Niegdyś nie miałem w zwyczaju całowania np. bliższych kumpelek na powitanie, po prostu w moich stronach takowy nie występował. Na studiach nieco mi się odmieniło i zarówno moja kobieta jak i ja nie widzimy w tym nic złego. Ja daję buziaka w policzek znajomej kumpeli (kumplowi jak się zgrywamy

), a jeśli jakiś nasz wspólny znajomy da mojej kobiecie na powitanie buziaka (w policzek ofkors) to mam nagle poruszać Niebo i Ziemię? Po co?

Szkoda nerwów. W zwykłym pocałunku w policzek nie ma nic intymnego. Jeśli chodzi o lekki buziak w usta - tego nikt z mojego otoczenia nie praktykuje a i uważam, że jak już to tylko np. przy składaniu życzeń (mówimy o cmoknięciu), ale to i tak niezwykle rzadko.
Jak dotychczas nic takiego mi nie przeszkadzało.
Wracając do tematu - związek / miłość (to nie tożsame pojęcia) powinien bazować na wolności. Szkoda, że dopiero niedawno to zrozumiałem. Wolność we dwoje jest znacznie bardziej wartościowa niż hermetyczne zamknięcie się w swoim wspólnym świecie, gdzie wszystko jest idealne aż wreszcie dusicie się z braku tlenu. Pozwala na nowo siebie odkrywać, dzielić się nowymi radościami, przeżyciami, doświadczeniami (nie zrozumcie tego na opak, tj. w kontekście seksualnym). Jest potrzebna, bo bez niej obie strony zatracają swoją tożsamość na rzecz chorobliwej symbiozy.