Z moim facetem jestem rok(wczesniej znalismy sie prawie 2 lata i bylismy przyjaciolmi - to tak dla przypomnienia i jakby ktos sie nie orientowal
Pamietam te poczatki, gdy na kazdym kroku widzialam jak mu zalezy. Czeste gesty(typu jakis kwiatek bez okazji, komplementy, okazywanie uczuc), ktore sprawialy,ze czulam sie kochana i potrzebna. Czulam sie ogromnie szczesliwa.
Wraz z nadejsciem tegorocznej jesieni cos sie zmienilo.
Czuje sie jakbym musiala prosic o czulosc. Oczywiscie nie doslownie, ale to ja musze sama przytulic sie, pocalowac. Gdziez by to on mial okazac uczucia
.Jedyna inicjatywa z jego strony to taka,aby doprowadzic do sexu.
Kwiaty dostaje juz tylko na jakas okazje, albo jesli on przeprasza (strasznie mnie to irytuje).
Kiedys slyszalam jaka jestem piekna, jak ladnie wygladam. Teraz slysze co najwyzej komplementy z lozku.
On takze jest w maturalnej klasie. Mozna powiedziec, ze staram sie za dwoch. Nie dosc, ze pracuje na moje oceny, przygotowuje sie do matury, to dochodzi do tego, ze czesto pomagam mu. Nie widzialabym w tym nic niepokajacego, gdyby nie fakt, ze on zachowuje sie jakby totalnie to mial w dupie. Z łaska przepisze cos co mu podam. Stroi fochy. Staram sie,abysmy razem studniowali, wychodze z siebie ,a nie widze pracy z jego strony.
Zmienil sie, zmienil sie cholernie. Nie wiem co na to wplynelo.
Duzo bylo rozmow, za kazdym razem przepraszal i obiecywal, ze cos z tym zrobi. Jest dobrze na tydzien,dwa i znow to samo. Czesto obraca wszystko w zart, co mnie cholernie drazni.
Nie wiem, moze ja juz jestem przewrazliwiona
. Ale czesto bywa,ze mam ochote rzucic sie na niego z pazurami albo dac mu w twarz, ale tego nie robie. Licze sobie do 10 i znow mam ten bol w sercu.
Po prostu ciezko mi. Wiecej jest tych zlych niz dobrych dobrych.
No, ale odbylismy powazna rozmowe. Mimo,ze uwazam, ze przerwy w zwiazku do niczego nie prowadza(no, moze prowadza,ale najczesciej do definitywnego konca) to zaproponowalam mu ją. On nie chce o tym slyszec(od razu stanely mu lzy w oczach, gdy rzucilam taka propozycje), zrobi wszystko,zeby pokazac mi, ze mu na mnie zalezy.
Ale powiedzial cos jeszcze.Powiedzial, ze seks duzo w zwiazku moze zepsuc. Wytrzeszczylam na niego oczy, z niedowierzaniem...
Chodzilo mu o to,ze facet, gdy jest w dluzszym zwiazku, niczego mu nie brakuje, to zaczyna byc zbyt pewny. I on tak chyba ma. Mimo,ze boji sie ze mnie straci, to jednoczesnie jest zbyt pewny. Cos typu "dba o mnie, daje mi dupy, nie musze sie starac".
Odpowiedzialam mu,ze jego brak staran, doprowadzi do tego ze mnie straci, bo nie jestem osoba, ktora bedzie sie truc czy chciala sie zabic po nieudanym zwiazku. Wbrew pozorom jestem silna osoba. I nie rozumiem jego pewnosci.
Zaproponowal przerwe od seksu. Na jakis czas (tydzien, pozniej zobaczy sie czy dluzej).
Musze powiedziec, ze jestem w lekkim szoku. Zawsze myslalam,ze seks laczy ludzi. Cholernie mi smutno.
Przepraszam, ze takie dlugie i pewnie to bez ladu i skladu, ale musialam sie wyzalic...
.
ale nie musisz im wierzyć." - Forrest Gump


. Tylko że ja to chyba robie z własnej woli, można powiedzieć że specjalnie
) ale powodem tego jest jej stosunek do mnie a dokładniej do naszego związku, tzn. kocha mnie ciągle mi to mówi, dużo rozmawiamy ale nie widze z jej strony żadych chęci na jakiekolwiek urozmaicenie naszego związku, do tej pory to ja się staram i wyskakuje z różnymi pomysłami jak wino, świece czy bita smietana
, a zjej strony nic i dlatego powoli staje się taki sam jak Twój mężczyzna. Może to jest problem u Ciebie, może byłaś na początku zbyt bierna a on się dużo starał (kwiaty, komplementy itp.) 

. To nie tyczy się tylko Twojego związku, ale relacji damsko-męskich w ogóle. 