Hej wszystkim jestem tu nowy i to mój pierwszy post/temat. Żeby nie przeciągać przejde do sedna sprawy. Mam 20 lat, obecnie studiuje i mam wieeeeeelki problem ze znalezieniem dziewczyny. Zawsze byłem w tym kiepski, ale wmawiałem sobie że mam czas itp. Teraz presja wieku i po prostu świadomość że ja już tak dłużej sam nie mogę wytrzymać ciągnie mnie w stronę związku.
Z wyglądu nie jestem jak adonis, po prostu typowy koleś jakiego mija się na ulicy. Nie czuje się atrakcyjny (zasrane media) ale też nie uważam siebie za jakiegoś trędowatego. A jednak do dziewczyny nie potrafie zagadać, a tym bardziej nie wyobrażam sobie podtrzymania jakiegoś tematu rozmowy na dłużej niż 5 minut

Powiem szczerze w kontakcie z kobietami odpycha mnie świadomość tego że one w ogóle nie bedą mną zainteresowane. Świadomość tego że one mogą wybrać tyle innych przystojniejszych, pewniejszych siebie, atrakcyjniejszych facetów. Co z tego że pewnie same kogoś szukają, do mnie to nie przemawia. Nie mam odwagi, jestem zajebiście nieśmiały, taki typowy outsider społeczny. Ostatnio zapuściłem nawet moje kontakty nawet z najbliższymi znajomymi. Nie potrafię ludzi/kobiet sobą zainteresować. Nie mam jakiś zajebistych hobby jak deska, jazda na BMXie, wspinaczka, gra na instrumencie itd. jakby mnie laska spytała co robię w wolnym czasie to zbytnio nie mam się czym chwalić (oglądanie filmów, tematyka polityki światowej i bieganie chyba nie jest ciekawe). Jestem świadom tego że potrafie być zabawny, kiedyś taki byłem (przez to zyskałem sporo znajomych ale ostatnio strasznie się w sobie zamknąłem) ale nie potrafię tego w sobie odnaleść.
Czasami sam siebie próbuje przekonać że życie jest zbyt krótkie, że jutro mogę umrzeć itp. żeby przejmować się tymi wszystkimi rozterkami jak odrzucenie lub ośmieszenie. I tak wieczorem łapie powera że od tego momentu zmienie swe życie, ale następnego dnia wszystko jest po staremu. To cholernie denerwuje, wiem że mogę poprawić swoje życie, mam na to siłe, ale mam w sobie jakąś zasraną blokadę która mnie trzyma w miejscu od dobrych kilku lat.
PS. Sory że się tak rozpisałem ale nigdy nie pisałem jeszcze na takim forum więc musiałem się rozładować

Jeśli ktoś przeczyta całość to fajnie, jeśli wyrywkowo też zajebiście. Mam nadzieję że ktoś znajdzie dla mnie jakieś porady.
PSS. Na zajęciach podoba mi się jedna dziewczyna, już 3 razy sobie mówiłem że tym razem po zajęciach zaproszę ja na kawę, ale nic. Nie potrafie powiedzieć czy jej się podobam. Na pierwszych zajęciach wydawało mi się że często na mnie spoglądała, ale pewności nie mam. Wzrok innych ludzi mnie peszy więc wiekszość czasu byłem od niej odwrócony (mogła to przyjąć jako brak zainteresowanie

) to troche jak pies który nie potrafi patrzec człowiekowi w oczy przez kilka sekund. Ehh chyba nigdy do niej nie zagadam czy nawet nie spojrze na dłużej w oczy aby wyczuć jej intencje. Nieśmiałość, brak wiary w siebie mnie blokuje, ale za cholerę nie wiem jak temu raz a dobrze zaradzić.