Jakie są wasze przemyślenia/doświadczenia związane ze spotkaniami z byłym/byłą, podczas których przeskakuje przyjemny impuls
Od pół roku nie widziałem się ze swoją byłą dziewczyną (zawsze super się rozumieliśmy, rozstaliśmy się bez wzajemnych pretensji). Ostatnio znów złapaliśmy kontakt i umówiliśmy się na kolację pogadać. Potem jakiś drineczek, klubik no i w trakcie imprezy zaiskrzyło. Dostałem propozycję przeniesienia się na afterek do niej ale, choć kusiło jak diabli, odmówiłem. Odprowadziłem ją do taksi, buziak na dobranoc i lekkim krokiem wróciłem do siebie.
Spotkaliśmy się parę dni później i gadało się super. Pouśmiechaliśmy się do całego wydarzenia i długo rozmawialiśmy o wszystkim. Nie było żadnych niezręcznych momentów ciszy - było sympatycznie.
Moje konkluzje: cieszę się, że postąpiłem tak, a nie inaczej. Nic się nie spieprzyło. Nie było niezręcznego poranka podczas którego albo szybko i w milczeniu bym wychodził, albo chciałbym zostać (nie wiem, czy czegoś bym sobie nie ubzdurał i nie zaczął jej męczyć). Nie wiem, czy ona czegoś by nie chciała, czy może myślałaby o tym, że głupio postąpiła. Ale zastanawiam się jak to toczy się innym, więc opisujcie proszę doświadczenia swoje i innych oraz przemyślenia w tym temacie.
Z góry przepraszam, jeżeli dubluję jakiś wątek, ale ze mną szukajki na forach nie współpracują z zasady.