Tak więc do rzeczy - postaram się wyrażać w miarę zwięźle.
Jakiś czas temu zostałem zaproszony (z osobą towarzyszącą) na wesele kolegi. Jako że nie bardzo miałem z kim iść, miałem zamiar iść sam, do czasu aż na tydzień przed Wielkanocą poznałem na imprezie u znajomych całkiem fajną dziewczynę. Znałem ją conieco wcześniej, ale dopiero wtedy gadaliśmy dłużej pierwszy raz. Pod koniec imprezy (sam nie wiem skąd ten pomysł
) zaproponowałem jej wspólne pójście na to wesele - dosyć ją to zaskoczyło, miałem wrażenie, że się zmieszała, uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że się zastanowi i da mi znać. Po paru dniach napisała (o dziwo), że chętnie ze mną póójdzie na to wesele Samo wesele było mega - zabawa od początku do samego rana, super się razem bawiliśmy, świetnie nam się rozmawiało, było dużo spojrzeń i uśmiechów
. Żałuję tylko jednej rzeczy - ani razu nie spróbowałem zabrać jej w żadne miejsce, gdzie moglibyśmy pobyć chwilę sami i na spokojnie pogadać. Odniosłem wrażenie, że ona na to czekała a ja nie wyczułem chwili. Dwa dni po weselu postanowiłem, że chciałbym poznać ją lepiej, zaprosić ją gdzieś na spacer albo kawę. Problem w tym, że póki co nie odpisała mi ani nie daje znaku życia. Jak waszym zdaniem mam rozumieć tę ciszę na linii ? Przestałem ją interesować czy od początku jej nie interesowałem ?
PS
Może ten post jest bez sensu, ale musiałem się wygadać i poczułem się lepiej





