problem odnośnie zamieszkania w jednym lokum
Moderator: modTeam
problem odnośnie zamieszkania w jednym lokum
Witam serdecznie
Mam otóż taki problem
Mam 22 lata moja partnerka lada chwila 20. Musiałem od tego zacząć jestem studentem zaocznym i pracuję moja partnerka niedawno przybyła do poznania na studia i zamieszkała na stancji.
Po pewnym czasie zaproponowałem jej wspólne mieszkanie bo nasze życie wyglądało w sumie jakbyśmy mieszkali tylko mieliśmy inne lokale i było to takie jeżdżenie.
Moja partnerka wychowała się tzw"staropolskiej kulturze" przepraszam za określenie, ale zgodziła się zamieszakć, ale twierdzi że ja to wymarudziłem a ona do końca tego nie chciała.
Uważam jednek że po prostu zwraca uwagę na opinię publiczną, że to zbyt wcześnie i mi tego nie powiedziała ale wiem że na pewno nie chwali się tym faktem żę mieszka z facetem
Ale ok przechodze do sedna....generalnie nie ma między nami jakiś większych sporów zdarzyły się może małe spięcia....przez co Justyna(bo tak ma na imię) stwierdziła, że psuje się między nami z racji zamieszkania (choż ja uważam, że po prostu się docieramy i bardziej poznajemy co wpływa na różnice wychowań, kultur itd)
Teraz są wakacjie i udało jej się załapać na pracę w Redford....przed wyjazdem powiedziała mojej siostrze (nie mi) o co byłem bardzo zły że podczas naszej rozłąki będzie miała bardzo dużo czasu na to aby przemyślec wiele spraw i zastanowić się czy się nie wyprowadzi.
Ostatnio dowiedziałem się dorogą telefoniczną że najprawdopodobniej to zrobi....a ja jej powiedziałem, żę dla mnie właściwie to stanowi koniec związku...
I teraz chciałbym się poradzić jak ja mam zareagować....co począć jeśli wróci i będzie chciała się wyprowadzić???
Dla mnie to jeśli nasza próba nie przetrwała to powiedzmy że ja już nie mam nadziei że kiedykolwiek się coś uda....że kiedyś będziemy mogli zamieszkać....skor teraz nie było nam dane.....a specjalnie sporów nie było
Teraz zastanawiam się czy rzeczywiście mnie Justyna kochała....czy to nie było coś w rodzaju fascynacji seksualnej która po prostu minęła i zdała soibe sprawę że robi się zbyt poważnie.
Ja podchodziłem do tego związku...hmm cały czas podchodzę jak bym już był jej mnężem....traktuję ją jak żonę.
Nie wiem naprawdę co począć....logika podpowiada inaczej ....jednak serducho cały czas kocha ....nie wiem naprawdę...
proszę o pomoc (konstruktywną)
Mam otóż taki problem
Mam 22 lata moja partnerka lada chwila 20. Musiałem od tego zacząć jestem studentem zaocznym i pracuję moja partnerka niedawno przybyła do poznania na studia i zamieszkała na stancji.
Po pewnym czasie zaproponowałem jej wspólne mieszkanie bo nasze życie wyglądało w sumie jakbyśmy mieszkali tylko mieliśmy inne lokale i było to takie jeżdżenie.
Moja partnerka wychowała się tzw"staropolskiej kulturze" przepraszam za określenie, ale zgodziła się zamieszakć, ale twierdzi że ja to wymarudziłem a ona do końca tego nie chciała.
Uważam jednek że po prostu zwraca uwagę na opinię publiczną, że to zbyt wcześnie i mi tego nie powiedziała ale wiem że na pewno nie chwali się tym faktem żę mieszka z facetem
Ale ok przechodze do sedna....generalnie nie ma między nami jakiś większych sporów zdarzyły się może małe spięcia....przez co Justyna(bo tak ma na imię) stwierdziła, że psuje się między nami z racji zamieszkania (choż ja uważam, że po prostu się docieramy i bardziej poznajemy co wpływa na różnice wychowań, kultur itd)
Teraz są wakacjie i udało jej się załapać na pracę w Redford....przed wyjazdem powiedziała mojej siostrze (nie mi) o co byłem bardzo zły że podczas naszej rozłąki będzie miała bardzo dużo czasu na to aby przemyślec wiele spraw i zastanowić się czy się nie wyprowadzi.
Ostatnio dowiedziałem się dorogą telefoniczną że najprawdopodobniej to zrobi....a ja jej powiedziałem, żę dla mnie właściwie to stanowi koniec związku...
I teraz chciałbym się poradzić jak ja mam zareagować....co począć jeśli wróci i będzie chciała się wyprowadzić???
Dla mnie to jeśli nasza próba nie przetrwała to powiedzmy że ja już nie mam nadziei że kiedykolwiek się coś uda....że kiedyś będziemy mogli zamieszkać....skor teraz nie było nam dane.....a specjalnie sporów nie było
Teraz zastanawiam się czy rzeczywiście mnie Justyna kochała....czy to nie było coś w rodzaju fascynacji seksualnej która po prostu minęła i zdała soibe sprawę że robi się zbyt poważnie.
Ja podchodziłem do tego związku...hmm cały czas podchodzę jak bym już był jej mnężem....traktuję ją jak żonę.
Nie wiem naprawdę co począć....logika podpowiada inaczej ....jednak serducho cały czas kocha ....nie wiem naprawdę...
proszę o pomoc (konstruktywną)
Co masz zrobic ? ...pomóc sie jej spakować i odprowadzic jak przystało na drzentelmena pod drzwi nowego jej lokum ...nie walcz ...przesuniesz w czasie tylko to , co nie uniknione !
wszystko z pełną kulturą i opanowaniem , nie pokazuj zadnych emocji
zadnych
zanim odejdzie ...popros jednak delikatnie by została , ale bron Boże nie nalegaj <browar>
wszystko z pełną kulturą i opanowaniem , nie pokazuj zadnych emocji
zadnych
zanim odejdzie ...popros jednak delikatnie by została , ale bron Boże nie nalegaj <browar>
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
Na pewno bym jej nie nakłaniał do wspólnego mieszkania, skoro nie chce to nie, łaski bez, a Ty jeszcze sie z babą namieszkasz, ciesz się z wolości
<browar>
Ale nie nastawiaj się też od razu że to koniec związku, może ona niekoniecznie chce z Tobą mieszkać, ale może nadal chce z Tobą być. Wyprowadzenie się niekoniecznie oznacza zerwanie wtym przypadku, przynajmniej tak mi sie wydaje.
Ale nie nastawiaj się też od razu że to koniec związku, może ona niekoniecznie chce z Tobą mieszkać, ale może nadal chce z Tobą być. Wyprowadzenie się niekoniecznie oznacza zerwanie wtym przypadku, przynajmniej tak mi sie wydaje.Cuda się zdarzają. Co potwierdzi każdy programista
pozdrawiam
pozdrawiam
chodzi że związek się buduje opiera na pewnych przezyciach, ale po co po to żeby w końcy być razem ze sobą blisko
miec się na codzień
ja nie podchodzę do tego w sposób taki że (mam jeszcze czas, jestem młody, mało to lasek) pomińmy te rzeczy
podchodze do sprawy bardzo poważnie bardzo przeżywam wszystko i nie jest to wszystko dla mnie takie proste. głęboko to przeżywam i się nakręcam.
miec się na codzień
ja nie podchodzę do tego w sposób taki że (mam jeszcze czas, jestem młody, mało to lasek) pomińmy te rzeczy
podchodze do sprawy bardzo poważnie bardzo przeżywam wszystko i nie jest to wszystko dla mnie takie proste. głęboko to przeżywam i się nakręcam.
Gdybym ja mógł mieszkac z moja dziewczyną razem to byłbym w niebie prawie..one tak samo..Dziwna ta twoja dziewczyna ja bym się zastanowił o co jej chodzi dokladnie jeśli to jej widzi mi się to sam wiesz co innego jeśli nie może mieszkać z toba bo ma takie zasady..
Ile jest wart świat pełen grubych krat?
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
Pegaz pisze:Gdybym ja mógł mieszkac z moja dziewczyną razem to byłbym w niebie prawie..one tak samo..Dziwna ta twoja dziewczyna ja bym się zastanowił o co jej chodzi dokladnie jeśli to jej widzi mi się to sam wiesz co innego jeśli nie może mieszkać z toba bo ma takie zasady..
Dokladnie tak samo mysle. A jak sie masz zachowac. Tak jak napisal Andrew.
-
prien
Dla mnie wyprowadzka w takiej sytuacji oznaczałaby koniec związku. Ja już bym sie censored tym że o wszystkim mówiła swojej siostrze a tobie nie <zly1> Zrób tak jak powiedział Andrew ale ja bym nawet delikatnie nie prosił aby została
[ Dodano: 2005-08-09, 08:03 ]
Ja z moim Słońcem znamy sie pół roku a wspólne mieszkanie to nasze marzenie. Wydaje mi się że rzeczywiście dziewczyna Cie nie kocha. Juz jej przeszło
[ Dodano: 2005-08-09, 08:03 ]
Ja z moim Słońcem znamy sie pół roku a wspólne mieszkanie to nasze marzenie. Wydaje mi się że rzeczywiście dziewczyna Cie nie kocha. Juz jej przeszło

MICHNIOR pisze:Ale ok przechodze do sedna....generalnie nie ma między nami jakiś większych sporów zdarzyły się może małe spięcia....przez co Justyna(bo tak ma na imię) stwierdziła, że psuje się między nami z racji zamieszkania
Wspólne zamieszkanie jest najlepszą próbą dla związku. Wtedy ludzie poznają się "od podszewki", wychodzą wszystkie skrzętnie ukrywane do tej pory szczególiki i zwyczaje. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale wydaje mi się, że z jej strony to nie była miłość, tylko po prostu młodzieńcze zauroczenie. Pozostaje Ci chyba przełknąć tą gorzką pigułkę i po jej powrocie porozmawiać na temat Waszego związku i jego przyszłości.
Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
przecież to że ona nie chce z tobą mieszkać nie znaczy że cie nie kocha.... po prostu nie czuje się na to jeszcze pewnie gotowa - ona ma dopiero 20 lat, ty 22 - macie jeszcze czas na wspólne mieszkanie...
jeśli chcecie być razem to mieszkanie na odległość wam w tym nie przeszkodzi.
myśle że powinieneś uszanować jej decyzję, jeśli oczywiście ci na niej zależy....
....czas i cierpliwość przynosi zawsze rozwiązanie....
jeśli chcecie być razem to mieszkanie na odległość wam w tym nie przeszkodzi.
myśle że powinieneś uszanować jej decyzję, jeśli oczywiście ci na niej zależy....
....czas i cierpliwość przynosi zawsze rozwiązanie....
Nie czuje sie gotowa
buhehehehehe
Jak mozna sie nie czuc gotowym na mieszkanie z panna? Przeciez to nie oznacza malzenswa!
Sa 2 wersje - albo ona chce szalec poznac innych facetow i sie z nimi kochac, zeby poznac seks i w ogóle mezczyzn.
Albo ona sie czegos boi np ze jakies jej zachowania nie beda ci zupelnie odpowiadac i ona juz to wie dzis.
Innej opcji nie widze.
Jak mozna sie nie czuc gotowym na mieszkanie z panna? Przeciez to nie oznacza malzenswa!
Sa 2 wersje - albo ona chce szalec poznac innych facetow i sie z nimi kochac, zeby poznac seks i w ogóle mezczyzn.
Albo ona sie czegos boi np ze jakies jej zachowania nie beda ci zupelnie odpowiadac i ona juz to wie dzis.
Innej opcji nie widze.
"Jest taka cierpienia granica, za ktora sie usmiech pogodny zaczyna...Hyhy "
hyhy e(L)o
hyhy e(L)o
ja też mam wrazenie ze kobieta Cie nie kocha naprawde.kiedy sie kogos kocha chce sie z nim spedzac kazdą wolną chwile,móc zasypiać i budzić się przy niej,dzielić sie wszytskim co sie ma.tez nie rozumiem stwierdzenia ze "nie jest sie gotowym".jesli sie kocha jest sie gotowym od samego początku.
W walce o lepsze życie czas mija mi. Od narzekania nie wyzdrowiał jeszcze nikt. Załamałeś się - to wykopałeś sobie grób. Chcesz odpoczywać, to nie czekaj tylko coś w tym celu rób
gloria pisze:a ile ja bym dala za mieszkanie z moim Mezczyzna, rany boskie.
A ile ja...*
* Z moją kobietą rzecz jasna. Ja nie z tych...
Żyję tym co czuję, z życia biorę to, co mi smakuje.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
- Sir Charles
- Weteran

- Posty: 3146
- Rejestracja: 02 wrz 2004, 11:38
- Skąd: sponad chaosu
- Płeć:
Moim marzeniem jest zamieszkac w przyszlosci z dziewczyna, ktora kocham, ale mam 20 lat i wiem, ze to jeszcze nie czas. Sa studia, tysiace spraw, ktore wymagaja doroslosci i doswiadczenia. Wspolne mieszkanie wymaga dojrzalosci i pokory. Wydaje mi sie, ze w wieku 20-22 lat trudno jest to osiagnac. Moja rada dla Ciebie jest taka: Postaraj sie z nia porozmawiac spokojnie. Przede wszystkim spytaj ja, czemu podjela taka decyzje (moze wlasnie uznala, ze nie jest jeszcze na wspolne mieszkanie gotowa). Napisales, ze traktowales Wasz zwiazek jak malzenstwo. Moze to bylo dla niej zbyt duzo, bala sie, przeroslo ja to wszystko. Daj jej czas, niech pomysli czego naprawde chce. Postaraj sie tez ja zrozumiec. Kobiety to przeciez bardzo skomplikowane istotki
Pozdrawiam i mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze!
Pozdrawiam i mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze!She's my angel, she's my lover, she's my very best friend... KC
CichyPL pisze:Moim marzeniem jest zamieszkac w przyszlosci z dziewczyna, ktora kocham, ale mam 20 lat i wiem, ze to jeszcze nie czas. Sa studia, tysiace spraw, ktore wymagaja doroslosci i doswiadczenia. Wspolne mieszkanie wymaga dojrzalosci i pokory. Wydaje mi sie, ze w wieku 20-22 lat trudno jest to osiagnac.
Nie odkładaj szczęścia na później. Za kilka lat możesz się obudzić z ręką w nocniku i co wtedy?? Możesz czekać w nieskończoność, zostać doktorem po tysiąckroć habilitowanym i nie być dorosłym (w sensie dojrzałym). Jeżeli tylko masz taką mozliwość to po prostu z nią zamieszkaj, nie musicie się przecież od razu pobierać. Jeżeli okaże się, że to nie ta właąściwa będziesz nadal młody i wszystko przed Tobą.
Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Tylko my chyba nie jestesmy jeszcze na to gotowi. Ja osobiscie chcialbym sprobowac juz teraz z nia zamieszkac, ale jest ku temu duzo przeszkod. Oboje studiujemy, mieszkamy wciaz z rodzicami, ktorzy nie byliby najszczesliwsi. Nie ma mowy o podjeciu normalnej pracy i uzyskaniu calkowitej samodzielnosci finansowej. Obawiam sie, ze przeciwnosci jest jeszcze zbyt duzo na taka decyzje.. czasami tylko jak sobie leze i wyobrazam, ze mieszkamy razem, codziennie zasypiamy i budzimy kolo siebie, dzilimy sie kazda glupotka, podejmyjemy wspolne decyzje w najdrobniejszych sprawach... to rzucilbym wszystko, skombinowal mieszkanko, porwal ja z domu, zbombardowal caluskami i juz nigdy nie puscil...
She's my angel, she's my lover, she's my very best friend... KC
CichyPL pisze:czasami tylko jak sobie leze i wyobrazam, ze mieszkamy razem, codziennie zasypiamy i budzimy kolo siebie, dzilimy sie kazda glupotka, podejmyjemy wspolne decyzje w najdrobniejszych sprawach... to rzucilbym wszystko, skombinowal mieszkanko, porwal ja z domu, zbombardowal caluskami i juz nigdy nie puscil...
Oj ja czesto te tak dobie wyobrazam <buja w oblokach>. Ale ile to jeszcze czasu
."Hihi, w 98 miałem dostać mieszkanie" - cytat z "Seksmisji"
:D:D
Ja czekałem kilka lat na dziewczynę. Doczekałem się. Teraz wierzę, że doczekam się momentu, kiedy zamieszkamy razem. Moje wymagania co do związku znacznie wzrosły - chcę mieszkać z nią.
Ja czekałem kilka lat na dziewczynę. Doczekałem się. Teraz wierzę, że doczekam się momentu, kiedy zamieszkamy razem. Moje wymagania co do związku znacznie wzrosły - chcę mieszkać z nią.
Żyję tym co czuję, z życia biorę to, co mi smakuje.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Moze i czekanie ma swoj urok, ale chcialbym juz teraz wiedziec, ze moge codziennie moc zasnac przy Tobie. Miec swiadomosc tego, ze zawsze jak wieczorem wracam sam do domu, Ty tam bedziesz na mnie czekac.. a ja bede czekac na Ciebie. Po prostu Cie kocham, reszta sie nie liczy.
She's my angel, she's my lover, she's my very best friend... KC
- Sir Charles
- Weteran

- Posty: 3146
- Rejestracja: 02 wrz 2004, 11:38
- Skąd: sponad chaosu
- Płeć:
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
Yasmine pisze:Oj ja czesto te tak dobie wyobrazam <buja w oblokach>. Ale ile to jeszcze czasu
Z tymi lokumami różnie bywa.
Ja gdybym miała kasę i nie musiała się o to bać to bym już nie mieszkała z rodzicami. Ani z moim Słonkiem. Mieszkałabym sama. Bo on nie jest jeszcze na to gotów, a poza tym jakoś wolałabym sama. Potem pewnie byśmy mogli razem, ale na początek...
w sumie ja bym chciala mieszkac przez jakis czas z jedna, dwoma bliskimi mi dziewczynami (bo przyjaciolki to takie brzydkie slowo ktore kojarzy mi sie z dziewczynkami z gimnazjum ;>), ewentualnie jakims facetem (ale nie moim). tak jak to sie czasami oglada w amerykanskich serialach - to by moglo byc naprawde swietne. a pozniej przeprowadzic sie do Niego (po wyszaleniu sie).
mmm
, to by bylo cos.
mmm
, to by bylo cos.
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 504 gości




