Mam na imię Robert i od dłuższego czasu nie potrafie sobie poradzić... z sobą. Obecnie jestem z dziewczyną już prawie 2 lata, kocham ją bardzo, ale nie moge sobie poradzić z paroma "chorymi" rzeczami, które mnie gnębią. Nie mam tak bliskiego przyjaciela, żeby o tym porozmawiać, poza tym głupio mi strasznie... Do rzeczy, od małego miałem złe przejścia, jeśli chodzi o kobiety, już w podstawówce kiedy się zauroczyłem w jednej z koleżanek z równoległej klasy. Zerwała ze mną po 5 miesiącach mówiąc, że mnie nie kocha (ok szczerośc przedewszystkim), przezyłem szok bo odbieram wszystko w życiu strasznie serio i bardzo łatwo jest zrobić mi przykrość. 3 lata temu stało się najgorsze-przeżyłem pierwszą w życiu miłość i zakochałem się tak mocno, że dałbym sobie uciąć ręke. Ona jednak nie traktowała mnie serio, a właściwie to narobiła mi dużo kompleksów w które zagłębiać się nie będę. na końcu "związku" przyszła z moim kolegą, usiadli koło siebie i powiedziała "ja moge chodzić z nim i z tobą nie przeszkadza mi to. To jak będzie?". Zamkłem się w sobie niesamowicie po tym zajściu, nie rozmawiałem nawet ze znajomymi przez może 3-4 miesiące. Nastał jednak czas kiedy poznałem następną miłą kobietę i nic by z tego złego nie było, tylko mój bliski kolega (może i przyjaciel wtedy) pojechał z nią na wakacje, bo był przyjacielem jej rodziny (ja wyjechałem za granice do pracy) i miał jej pilnować, żeby nie powtórzyła się sytuacja z tego co przeżyłem wcześniej. Morał tej historii jest taki, że arabowie wiedzą po co zatrudniać eunuchów w haremach... Od tamtej pory nie utzrymywałem kontaktów z dziewczynami, do dziś czuję pęwną niechęć do nich. I moja obecna luba to tylko czysty przypadek. A w czym problem i po co to wszystko opisywałem? Dziś przez te wszystkie zdarzenia jestem zamkniętym w sobie, zakompleksionym i głupio myślącym człowiekiem. Jestem o nią bardzo zazdrosny, denerwuje mnie nawet to, że jej kolega ją szturcha na przerwie w szkole, sprawdzam jej komputer, komórke.. po prostu nie ufam kobietom
. Zawsze chce i staram się być na pierwszym miejscu u niej robie co się da a i tak nic nie pomaga... Widze, jakby się mną znudziła (źle myśle, bo widujemy się prawie codziennie) ponieważ do kolegów ma inny stosunek, ona lubi chłopców. Widze to jak czerwieni się przy nich kiedy rozmawiają, widze jaka jest zadowolona... A przy mnie siedzi cicho najcześciej, albo nie jest taka jak przy nich. Czuje się gorszy. Nie ufam jej i cokolwiek by nie powiedziała to nie wierze np. "kochanie jaki jesteś przystojny". Kiedy przeżywam dejavu z sytuacji które kiedyś zdażyły się mi z inną, wybucham złością i czasami sięna nią denerwuje o nic... Nie potrafi ze mną rozmawiać, ja zawsze mówie, a ona słucha i odezwie się czasami. A jak chce z nią pogadać poważnie (czasami się udaje) to zmienia temat, lub coś podobnego. Kiedy mi coś obiecuje nie dotrzymuje słowa i nasz związek nie ma szans na jakieś polepszenie. Jestem nawet zazdrosny o to, że nie miałem jej pierwszy. Eh... nie rozpisuje się już, bo by tentopic stał się książką...
Czekam na waszą pomoc, bo czuje się jakiś chory psychicznie i nie wiem co mam robić, żeby uwolnić się od tego... Chce znać swoją, cene i nie chce mieć tych okropnych wad, które mnie przesladują na każdym kroku. Co mam robić?? Przepraszam za chaotyczność.. To dla mnie ważne, żeby ktoś doradził.
Pozdrawiam.



, ona jest milcząca i Tobą najwyraźniej znudzona woli gadać z innymi chłopcami.

