To ja coś powiem też:
Nienawiść do też uczucie.
Także - kiedy jej nie ma, to po co ją rozpalać?
Nie przeżyłem nigdy porzucenia, toteż może teoretyzuję. Ale moja koleżanka, która jakoś daje radę po rozstaniu (chłopak ją nagle rzucił) nie chce go nienawidzieć. Coś tam się w niej tli jeszcze miłości ale daje radę. I oby dała tak, aż do zgaszenia całkowitego.
Ja też wcale nie chcę go nie nawidzić. Też coś się we mnie tli, ale jak go znam to już nic z tego, zresztą nawet ja w tej sytuacji juz bym chyba nie mogła... ale chciałabym zeby to sie jakoś samo własnie dopaliło. I mam ochote nakrzyczec na niego ale to jest tak bez sensu... czsem mysle no po co sie mam złościć? Owszem to boli bardzo i pewnie dlugo nie zapomne ale nie moge go nienawidzic, jakos tak mu to wybaczyłam (??)
Miltonia pisze:kiedy nie mam pretensji do siebie o zaistnialy stan rzeczy.
Jakis tam żal i pretensje mam - ale to wszystko wynika z niezrozumienia.
I to tak zal do niego jak i do siebie. Do niego, ze wybrał akurat ten moment i taki sposób, bez ostrzezenia, ze nigdy nic nie mówił, ze skoro przestało mu zalezeć czemu nie powiedział tego wcześniej. W jakis sposób czuję sie oszukana (??) Myślałam, ze tyle o mnie wie, ze wie ze nie lubie być rzucana na głęboką wodę. A własnie to mi zrobił.
No i jeszcze to, ze teraz jest taki zimny, nieczuły, oficjalny... Napraawde tak mozna? Z dnia na dzień? A ja nie widze powodu... co mu takiego zrobiłam?
Do siebie mam pretensje (chociaz wiem, ze nie powinnam myśleć ze to moja wina) o to, ze moze faktycznie cos ostatnio spieprzyłam, ze za dużo chciałam, za duzo marudziłam. Z drugiej strony chciałam tylko zainteresowania i zrozumienia. To zbyt wiele? A w ogóle dlaczego miałam o to prosić? Czy nie powinnam tego dostawać tak po prostu? No i moze jeszcze o to mam pretensje: ze często czułam, ze mu nie zależy i odrzucałam tą mysl, jakos to sobie tłumaczyłam, nie chciałam zeby to było prawdą. No i pozbyłam sie tego poczatkowego sceptyzmu... dałam sie ponieść... naprawde tak mocno sie zakochałam...
Miltonia pisze:W przypadku autorki tak raczej nie jest, jest w tej sytuacji jakas jej wina, moim zdaniem.
Wiec, co mogło byc moja winą? Bo własnie chciałabym wiedziec zeby nie popełnić znowu tego błędu.
... bo trzeba krok za krokiem iść
by być dla siebie jeszcze bliższym...