[interia.pl] Krajobraz po rozstaniu...
Moderator: modTeam
[interia.pl] Krajobraz po rozstaniu...
Trudno się przyzwyczaić do sytuacji tuż po rozstaniu. Długo stanowiliście parę, wasi znajomi byli wspólnymi znajomymi... Ulubiona muzyka, ulubione menu - wszystko to przypomina teraz o partnerze. W jakże bolesny sposób.
Mimo że jeszcze wczoraj związek uznawałaś za pewny, dziś już jest nieaktualny, plany i marzenia legły w gruzach. Pierwsze dni po rozstaniu to potworne wyzwanie i próba dla psychiki. Podświadomie można czuć niechęć przed koniecznością rozpoczynania życia na nowo, już na własny rachunek i własną odpowiedzialność.
Ale nie da się w nieskończoność odsuwać pierwszego kroku, kiedyś trzeba go zrobić. Na szczęście nie jest się jedyną osobą na świecie, która czuje podobny ból i rozpacz. Myśli "dlaczego" i "co by było gdyby" znane są większej części ludzkości. Ale czy to daje jakąkolwiek pociechę?
Zanim uczyni się pierwszy krok ku nowemu życiu, należy rozsądzić, co ratować, a co zostawić z tyłu za sobą. Rozpoznanie, co złego się w związku podziało i jaki był nasz w tym udział pozwoli określić, czego można uniknąć w przyszłości.
By dojść do siebie po nieudanym związku, konieczne jest przejście tego pierwszego bolesnego etapu - rozłożenia związku na czynniki pierwsze. Towarzyszące temu procesowi uczucia mogą się zmieniać, jednego dnia poczujemy smutek, by nazajutrz jego miejsce zajęła ulga, kolejnego dnia wyparta przez gniew i złość. Nie oznacza to, że jesteś słabą istotą, lecz że po prostu na swój sposób radzisz sobie z natłokiem przeróżnych uczuć i myśli. Trzeba ten czas przetrzymać, później będzie już tylko lepiej.
Czego można się spodziewać w pierwszych dniach, tygodniach po rozstaniu?
Złość
Warto być świadomym swojej złości, lecz nie warto działać pod jej wpływem. Jak się jej pozbyć? Spróbuj napisać list do swojego eks nie przebierając w słowach, zapisz się na kurs kick-boxingu lub po prostu uwierz, że z czasem złość opadnie, straci na intensywności.
Tęsknota
Strach przed samotnością i przyzwyczajenie do bycia obok drugiego człowieka może cię popchnąć w kierunku ramion twojego byłego lub też kompletnie nowych. Ale jeśli spróbujesz się zaznajomić ze swymi uczuciami, mimo że bolą, za jakiś czas dadzą się oswoić. W myśl zasady "co cię nie zabije, to cię wzmocni" podbudujesz swoje poczucie niezależności i wewnętrznej siły.
Obsesja
Proces dochodzenia do siebie po rozstaniu angażuje znaczne pokłady energii. Wiele kobiet wręcz obsesyjnie roztrząsa historię swego nieudanego związku, zadaje te same pytania, na które nie potrafi udzielić odpowiedzi: "czy on już mnie zdradzał, gdy byliśmy w zeszłym roku na wspólnych wakacjach", "kiedy tak naprawdę zaczęło się psuć między nami", "czy powinnam była wcześniej zareagować"? Zadawanie sobie takich pytań pozwala jednak uporać się z nagromadzonymi uczuciami. Wiedzmy jednak, że proces uzdrowienia jest niczym taniec: krok do przodu, dwa wstecz. Ale gdy już uwolnimy się od przeszłości, poczujemy, że otwiera się przed nami nowy etap życia.
Jak długo to potrwa?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, każdy przypadek jest inny. Jedni rozprawiają się z przeszłością w kilka miesięcy, inni cierpią przez całe lata. Uzależnione jest to od długości trwania związku, stopnia zażyłości i sposobu, w jaki się zakończył.
Zasadą numer jeden jest jednak cierpliwość i nie popędzanie zachodzącego procesu. Zasadą numer dwa - wsłuchiwanie się w siebie i nazwanie doświadczanych emocji...
Traktuj siebie z łagodnością i wrażliwością. Nie podejmuj raptownych decyzji. Rób sobie długie ciepłe kąpiele. Płacz wtedy, gdy masz na to ochotę. Przebywaj z ludźmi, którzy sprawiają, że się uśmiechasz. Nie odmawiaj sobie ciepłego dotyku ze strony przyjaciół. Spraw sobie kota lub psa. Dbaj o swoje zdrowie, ubieraj się ciepło, odżywiaj właściwie. Podziel się uczuciami z papierem opisując swoją drogę przez dolinę smutku. I nie trać nadziei, że kiedyś dla ciebie zaświeci słońce...
[za: http://kobieta.interia.pl/news?inf=753000]
Mimo że jeszcze wczoraj związek uznawałaś za pewny, dziś już jest nieaktualny, plany i marzenia legły w gruzach. Pierwsze dni po rozstaniu to potworne wyzwanie i próba dla psychiki. Podświadomie można czuć niechęć przed koniecznością rozpoczynania życia na nowo, już na własny rachunek i własną odpowiedzialność.
Ale nie da się w nieskończoność odsuwać pierwszego kroku, kiedyś trzeba go zrobić. Na szczęście nie jest się jedyną osobą na świecie, która czuje podobny ból i rozpacz. Myśli "dlaczego" i "co by było gdyby" znane są większej części ludzkości. Ale czy to daje jakąkolwiek pociechę?
Zanim uczyni się pierwszy krok ku nowemu życiu, należy rozsądzić, co ratować, a co zostawić z tyłu za sobą. Rozpoznanie, co złego się w związku podziało i jaki był nasz w tym udział pozwoli określić, czego można uniknąć w przyszłości.
By dojść do siebie po nieudanym związku, konieczne jest przejście tego pierwszego bolesnego etapu - rozłożenia związku na czynniki pierwsze. Towarzyszące temu procesowi uczucia mogą się zmieniać, jednego dnia poczujemy smutek, by nazajutrz jego miejsce zajęła ulga, kolejnego dnia wyparta przez gniew i złość. Nie oznacza to, że jesteś słabą istotą, lecz że po prostu na swój sposób radzisz sobie z natłokiem przeróżnych uczuć i myśli. Trzeba ten czas przetrzymać, później będzie już tylko lepiej.
Czego można się spodziewać w pierwszych dniach, tygodniach po rozstaniu?
Złość
Warto być świadomym swojej złości, lecz nie warto działać pod jej wpływem. Jak się jej pozbyć? Spróbuj napisać list do swojego eks nie przebierając w słowach, zapisz się na kurs kick-boxingu lub po prostu uwierz, że z czasem złość opadnie, straci na intensywności.
Tęsknota
Strach przed samotnością i przyzwyczajenie do bycia obok drugiego człowieka może cię popchnąć w kierunku ramion twojego byłego lub też kompletnie nowych. Ale jeśli spróbujesz się zaznajomić ze swymi uczuciami, mimo że bolą, za jakiś czas dadzą się oswoić. W myśl zasady "co cię nie zabije, to cię wzmocni" podbudujesz swoje poczucie niezależności i wewnętrznej siły.
Obsesja
Proces dochodzenia do siebie po rozstaniu angażuje znaczne pokłady energii. Wiele kobiet wręcz obsesyjnie roztrząsa historię swego nieudanego związku, zadaje te same pytania, na które nie potrafi udzielić odpowiedzi: "czy on już mnie zdradzał, gdy byliśmy w zeszłym roku na wspólnych wakacjach", "kiedy tak naprawdę zaczęło się psuć między nami", "czy powinnam była wcześniej zareagować"? Zadawanie sobie takich pytań pozwala jednak uporać się z nagromadzonymi uczuciami. Wiedzmy jednak, że proces uzdrowienia jest niczym taniec: krok do przodu, dwa wstecz. Ale gdy już uwolnimy się od przeszłości, poczujemy, że otwiera się przed nami nowy etap życia.
Jak długo to potrwa?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, każdy przypadek jest inny. Jedni rozprawiają się z przeszłością w kilka miesięcy, inni cierpią przez całe lata. Uzależnione jest to od długości trwania związku, stopnia zażyłości i sposobu, w jaki się zakończył.
Zasadą numer jeden jest jednak cierpliwość i nie popędzanie zachodzącego procesu. Zasadą numer dwa - wsłuchiwanie się w siebie i nazwanie doświadczanych emocji...
Traktuj siebie z łagodnością i wrażliwością. Nie podejmuj raptownych decyzji. Rób sobie długie ciepłe kąpiele. Płacz wtedy, gdy masz na to ochotę. Przebywaj z ludźmi, którzy sprawiają, że się uśmiechasz. Nie odmawiaj sobie ciepłego dotyku ze strony przyjaciół. Spraw sobie kota lub psa. Dbaj o swoje zdrowie, ubieraj się ciepło, odżywiaj właściwie. Podziel się uczuciami z papierem opisując swoją drogę przez dolinę smutku. I nie trać nadziei, że kiedyś dla ciebie zaświeci słońce...
[za: http://kobieta.interia.pl/news?inf=753000]
mariusz pisze:puknij si ew głowy, co sie skończyło nie wróci. Trzeba życ dalej. Nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem
Alez on to przepisal przeciez skads.
tanebo pisze:Dlatego ciesze sie ze nie bede mial dziewczyny. Po cholere mi takie cierpienia...
Zarzuc sobie jakis dokument o japonskich otaku to Ci przejdzie.
Ainsi sera, groigne qui groigne.
Grumble all you like, this is how it is going to be.
Grumble all you like, this is how it is going to be.
tanebo pisze:otaku?
fan japońskiej mangi i anime. Określenie pasuje w sumie dla każdego, kto jest sztuką japońskiej kreski i filmu zafascynowany, ale przyjęło się określać nim fanatyków
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
- pani_minister
- Administrator

- Posty: 2011
- Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
- Skąd: Dublin
- Płeć:
mariusz pisze:gollum:
puknij si ew głowy, co sie skończyło nie wróci. Trzeba życ dalej. Nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem.
Ale przecież to jest cytat z interii. U mnie (na dzień dzisiejszy) nic się nie skończyło, więc nie bardzo rozumiem, czemu mam się puknąć w głowę...
Swoją drogą - czy to tutaj normalne, żeby moderator w taki sposób zwracał się do pozostałych użytkowników forum? Czy moderator może sam sobie dać ostrzeżenie?
[ Dodano: 2006-06-02, 12:22 ]
runeko pisze:Alez on to przepisal przeciez skads.
Skopiował i wkleił ;-)
J-94 pisze:Było, mineło , przeszło a dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, po co rozpamiętywać i zadręczać się, trudno stało się a życie płynie dalej
Popieram.
Zamknij za sobą drzwi przeszłości i żyj teraźniejszością.
Co było już nie wróci...więc pogódź się z tym i staraj się zapomnieć

Carpe diem!
- ZielonaHerbatka
- Bywalec

- Posty: 56
- Rejestracja: 08 sty 2006, 22:34
- Skąd: z miasta
- Płeć:
Otaku to nie tylko fan mangi i anime. To okreslemie szleńca, osoby ogarnietej manią, wrecz obsesja na punkci czegoś. W japoni ma wydzwiek negatywny, tylko Polacy niewiadomo czemu sami sie tak nazywaja i sie z tego cieszą:/ Mozna byc "otaku" anime ale równie dobrze mozna być "otaku" jedzenia pierniczków i w wolnych hcwilach sie za tego pierniczka przebierać:P
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 596 gości



Z takim podejściem...