Od pewnego czasu umawiam sie z pewna dziewczyna, jednak zastanawia mnie jedna sprawa.
W wiekszosci czasu miedzy nami jest po prostu super, wszystko sie uklada i w ogóle oboje cieszymy sie ze jestesmy obok siebie, panuje swoista euforia soba...
Jednak sa momenty w ktorych czuje sie jakis zagubiony, zaklopotany, sam nie wiem jak to opisac... dziwne uczucie ze cos sie psuje (chociaz wiem ze jest wszystko ok)... nie wiem czemu, czy to "objawy" jesieni, zmeczenia czy moze strach ze znow bedzie tak samo jak w przeszlosci (na poczatku sie ukladalo a pozniej zawsze wszystko sie psulo i leglo w gruzach).
Chcialbym zeby to minelo ale sam nie wiem co z tym zrobic, i dlaczego tak jest...
PS.
nie wiem jak sie wyrzuca posty, zapomnialem sie przelogowac i napisalem z konta siostry



i robi nas w balonika 