza cie jakimś uczuciem.
I moze ty masz swoja wole życia i poczucie własnej wartości , ale wierz mi różni sa ludzi ich sytuacje.Zdarza sie tak ze zycie jest jej obojętne bo jej naprawde nie oszczędza, spotyka ta jedna osobe która daje jej wiare w to ze jest kimś jak nie dla innych to chociaz dla niej...
Moon bardzo dobrze to pojmuje, tylko może sformułowanie niezręczne. Już to kiedyś zresztą było wałkowane na forum.
Człowiek to istota autonomiczna i żyje na własny rachunek. Łączy się z kimś, ale wciąż żyje na własny rachunek. Razem osiągają cele, mają je wspólne, ale każdy sam się realizuje w tym z osobna.
To, że kogoś obciążamy myślą, że bez niego zginiemy, bo daje nam wiarę w to, że jesteśmy choć dla niego kimś, nadaje się do terapii. Bo partner to nie wielbłąd, który niesie siebie i jeszcze kogoś. Partner to ktoś, kto idzie z nami przez życie, ale nie tragarz naszego życia.