Otóż mamy drodzy państwo ciąg dalszy naszej historii.
Jak to zwykle bywa, zaczęliśmy się kłócić. Byliśmy razem nad jeziorem [nasza parka, ja i koleżanka] i wszystko było ok. Teraz Daria nie chce jechać, wpadła w jakieś kompleksy...
Mniejsza o to. Nie udało nam się jej namówić, a przez to nikt w końcu teraz nie jeździ i powiem, że drażni mnie to mocno...
Dziś natomiast Zuber wymyślił, że zrobimy melanż. Znowu we trójkę. Po czym genialny plan objawiał się dalej tak że ja się udam do swojego pokoju a oni do drugiego...Tylko że tu pojawiają się problemy.
1. Dlaczego oni mają siedzieć sami za scianą u mnie w domu? Niech ida do Zubera po tym, jak juz DArii mama zadzwoni i nas skontroluje...
2. Daria sie obawia tego siedzenia za sciana i potrzebuje czegos na wzor przyzwoitki. Ja sie w nią bawić nie mam zamiaru. Wiec nocowanie u Zubra tez odpada.
3. Zuber nie moze pojąć dlaczego ja nie mam zamiaru z nimi pić a potem zostawiać ich samych... Dla mnie to chyba oczywiste. Do tego dochodzi kwestia moralnosci i moich paskudnych sasiadek, które nawet o drugiej w nocy wiedzą co robie [były wcześnej dwa melanze i o tej godzinie rozchodzilismy sie do domu: Daria do mnie a Zuber do siebie:P]
Czy ktoś wie jak mozna rozwiązać taki problem? Bo kłociliśmy sie dobre dwie godziny, i nadal sie teraz z Zubrem kloce. Zawsze jedna strona jest niezadowolona....
