Jestesmy z moim chlopakiem razem od prawie 4 miesięcy - od poczatku byc to bardzo uszciwy zwiazek, ustalilismy ze wszystko sobie mowimy i o kazdym problemie rozmawiamy. On wie doskonale, ze nie podoba mi sie jego palenie marichuany ( wiem, ze wiele osob uwaza, ze to nic takiego, ale (biorac pod uwage, ze w pewnym okresie swojego zycia palil codziennie i bardzo sie to na nim odbilo) dla mnie jest to duzy problem. Moze dlatego, ze jestem grzeczna dziewczynka z dobrego domu
Co jakis czas sie naprawde ostro o to klocimy, padaja niemile slowa itp. Wtedy wlasnie widze, ze on tak naprawde ma do mnie pretensje, ze nie daje mu zajac sie soba i ze tak naprawde nie mowi mi wszytkiego co mu sie nie podoba w naszym zwiazku ( skoro naprawde ostre rzeczy wyplywaja dopiero podczas klotni). Ja sdie bardzo zaangazowalam w to wszytko, ale teraz sie zastanawiam - mamy po 19 lat, moze to jest za wczesnie na taki powazny zwiazek? To ze ja do tego doroslam, to przeciez nie musi znaczy ze on... W koncu to powinien byc czas kiedy mamy sie dobrze bawic, a nie ze smiertelna powaga przyrzekac sobie dozgonna milosc... Ja tego troche potrzebuje, nie powiem, ale on najwyrazniej nie.. W sumie z lektury forum wnioskuje, ze faceci w tym wieku raczej o takich rzeczach nie mysla. Zaczynam sie bac ze to ze mna jest cos nie w porzadku - moze jestem toksyczna dziewczyna, ktora sie na nim uwiesila? Moze wszyscy dookola podchodza do sprawy tak jak on, na luzie i tylko mi sie wydaje, ze jego problemy sa moimi problemami... jak duzo z siebie nalezy zostawic tylko dla siebie?? Czy jestem naiwna otwierajac sie i ufajac calkowicie nieznanej do konca osobie??
Jest mi bardzo smutno teraz... bardzo prosze o opinie, rozniez te krytyczne w stosunku do mojego podejscia. Pozdrawiam


![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)





