To nie tajemnica, że niemal każdy związek przechodzi przez mniejsze lub większe kryzysy. Zastanawiam się ostatnio nad dwoma sprawami z tym związanymi - jak długo taki kryzys może trwać i jakie są oznaki tego, że to nie kolejny trudny okres, który minie, tylko początek końca.
W moim związku (długim, niemal czteroletnim) od jakiegoś czasu nie dzieje się dobrze. Mniejsza o szczegóły, w skrócie powiem, że się od siebie oddalamy. Powoli stajemy się znajomymi. Wydaje mi się, że nie z mojej winy - dużo siły wkładam w to żeby i jej i mi było dobrze. Odbyliśmy poważną rozmowę. I tutaj tkwi mój problem. Nie wiem co z niej wynika. Powiedziałem, że jeżeli nasz związek ma dalej tak wyglądać, to chociaż ją bardzo kocham (naprawdę ją kocham) to czas się rozstać. Ona jakby zupełnie bez emocji, choć chyba zaskoczona powiedziała, że rzeczywiście się ode mnie oddala, i bywa że jest nie w porządku ale nie chce mnie stracić i chce żebym spróbował dać jej jeszcze szansę. Zapytałem o powód i czy ma mi coś do zarzucenia, albo coś za złe. Powiedziała mało precyzyjnie, że "to jest tak, że ja sobie myślę, że już zawsze będziemy razem", a ona chciałaby "ciągle robić coś nowego." Uważam, że ze mną się jej na pewno nie nudziło. Zawsze to ja jestem tym który musi namawiać na coś innego niż wyjście do restauracji albo wyjazd nad morze. Może to ja się jej znudziłem. To by było zrozumiałe. Nie kocha mnie, chce innego, koniec sprawy. Tylko po co prosić o kolejną szansę? Mnie teraz jest trudno być chłopakiem z marzeń bo moje pomysły i starania, romantyczne i wariackie od ponad miesiąca są olewane. Czego ode mnie oczekuje? Od rozmowy czas mija a zmian nie widać. Czas na wahania już chyba minął.
Mój problem w tym, że nie wiem jak się zachowywać, jak ją traktować. Czekać na jej ruch, czy działać (jak?) zachować dystans, czy pogodzić się z tym że to koniec?
Kiedy się wycofać?
Moderator: modTeam
Kiedy się wycofać?
Zyc trzeba umiec. Jakze czesto bowiem zyc nie umiemy. Dobre zycie jest umiejetnoscia. Jestesmy biegli w wielu umiejetnosciach, ale malo kto opanowal umiejetnosc zycia. -T.Gadacz
- Wujo Macias
- Maniak

- Posty: 750
- Rejestracja: 24 paź 2006, 05:06
- Skąd: 3miasto
- Płeć:
moja sytuacja jest podobna.
Ja ją kocham a ona mi mówiła że bardzo chciałaby poczuć ale nie może i mnie za to przeprasza.
tak jak u mnie.pokłociliśmy się w weekend majowy i tak przez 2 tygodnie mialem wrażenie że jest na mnie obrażona-sugerowała rozstanie.teraz tak jakby jej przeszło,dzwoni itp.
Inni na tym forum doradzali mi żebym się odciął od niej,wyjechał gdzieś....nie dało to skutku...wcale nie przestała się odzywać.Postanowiłem że nie zerwe z nią.Pod koniec czerwca wyjezdzam na 2 miesiace do pracy i nie bedzie mnie widziała..i to będzie dla mnie taki czas próby, który bardzo wiele wyjaśni.Dotychczas spotykaliśmy się niemal codziennie wiec jak mnie nie bedzie moze cos poczuje.
o to chodzi że jak nie4 chce jechać z toba to jedz sam-nic na sile
jeszcze niedawno mocno przejmowałem sie tym związkiem,teraz spasowałem (to nie znaczy ze ją ignoruje lub olewam) i jest mi lżej
ja też nie wiedziałem i ona tez nie wie:)ja zachowałem dystans,odzywam się rzadziej...a ona?....sama chce sie zbliżac do mnie
Ja ją kocham a ona mi mówiła że bardzo chciałaby poczuć ale nie może i mnie za to przeprasza.
dużo siły wkładam w to żeby i jej i mi było dobrze. Odbyliśmy poważną rozmowę. I tutaj tkwi mój problem. Nie wiem co z niej wynika.
tak jak u mnie.pokłociliśmy się w weekend majowy i tak przez 2 tygodnie mialem wrażenie że jest na mnie obrażona-sugerowała rozstanie.teraz tak jakby jej przeszło,dzwoni itp.
Inni na tym forum doradzali mi żebym się odciął od niej,wyjechał gdzieś....nie dało to skutku...wcale nie przestała się odzywać.Postanowiłem że nie zerwe z nią.Pod koniec czerwca wyjezdzam na 2 miesiace do pracy i nie bedzie mnie widziała..i to będzie dla mnie taki czas próby, który bardzo wiele wyjaśni.Dotychczas spotykaliśmy się niemal codziennie wiec jak mnie nie bedzie moze cos poczuje.
Mnie teraz jest trudno być chłopakiem z marzeń bo moje pomysły i starania, romantyczne i wariackie od ponad miesiąca są olewane.
o to chodzi że jak nie4 chce jechać z toba to jedz sam-nic na sile
jeszcze niedawno mocno przejmowałem sie tym związkiem,teraz spasowałem (to nie znaczy ze ją ignoruje lub olewam) i jest mi lżej
Mój problem w tym, że nie wiem jak się zachowywać, jak ją traktować. Czekać na jej ruch, czy działać (jak?) zachować dystans, czy pogodzić się z tym że to koniec?
ja też nie wiedziałem i ona tez nie wie:)ja zachowałem dystans,odzywam się rzadziej...a ona?....sama chce sie zbliżac do mnie
Harry, a koniecznie trzeba mieć wciąż wariackie pomysły?
Dobry związek, to ten, kiedy nawet nic nie robiąc i siedząc w ciszy z partnerką, czujesz, że tak jest dobrze.
Tzn. jak?
Może to po prostu już ten etap, że jesteście tak blisko siebie, że wygląda to jak znajomość tylko
Stawiałabym na to, że to początek czegoś nowego w Waszym związku, tylko nie wiecie, jak to ugryźć i stąd nieporozumienie = ona myśli, że odsunęła się od Ciebie
Dobry związek, to ten, kiedy nawet nic nie robiąc i siedząc w ciszy z partnerką, czujesz, że tak jest dobrze.
Harry pisze:W moim związku (długim, niemal czteroletnim) od jakiegoś czasu nie dzieje się dobrze.
Tzn. jak?
Może to po prostu już ten etap, że jesteście tak blisko siebie, że wygląda to jak znajomość tylko
Harry pisze:czy pogodzić się z tym że to koniec?
Stawiałabym na to, że to początek czegoś nowego w Waszym związku, tylko nie wiecie, jak to ugryźć i stąd nieporozumienie = ona myśli, że odsunęła się od Ciebie
"Cause we all have wings, but some of us don’t know why"
Joe Cocker
Joe Cocker
Jakbym czytał siebie kilka miesięcy temu.
Jak u mnie, niemal cztery lata.
Dokładnie te same słowa. Znaczą, że przestałeś się starać ją poderwać, a zacząłeś żyć, jakbyście już byli małżeństwem. Spędzacie razem wieczory na oglądaniu filmów, seriali, chodzeniu w te same miejsca.
Ten sam typ kobiety. Nie ma żadnego pomysłu na życie, a wymaga od faceta bycia ciągłą kopalnią pomysłów....
..., z których wszystkie są z miejsca wyrzucane na śmietnik.
- Pójdziemy na spacer, dowiedziałem się o bardzo fajnym miejscu
- Nie, nogi mnie bolą, jestem zmęczona
- No to może do kina?
- Wiesz, że nie lubię siedzieć w tłoku.
- Billard? Znam fajny klub
- Ludzie się będą na mnie patrzyć, bo nigdy wcześniej nie grałam
- A może...
- Bądź już cicho, nic mi się nie chce...
Założę się, że tylko jej pomysły (zaproponowane przez znajomych) akceptujesz? I w ten sposób idziecie do kina, czy na billard z jej przyjaciółmi.
W moim przypadku było tak, że bała się, że nie znajdzie innego. Kolejna szansa mogłaby też wynikać z lenistwa, by nie szukać innego. Jak to się skończyło? Znalazł się inny i przestała być zmęczona i zaczęła chodzić na spacery.
Odpowiedz mi na pytanie, dlaczego z nią jesteś. Chodzi mi o odpowiedź dłuższą niż oklepane "bo ją kocham.(kropka)".
Harry pisze:W moim związku (długim, niemal czteroletnim)
Jak u mnie, niemal cztery lata.
Harry pisze:Powiedziała mało precyzyjnie, że "to jest tak, że ja sobie myślę, że już zawsze będziemy razem", a ona chciałaby "ciągle robić coś nowego."
Dokładnie te same słowa. Znaczą, że przestałeś się starać ją poderwać, a zacząłeś żyć, jakbyście już byli małżeństwem. Spędzacie razem wieczory na oglądaniu filmów, seriali, chodzeniu w te same miejsca.
Harry pisze:Zawsze to ja jestem tym który musi namawiać na coś innego niż wyjście do restauracji albo wyjazd nad morze.
Ten sam typ kobiety. Nie ma żadnego pomysłu na życie, a wymaga od faceta bycia ciągłą kopalnią pomysłów....
Harry pisze:Mnie teraz jest trudno być chłopakiem z marzeń bo moje pomysły i starania, romantyczne i wariackie od ponad miesiąca są olewane.
..., z których wszystkie są z miejsca wyrzucane na śmietnik.
- Pójdziemy na spacer, dowiedziałem się o bardzo fajnym miejscu
- Nie, nogi mnie bolą, jestem zmęczona
- No to może do kina?
- Wiesz, że nie lubię siedzieć w tłoku.
- Billard? Znam fajny klub
- Ludzie się będą na mnie patrzyć, bo nigdy wcześniej nie grałam
- A może...
- Bądź już cicho, nic mi się nie chce...
Założę się, że tylko jej pomysły (zaproponowane przez znajomych) akceptujesz? I w ten sposób idziecie do kina, czy na billard z jej przyjaciółmi.
Harry pisze:Może to ja się jej znudziłem. To by było zrozumiałe. Nie kocha mnie, chce innego, koniec sprawy. Tylko po co prosić o kolejną szansę?
W moim przypadku było tak, że bała się, że nie znajdzie innego. Kolejna szansa mogłaby też wynikać z lenistwa, by nie szukać innego. Jak to się skończyło? Znalazł się inny i przestała być zmęczona i zaczęła chodzić na spacery.
Mój problem w tym, że nie wiem jak się zachowywać, jak ją traktować.
Odpowiedz mi na pytanie, dlaczego z nią jesteś. Chodzi mi o odpowiedź dłuższą niż oklepane "bo ją kocham.(kropka)".
Wszystko zależy od was.. nie od jednego z was ale obojga.. więc jesli poczujecie oboje podkreślam oboje że chcecie razem być to zróbcie coś żeby tak było bo nikt inny za was tego nie zrobi.. jeśli zaś chce tylko jedno, to lepiej przeboleć i dać sobie spokój wrzucić na luz szukać szczęścia w innym związku..
Ile jest wart świat pełen grubych krat?
Dziękuje za odpowiedzi. Szczególnie za komentarz jbg który mnie wyjątkowo rozbawił. Szczególnie to że tylko jej pomysły są dobre. Tak, tak...
Rozważyłem sprawę i myślę, że dystans jest odpowiednim rozwiązaniem.
PS. Dla mnie to drugi poważniejszy związek (poprzedni półtora roku), dla niej pierwszy.
[ Dodano: 2007-05-22, 21:51 ]
Odpowiem jeszcze jbg na pytanie: jestem z Nią bo zanim nastąpiło pogorszenie sytuacji było mi z nią wspaniale. Dłuższe opowiadanie o wspólnych zainteresowaniach, podobnych temperamentach etc. nie ma chyba sensu. Było świetnie. Niełatwo się pogodzić z tym, że to już przeszłość, choć oczywiście może się to okazać konieczne. A poza tym po czterech latach przywiązanie do drugiej osoby i prozaiczne więzi związane z codziennością są trudne do przezwyciężenia. To chyba tyle.
Rozważyłem sprawę i myślę, że dystans jest odpowiednim rozwiązaniem.
PS. Dla mnie to drugi poważniejszy związek (poprzedni półtora roku), dla niej pierwszy.
[ Dodano: 2007-05-22, 21:51 ]
Odpowiem jeszcze jbg na pytanie: jestem z Nią bo zanim nastąpiło pogorszenie sytuacji było mi z nią wspaniale. Dłuższe opowiadanie o wspólnych zainteresowaniach, podobnych temperamentach etc. nie ma chyba sensu. Było świetnie. Niełatwo się pogodzić z tym, że to już przeszłość, choć oczywiście może się to okazać konieczne. A poza tym po czterech latach przywiązanie do drugiej osoby i prozaiczne więzi związane z codziennością są trudne do przezwyciężenia. To chyba tyle.
Zyc trzeba umiec. Jakze czesto bowiem zyc nie umiemy. Dobre zycie jest umiejetnoscia. Jestesmy biegli w wielu umiejetnosciach, ale malo kto opanowal umiejetnosc zycia. -T.Gadacz
Harry pisze:Szczególnie za komentarz jbg który mnie wyjątkowo rozbawił.
Ja tu się uzewnętrzniam, a ten się śmieje
Harry pisze:Szczególnie to że tylko jej pomysły są dobre. Tak, tak...
Jak rozumiem, masz tak samo.
Harry pisze:PS. Dla mnie to drugi poważniejszy związek (poprzedni półtora roku), dla niej pierwszy.
U mnie dokładnie tak samo.
Harry pisze:A poza tym po czterech latach przywiązanie do drugiej osoby i prozaiczne więzi związane z codziennością są trudne do przezwyciężenia. To chyba tyle.
A co by było po 25 latach
Wy nie umiecie jeszcze z tego korzystać. Z tego, co w związku najfajniejsze
Wiem słowo jak krem
krem na zmarszczki w mojej głowie.
krem na zmarszczki w mojej głowie.
Koko pisze:Harry pisze:A poza tym po czterech latach przywiązanie do drugiej osoby i prozaiczne więzi związane z codziennością są trudne do przezwyciężenia. To chyba tyle.
A co by było po 25 latach![]()
Wy nie umiecie jeszcze z tego korzystać. Z tego, co w związku najfajniejsze
A co Twoim zdaniem jest najfajniejsze?
Ardaniss pisze:A co Twoim zdaniem jest najfajniejsze?
Jeśli coś w Twoim życiu/związku nie gra z reguły jest to problem wartości, ścieżką których podążasz. Jeśli zaś wszystko gra jest to również sprawa wartości, jakie cenisz mniej, bardziej, najbardziej... i tutaj warto je zidentyfikować.
Już wiesz?
Wiem słowo jak krem
krem na zmarszczki w mojej głowie.
krem na zmarszczki w mojej głowie.
Koko pisze:A co by było po 25 latach
Wy nie umiecie jeszcze z tego korzystać. Z tego, co w związku najfajniejsze
Chyba źle mnie zrozumiałeś. Nie uważam wcale, że w przywiązaniu albo wspólnej codzienności jest coś złego. To jest takie spoiwo które jest dla związku bardzo cenne. Pisząc to miałem na myśli, że oprócz tego, że kocham to w związku trzymają mnie jeszcze coś więcej.
Koko pisze:Jeśli coś w Twoim życiu/związku nie gra z reguły jest to problem wartości, ścieżką których podążasz. Jeśli zaś wszystko gra jest to również sprawa wartości, jakie cenisz mniej, bardziej, najbardziej... i tutaj warto je zidentyfikować.
Racz zauważyć, że w związku to nie tylko wartości wyznawane przez Ciebie są Twoim problemem. Ta druga osoba też podąża jakąś ścieżką, czasem okazuje się, że niekoniecznie w tę samą stronę.
Zyc trzeba umiec. Jakze czesto bowiem zyc nie umiemy. Dobre zycie jest umiejetnoscia. Jestesmy biegli w wielu umiejetnosciach, ale malo kto opanowal umiejetnosc zycia. -T.Gadacz
Harry pisze:Racz zauważyć, że w związku to nie tylko wartości wyznawane przez Ciebie są Twoim problemem. Ta druga osoba też podąża jakąś ścieżką, czasem okazuje się, że niekoniecznie w tę samą stronę.
Serio?
I racz zauważyć
Pomyśl jeszcze chwilkę <browar>
Wiem słowo jak krem
krem na zmarszczki w mojej głowie.
krem na zmarszczki w mojej głowie.
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 501 gości



