Wiele razy wielu z was podkreślało, że nie można zmuszać do niczego drugiej strony, bo ona i tak zrobi co zechce. Zgadzam się z tą tezą w 100%, ale tutaj kłócicie się o sam sposób myślenia, pewne dwie idee.
Miło, że wielu z was stoi po stronie wolności, silnej indywidualności,swobody ale są tacy którzy w związku budują większą zależność i nie ośmielam się sądzić, że to jest złe, bo to po prostu inny model, przedkładanie nad wartością wolności, dobra wspólnego.
Co do samej bohaterki, oczywiście, że go szantażuje, wiadomo, że się poniża przy tym, ale ja jej się nie dziwię (nie wchodzę w to, czy kocha czy nie)
moim zdaniem 3,5 roku rozstania to koniec związku, bo ja nie wierzę że "miłość wszystko zwycięża" miłość to się ładnie w kamerze pokazuje, sama z siebie nic nie zrobi, jeśli to ludzie nie będą pielęgnować związku. Autorka postu łapie się widać już wszystkiego, jak chory na raka - niektórzy przyjmą wyrok śmierci, inni będą wierzyć do końca szarlatanom. Ja wiem, że przejaskrawiony przykład, ale dla mnie jej zachowanie również jest już przejawem desperacji, ale no! spędziła z tym facetem trochę czasu, pewnie coś zainwestowała i nie możecie mówić, że żyje tylko nim, (nie opisała tego) to że się jest z kimś silnie związanym emocjonalnie (czy miłość, przyjaźń czy przyzwyczajenie) nie oznacza to, że się nie ma własnego życia!
Dla mnie bardziej obce jest zachowanie jej mężczyzny, co najmniej dziwne i zimne. Dla niej to pewnie kubeł zimnej wody i jeszcze nie rozumie co się dzieje. Żaden człowiek który kocha nie wyjeżdża ot tak sobie

Ona pewnie już nic nie zdziała.
Swoją drogą, uczelnia w stanach, ale jaka uczelnia? Bo to u nas też są różne uczelnie, a wyjechać aby złapać dyplom - dowód nauki w stanach, to każdy może co ma dużo kasy, tylko co z tego, skoro uczelnia to jakiś pipidówek klasy B.