Jak przeczytałąm, ze "oczywiście nie na 5, tylko na więcej", to mi faktycznie szczęka opadła.
Jeśli już brać kredyt na takie rzeczy, to nigdy nie wzięłabym kredytu na dłużej, niż lata gwarancji.
Sorry, może to rujnowanie radości z zakupu faktycznie, ale zgadzam się z chłopakami, kasa w błoto. Jeszcze, żeby cośmałęgo kupić, taniego, za gotówkę, albo krótki kredyt. Ale po h*j Ci c4? o_O
U mnie w pracy są wyjątkowo popularne, chyba ze 3-4 osoby je mają - każda z co najmniej 2ką dzieci. Takie gadanie, że w "Polsce, bez kredytu się nie da". No bo statystyczny Polak żyje według zasady "Zastaw się, a postaw się", czego niestety jesteś teraz przykładem.
Mój facet jeździ C1, więcej nie potrzebuje. Dla niego wystarczy, że jeździ, nie ma słabości do samochodów
W życiu wzięłąm dwa kredyty, i jeden leasing na samochód. Najdłuższy był leasing - 4ry lata, w Marcu wykupuję samochód na siebie
Mati, sorry, ale nie widzę jednego powodu, dla którego potrzebne ci takie duże auto. Auto w ogóle - rozumiem. Ale Mav ma rację, zadłużając się na pierdoły, do niczego nie dojdziesz. Czasem trzeba kupić coś, na co nas jednorazowo nie stać. Czasem kupujemy coś, czego nie potrzebujemy. Zgadza się. Ale Ty jednocześnie kupiłeś coś, czego nie potrzebujesz, i na co Cię nie stać i ja nie jestem w stanie zrozumieć po co....
Aplikując Twoje tłumaczenie: ja ze swoimi zarobkami, powinnam kupić willę, najlepiej z basenem. No bo potrzebujemy nowego miejsca i tak, skoro niedługo będzie dziecko. Możemy kupić zwykłe mieszkanie, w sam raz na teraz, ale po co. Willa jest lepsza - tyle przestrzeni, no i basen, pokoje gościnne, duży ogród. Zadłużymy się na resztę naszego życia, no ale już teraz będziemy się cieszyć z willi, więc warto
Edit: A i tak słabe porównanie, bo prawdopodobnie willa będzie z biegiem lat tylko zyskiwać na wartości, natomiast samochód zawsze traci...


heh...poza tym, potrzebuje takiego auta i nadal twierdzę, że mnie na nie stać. 
Zyje sie raz ! sadze ze pisanie tekstów po "ch uj ci "
zapomniałem o durnych firankach, serwetkach, obrusach, dywanach, itd. 


) i nie denerwować co będzie za tydzień. Pewnie że takie marnowanie zgromadzonych środków, które tez wybitymi kokosami nie są, wesołe nie jest, ale przynajmniej nie grozi mi powrót do mamusi, tudzież zapożyczanie się u providentmoneynow pracującego w trybie dwuosobowym ( miła pani pożycza, niemiły pan odbiera). Są więc plusy dziadowania, szczególnie gdy w najlepszym wypadku zarabia się 2700 na rękę miesięcznie ( pensa + nadgodziny + praca dorywcza#1 + praca dorywcza#2 + co jakiś czas premia)*, co i tak jest sumą dla mnie wręcz niesamowitą.
bo co np jak bym prace stracił za rok ? a kredyt wziety na 5 lat ...