Atanazy pisze:W chwili utraty kontroli nad emocjami, myślami i czynami, coś takiego jak zdrowy rozsądek, idzie po prostu w łeb. To normalny wyznacznik zakochania się i każdy o tym wie
to dziwne,bo mnie jakoś miłość,rozumiana jako stan euforii i uniesienia krytycyzmu w postrzeganiu rzeczywistości nie odebrała. Tutaj nie ma łatwych, uniwersalnych rozwiązań. I "zawsze" pewnych stanów psychofizycznych. Może dlatego,że nie lubię terminu "zakochanie"? Jakoś z cięlęcym pojmowaniem gimnazjalisty mi się kojarzy. Wolę "bycie razem". Swego rodzaju "jedność"
Atanazy pisze:Ale od zakochania się, aż do stworzenia z kimś związku, jest jak stąd do Las Vegas - albo i dalej
IMO błąd semantyczny

Nie "stworzenia", a tworzenia. Cały czas, na bieżąco,w każdej godzinie,każdego dnia. Po decyzji,że warto coś tworzyć razem. Wbrew pozorom, od fascynacji i zauroczenia (bo to nie początkowo w żadnym razie nie jest miłośc, miłosć rozwija się z czasem) do tej decyzji wcale wiele czasu nie upływa. Oczywiście,jeżeli obie strony to rozumieją,chcą tego i nadają na podobnych falach.
quote="Atanazy"]A jeśli analiza pozbawiona jest przemyśleń, to przestaje być analizą[/quote]
tyle tylko,że z upływem czasu odbywa to się podświadomie. Taki swoisty "skan"

A lampka zapala sie wówczas, jak coś rażąco od normy odbiega. Dlatego każdą niesnaskę trzeba rozwiązywać na bieżąco. Od razu. Uniknie się w ten sposób nawarstwiania tego, a z upływem czasu efektu kuli śniegowej, że tak powiem

Czyli masy kłopotów,spadających na łeb.