Dziewczyna ma sesje, dużo czasu (ogrom) poświęca nauce, egzaminy zalicza na 4 i 5...
Nie widziałem się z nią od 2 tygodni, pojawia się tęsknota z mojej strony, zapytałem czy będzie możliwość spotkania w przyszłym tygodniu (teoretycznie wszystko zaliczy do tamtego czasu)... Odpowiedziała, że nie wie i że pewnie będzie miała poprawkę
Przez okres tych dwóch tygodni informowała mnie np o tym, że ogląda film lub robi sobie dłuższą przerwę, za każdym razem pytałem czy możemy się spotkać, czy mogę przyjechać (40km) Odpowiadała, że nie ma sensu bo zanim dojadę itp to się zejdzie i będzie już po czasie wolnym... Pytałem dlaczego mnie wcześniej nie informowała, że będzie miała trochę czasu wolnego... Odebrała to jako pretensje i samo zło....
Zarzuciła mi teraz, że nie interesuje się jej sesją i nie liczą się dla mnie jej wyniki w nauce (ja tak nie uważam, bardzo mnie interesują, zawsze cieszyłem się razem z nią z dobrej oceny, dzwoniłem, pytałem itp...) Tłumaczyłem jej iż nie jest to prawdą co mówi i nie liczy się dla mnie tylko spotkanie a najważniejsze jest pomyślne przejście przez sesję...
Widać nie wierzy w moje słowa a moim zdaniem tylko to mam jej do zaoferowania...
Zacząłem się powtarzać w swoich słowach i ona zwróciła mi uwagę... Powiedziała stanowcze, że chce udowodnienia, że tak nie jest (że zależy mi na jej wynikach, że ją rozumiem w jakiej sytuacji jest i co przechodzi)... Jej zdaniem stwarzam problemy (pretensje, że się nie spotkamy w przyszłym tygodniu) a tak nie jest.... Nie mam pomysłu, jakiego dowodu oczekuje
