powiem szczerze ze czesto mysle o swojej smierci, wiem ze jest ona nieunikniona i kazdego spotka i tak jak niektorzy wolalbym ja umrzec niz patrzec ja umieraja moi najblizsi...niestety doswiadczylem juz tego dwukrotnie, moj ojciec, rok temu dziadek...bylo i jest mi smutno ale sam sie troche dziwie sobie ze w obydwu przypadkach nie plakalem, sam nie wiem dlaczego...
pewien czlowiek ktory zginal 10 lat temu, prawie przez caly czas mowil o swojej smierci, nie uciekal przed nia, mawial "jesli umre w taki sposob zrobcie to, jesli w taki, zrobcie to" (nie sa to doslowne tlumaczenia jego zdan).
Jedyne co to niechcialbym umrzec w szpitalu na jakas chorobe, to mnie przeraza...
Natomiast ktos tu napisal ze nie umarlby za kraj, wolnosc itd. Nie zgadzam sie z nim. Zolnierze ktorzy walcza w Iraku, Afganistanie czy innych krajach walcza po czesci rowniez za NAS, oddajac zycie za NASZA wolnosc (nie chce schodzic na temat po co rzad USA ich tam wysyla i inne tego typu rzeczy).
Dla mnie "piekna smierc" (jesli tak mozna w ogole mowic) to zginac czy umrzec za kogos, za cos, za co gotowi jestesmy oddac swoje zycie, zginac jak bohater.
wyobrazaliscie sobie kiedys swoj pogrzeb?
bo ja kiedys zastanawialam sie nad tym co by bylo gdybym nagle zginela, kto by przyszedl, jak zareagowaliby na to moi znajomi.... taki schiz po ostatnich przezyciach
ja nawet rozmyslalem co bym chcial miec napisane na swoim grobie, jak mialby wygladac pogrzeb itp. Dla niektorych moze to troche glupie:)
"Coward dies a thousand deaths, a soldier dies but once"
tak mawial
Tupac Amaru Shakur
1971-1996
R.I.P