nadwrażliwa przyjaciółka.... jak pomóc?
Moderator: modTeam
nadwrażliwa przyjaciółka.... jak pomóc?
Z moja kumpelą dzieją się dziwne rzeczy.
Kiedyś doznała ostrego zawodu miłosnego - leczyła się z tego przez rok. Oczywiście nie spała, prawie nie jadła, nie chciała chodzić do szkoły, była cały czas przygnębiona, miała myśli samobójcze. Okropny był widok, gdy leżała na podłodze, waliła pięścią i ryczała.
Potem jakoś przeszło - nawet się z tego śmiała. Mówiła "Jaka ja byłam głupia! nie wyobrażałam sobie dalej życia bez niego!" i nabijała się z samej siebie. Myślałam, że to był pierwszy i ostatni raz... i że zrozumiała, że nie warto się zamęczać.
Niedawno jednak poznała innego chłopaka.... coś się między nimi zacząło dziać. Jednak kilka dni temu powiedział, że to jednak nie to i zakończyli "związek". Nie sądziłam, że historia się powtórzy. Ale teraz jest jeszcze gorzej niż przedtem... Pocięła rękę żyletką (chciała zobaczyć, czy jej ulży). Wczoraj do mnie przyjechała i została na noc. To było okropne, co się z nią działo. Przez cały dzień wymiotowała - cokolwiek zjadła, zaraz zwracała. Nawet suchy chleb. Dziś rano zjadła dwie łyżki kaszki - też za chwilę poleciała wyżygać. I oczywiście prawie całych nocy nie przesypia. Wygląda jak trup - blada, czerwone oczy. Mówi, że po prostu nie może. "Odzwyczaiła się". Parzyłam jej melisę - to na trochę zasnęła w nocy, ale nie wiem na jak długo. Gdy się obudziłam po szóstej, ona już nie spała. Cały czas tylko myśli i myśli. I oczywiście ryczy. Znów się kładła z płaczem na podłogę. Potem - gdy już cały płacz z siebie wyrzuciła, wyglądała jak posąg. Mówiłam coś do niej, a ona się tylko na mnie tępo patrzyła, nie mrugając oczami. Żadnej reakcji. Przestraszyłam się, bo wyglądała naprawdę jakby wpadła w jakąś chorobę. Potem gadała z moimi zwierzętami (i oczywiście nie słuchała co do niej mówię). Dopiero jak mówiłam coś ostrzejszym tonem, to jakoś reagowała. Radzę jej, żeby udała się do psychologa skoro jej psychika nie wytrzymuje zawodów sercowych. Bo jak tak ma być za każdym razem, to ona się kiedyś wykończy, albo nie daj Boże trafi do jakiegoś zakładu. Ale ona na to, że u psychologa tylko na nowo będzie wszystko rozgrzebywać, a chce zapomnieć. Szkoda tylko, że nic w tym kierunku nie robi tylko sama cały czas to roztrząsa.
Ja już nie wiem co mam robić. Mam wrażenie, że ja też zaraz zacznę wariować. Próbowałam już wszelkich sposobów, mówiłam, tłumaczyłam... To przecież nie koniec świata. A ona się upiera, że z nią jest coś nie tak i że wszystko musi zawsze spieprzyć. I że zawsze to JEJ WINA. I robi przez to masę nienormalnych rzeczy. W ogóle do niej nie można trafić. Moja mama mówi, że ona po prostu wpadła w histerię... że chce zwrócić na siebie uwagę (dziewczyna przez większość czasu mieszka sama, z matką nie umie się zrozumieć).
Nie wiem czy Wy mi coś w ogóle poradzicie, bo przecież to przede wszystkim ona sama powinna sobie pomóc. Tylko, że nie potrafi, a może nie chce! A to, co mówię jej ja, i inni - tak jakby nie docierało. Jutro planujemy większą grupą do niej pójść i zrobić sobie maraton filmowy. Obawiam się jednak, że przy innych będzie udawać, że wszystko w porządku - a potem zacznie się dalej. Ona tak potrafi. Ech...
Musiałam to z siebie zrzucić... Czasem... trudno samemu coś znosić... Wydaje mi się, że już inaczej nie umiem jej pomóc... ale może o czymś nie pomyślałam?
Kiedyś doznała ostrego zawodu miłosnego - leczyła się z tego przez rok. Oczywiście nie spała, prawie nie jadła, nie chciała chodzić do szkoły, była cały czas przygnębiona, miała myśli samobójcze. Okropny był widok, gdy leżała na podłodze, waliła pięścią i ryczała.
Potem jakoś przeszło - nawet się z tego śmiała. Mówiła "Jaka ja byłam głupia! nie wyobrażałam sobie dalej życia bez niego!" i nabijała się z samej siebie. Myślałam, że to był pierwszy i ostatni raz... i że zrozumiała, że nie warto się zamęczać.
Niedawno jednak poznała innego chłopaka.... coś się między nimi zacząło dziać. Jednak kilka dni temu powiedział, że to jednak nie to i zakończyli "związek". Nie sądziłam, że historia się powtórzy. Ale teraz jest jeszcze gorzej niż przedtem... Pocięła rękę żyletką (chciała zobaczyć, czy jej ulży). Wczoraj do mnie przyjechała i została na noc. To było okropne, co się z nią działo. Przez cały dzień wymiotowała - cokolwiek zjadła, zaraz zwracała. Nawet suchy chleb. Dziś rano zjadła dwie łyżki kaszki - też za chwilę poleciała wyżygać. I oczywiście prawie całych nocy nie przesypia. Wygląda jak trup - blada, czerwone oczy. Mówi, że po prostu nie może. "Odzwyczaiła się". Parzyłam jej melisę - to na trochę zasnęła w nocy, ale nie wiem na jak długo. Gdy się obudziłam po szóstej, ona już nie spała. Cały czas tylko myśli i myśli. I oczywiście ryczy. Znów się kładła z płaczem na podłogę. Potem - gdy już cały płacz z siebie wyrzuciła, wyglądała jak posąg. Mówiłam coś do niej, a ona się tylko na mnie tępo patrzyła, nie mrugając oczami. Żadnej reakcji. Przestraszyłam się, bo wyglądała naprawdę jakby wpadła w jakąś chorobę. Potem gadała z moimi zwierzętami (i oczywiście nie słuchała co do niej mówię). Dopiero jak mówiłam coś ostrzejszym tonem, to jakoś reagowała. Radzę jej, żeby udała się do psychologa skoro jej psychika nie wytrzymuje zawodów sercowych. Bo jak tak ma być za każdym razem, to ona się kiedyś wykończy, albo nie daj Boże trafi do jakiegoś zakładu. Ale ona na to, że u psychologa tylko na nowo będzie wszystko rozgrzebywać, a chce zapomnieć. Szkoda tylko, że nic w tym kierunku nie robi tylko sama cały czas to roztrząsa.
Ja już nie wiem co mam robić. Mam wrażenie, że ja też zaraz zacznę wariować. Próbowałam już wszelkich sposobów, mówiłam, tłumaczyłam... To przecież nie koniec świata. A ona się upiera, że z nią jest coś nie tak i że wszystko musi zawsze spieprzyć. I że zawsze to JEJ WINA. I robi przez to masę nienormalnych rzeczy. W ogóle do niej nie można trafić. Moja mama mówi, że ona po prostu wpadła w histerię... że chce zwrócić na siebie uwagę (dziewczyna przez większość czasu mieszka sama, z matką nie umie się zrozumieć).
Nie wiem czy Wy mi coś w ogóle poradzicie, bo przecież to przede wszystkim ona sama powinna sobie pomóc. Tylko, że nie potrafi, a może nie chce! A to, co mówię jej ja, i inni - tak jakby nie docierało. Jutro planujemy większą grupą do niej pójść i zrobić sobie maraton filmowy. Obawiam się jednak, że przy innych będzie udawać, że wszystko w porządku - a potem zacznie się dalej. Ona tak potrafi. Ech...
Musiałam to z siebie zrzucić... Czasem... trudno samemu coś znosić... Wydaje mi się, że już inaczej nie umiem jej pomóc... ale może o czymś nie pomyślałam?
"Jeśli traktujesz życie ze śmiertelną powagą, nie licz na wzajemność" [A. Mleczko]
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
Ty jej nie pomożesz Ptaszku.
Poczucie winy zwłaszcza nieuzasadnione i mi od dawna nie daje spac po nocy (choć już jest lepiej).
Ona nie potrzebuje psychologa a psychiatry i leków. No i terapii porządnej.
Tu nie chodzi o zawody miłosne. Zobaczysz, ze jak znów coś jej nie wyjdzie [cokolwiek] to będzie to samo za niedługi czas.
Poczucie winy zwłaszcza nieuzasadnione i mi od dawna nie daje spac po nocy (choć już jest lepiej).
Ona nie potrzebuje psychologa a psychiatry i leków. No i terapii porządnej.
Tu nie chodzi o zawody miłosne. Zobaczysz, ze jak znów coś jej nie wyjdzie [cokolwiek] to będzie to samo za niedługi czas.
Ja od 3 miesiecy zyje w uzasadnionym poczuciu winy, nie moglem sobie w oczy patrzec i zadawalem sobie pytania, jak ja moglem byc tak glupi, dlaczego to zrobilem. Ale trzeba dalej zyc i wyciagnac wnioski, to jest po prostu nauczka na przyszlosc i chociaz wiem ze nie popelnie tych samych bledow teraz.
Ręce me do szabli stworzone, nie do kielni.
ptaszek pisze:Ale ona na to, że u psychologa tylko na nowo będzie wszystko rozgrzebywać, a chce zapomnieć.
No i ma roztrzasac, wygrzebuwac i wszystko analizowac. Trzeba znalezc przyczyne, bo w same zawody milosne to nie wierze(to musi byc cos wiekszego).A nie zapomniec, uspic na chwile,a pozniej wybuchnac ze zdwojona sila.
Tylko jak taka na terapie wyslac
Ja wiem, że to nie jest tylko jej wina - przynajmniej z tego co opowiada o swoich relacjach z chłopakami. Ale ona po prostu zbyt emocjonalnie podchodzi do KAŻDEGO związku. Jej się trudno pogodzić z tym, że coś od tak może się skończyć jak pstryknięcie palcem. I wszędzie się doszukuje tylko swojej winy.
Ja się naprawdę o nią boję... ale o psychiatrze to już chyba nie chciałaby słyszeć
Szkoda, że jej matka tego wszystkiego nie widzi.
W ogóle to zauważyłam, że ona ma potwornie wygórowane ambicje. Czegokolwiek się podejmie - musi to zrobić perfekcyjnie. Najmniejsze błędy uznaje już za porażkę.
Jednak przy niczym tak bardzo nie rozpacza i nie załamuje się jak przy problemach związanych z miłością...
Ja się naprawdę o nią boję... ale o psychiatrze to już chyba nie chciałaby słyszeć
W ogóle to zauważyłam, że ona ma potwornie wygórowane ambicje. Czegokolwiek się podejmie - musi to zrobić perfekcyjnie. Najmniejsze błędy uznaje już za porażkę.
Jednak przy niczym tak bardzo nie rozpacza i nie załamuje się jak przy problemach związanych z miłością...
"Jeśli traktujesz życie ze śmiertelną powagą, nie licz na wzajemność" [A. Mleczko]
ptaszek pisze:W ogóle to zauważyłam, że ona ma potwornie wygórowane ambicje. Czegokolwiek się podejmie - musi to zrobić perfekcyjnie. Najmniejsze błędy uznaje już za porażkę.
czy to jest koziorozec
ptaszek pisze:Jednak przy niczym tak bardzo nie rozpacza i nie załamuje się jak przy problemach związanych z miłością...
wiec sie wiazac na razie nie moze. Dopiero jak sie nauczy zyc zgodzie ze soba i to SAMOTNIE !
Najmniejsze błędy uznaje już za porażkę.
Dobrze napisała Foxy, ona za bardzo przejmuje sie porazkami. Kazdy blad to u niej porazka. Dlatego KONIECZNIE trzeba ją zaprowadzić do psychologa. Kurcze, powiedziec jej, że źle jakos wyglada, pojść do rodzinnego z nią po witaminki, czekajac w kolejce zaczac czytać ulotkę od psychologa i zapytać sie np. co sadzi o psychologach...itp. Przyklad moze glupi, a kwintesencja - w sposob inteligentny zejsc na temat o psychologu - to klucz do sukcesu...
Polecam serwis dla zaginionych i znalezionych zwierzaków http://zaginiony-znaleziony.pl/
ptaszek pisze:Ja wiem, że to nie jest tylko jej wina - przynajmniej z tego co opowiada o swoich relacjach z chłopakami.
Z tego co o niej pisałaś można się dokapować, że histeryczką jest na codzień. Trudno oczekiwać, że facet wytrzyma z nią dłużej
Może pomogłaby terapia szokowa??
Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
ptaszek pisze:że ona ma potwornie wygórowane ambicje.
Ten typ tak ma.
Nie musiałas tego pisać i tak to wiadomo było.
Ale faktem jest,że nikt nie moze jej zmusić do wizyty czy choćby konsultacji z psychologiem. Swoją drogą to moim zdaniem psycholog podeśle ją tez do psychiatry.
Ona sama nie ma co tym grzebac. Nie znajdzie pełnej przyczyny sama - daje za to głowę.
- Wstreciucha
- Weteran

- Posty: 2646
- Rejestracja: 14 wrz 2005, 11:48
- Skąd: Warszawa
- Płeć:
ptaszek pisze:(dziewczyna przez większość czasu mieszka sama, z matką nie umie się zrozumieć).
Wydaje mi sie ze skoro juz znajdzie osobe ktora sie nia zainteresuje i okaze odrobine ciapla, to lgnie do niej z taka moca ze trudno jest sie jej pogodzic z utrata tego kogos:( Czuje sie bezpiecznie u boku faceta, moze tego wlasnie szuka: wsparcia, ciepla, bezpieczenstwa.
ptaszek pisze:Okropny był widok, gdy leżała na podłodze, waliła pięścią i ryczała.
ptaszek pisze:Znów się kładła z płaczem na podłogę.
Ona zachowuje sie jak male dziecko ktore mysli ze cos wskura poprzez placz, chce zwrocic na siebie uwage:( szkoda tylko ze nie wie iz nie jest pepkiem swiata i czasami porazke trzeba przyjac na klate
taki lajf TFA pisze:Ja od 3 miesiecy zyje w uzasadnionym poczuciu winy, nie moglem sobie w oczy patrzec i zadawalem sobie pytania, jak ja moglem byc tak glupi, dlaczego to zrobilem. Ale trzeba dalej zyc i wyciagnac wnioski, to jest po prostu nauczka na przyszlosc i chociaz wiem ze nie popelnie tych samych bledow teraz.
Super podejscie <brawo1> umartwianie sie nad soba wplywa tylko destrukcyjnie, nie tylko na nas samych ale i na otoczenie <nie wiem>
guli pisze:Z tego co o niej pisałaś można się dokapować, że histeryczką jest na codzień. Trudno oczekiwać, że facet wytrzyma z nią dłużej
<OK>
Popieram zdanie tych, ktorzy radzili by zglosila sie do specjalisty . Mysle ze to odpowiedni moment, pozniej moze byc tylko gorzej i ona w koncu wyrzadzi krzywde nie tylko sobie ale i skrzywdzi kogos jeszcze (to widac po samym Twoim temacie Ptaszyno, ona absorbuje Twoje mysli w takim stopniu i Cie martwi ze zdecydowalas sie z nami podzielic tym co Cie gnebi. To musi byc spory stres dla Ciebie.)
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony 16 wrz 2005, 21:21 przez Wstreciucha, łącznie zmieniany 1 raz.
Te same fakty dają jednym wiele do myślenia, innym tylko do gadania.
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
- Wstreciucha
- Weteran

- Posty: 2646
- Rejestracja: 14 wrz 2005, 11:48
- Skąd: Warszawa
- Płeć:
moon pisze:Wstreciucha pisze:Mysle ze to odpowiedni moment
A ja myślę,ze takowy już minął. Ale warto zawsze próbowac
Moon jak najbardziej, tyle ze pomiedzy odpowiedni a uswiadomiony jest spora roznica , np od jednego ataku histerycznego na posadzke do drugiego
;)
pozdro <browar>
Te same fakty dają jednym wiele do myślenia, innym tylko do gadania.
Wstreciucha pisze:ptaszek pisze:(dziewczyna przez większość czasu mieszka sama, z matką nie umie się zrozumieć).
Wydaje mi sie ze skoro juz znajdzie osobe ktora sie nia zainteresuje i okaze odrobine ciapla, to lgnie do niej z taka moca ze trudno jest sie jej pogodzic z utrata tego kogos:( Czuje sie bezpiecznie u boku faceta, moze tego wlasnie szuka: wsparcia, ciepla, bezpieczenstwa.
Ech... bo tak właśnie jest. Jak już znajdzie chłopaka, to chciałaby, żeby był przy niej każdego dnia...
Popieram zdanie tych, ktorzy radzili by zglosila sie do specjalisty . Mysle ze to odpowiedni moment, pozniej moze byc tylko gorzej i ona w koncu wyrzadzi krzywde nie tylko sobie ale i skrzywdzi kogos jeszcze (to widac po samym Twoim temacie Ptaszyno, ona absorbuje Twoje mysli w takim stopniu i Cie martwi ze zdecydowalas sie z nami podzielic tym co Cie gnebi. To musi byc spory stres dla Ciebie.)
Pozdrawiam
Oooouuuchhhh... niestety to prawda. Może ja się za mocno przejmuję? Mama mówi, że ona ma na mnie zły wpływ
Czasem mi się wydaje, że już po prostu nie warto na to zwracać uwagi - cokolwiek bym robiła, to chyba i tak do niej nie dociera... Może po prostu najważniejsza jest sama obecność. Ona naprawdę jest czasem jak dziecko. Jest cholernie nieuporządkowana wewnętrznie. I wydaje mi się, że powinna być pod stałym "nadzorem", czy może raczej "opieką". Bo ani matka (która często wyjeżdża, a dodatkowo jest potwornie apodyktyczna), ani ojciec (który z nimi nie mieszka), ani babcia (która jest chyba jeszcze gorsza od matki) nie są w stanie jej tego zapewnić. A nawet gdyby jej kupić jakieś witaminki lub inne specyfiki, to i tak by ich nie brała (ale kłamałaby, że bierze).
Chyba za dużo o tym myślę... Czasem się czuję jak opleciona jakąś pajęczyną. Ale z drugiej strony wydaje mi się, że ona nie ma nikogo innego, kto by wiedział o tych jej problemach i starałby się jej pomóc.
Do specjalisty pewnie nie pójdzie. Powie, że nie ma potrzeby. Że jej przejdzie. Hehe, może i tak, ale do czasu gdy znów się coś stanie. Wtedy chyba i ja zwariuję <swir2>
"Jeśli traktujesz życie ze śmiertelną powagą, nie licz na wzajemność" [A. Mleczko]
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
Ta twoja koleżanka nie zachowuje sie normalnie. Z tego co opisałaś to powinnaś uważać nie tylko na nią ale i na siebie gdy jesteś przy niej. Rozumiem można być zdołowanym po odrzuceniu albo wściekać sie ale to co robi twoja koleżanka to już jest histeria. I nie czaj sie z propozycją pójścia do psychologa ... jeśli odmówi powiedz że ty tyle dla niej robisz a ona nawet nie chce skorzystać z twojej rady ... powinna sie zgodzić.
Friendship, trust, honor
what else do we have
without this ...
we are no more than beasts
what else do we have
without this ...
we are no more than beasts
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 686 gości


