mam problem i nie wiem już jak sobie z nim poradzić.. z góry przepraszam jeśli coś tu będzie niejasne i nieskładne ale ciężko wszystko tak opisać słowami..
Więc od początku.. jestem z chłopakiem od 2 lat.. ja mam lat 20 on 22..
różnie to między nami bywało, po niecałym pół roku rozstaliśmy się (to on tego chciał) ale wróciliśmy. Ja jestem taka że łatwo mnie zranić, sprawić przykrość. O wiele rzeczy się obawiam (panicznie boje sie że mnie zostawi). Mam niską samoocenę o sobie ale nie umie tego zmienić

i w tym momencie zaczynają się problemy bo ja potrzebuje ciągłych zapewnień z jego strony a jego po pewnym czasie zaczyna to denerwować.. i kłótnia gotowa.. takich przykładów jest tysiące.. ale o co chodzi.. na początku września tego roku zerwał ze mną.. powiedział że ma dość takich sytuacji że on przychodzi po pracy i się ciągle kłócimy.. że nie chce tak żyć.. ale po tygodniu wrócił.. ja wiadomo - ucieszyłam się bo go kocham.. on przy powrocie powiedział że mimo wszystko woli żyć ze mną i kłótniami niż sam i mieć spokój...
przez dwa tygodnie było wszystko ok.. zero kłótni i sprzeczek.. a po tych dwóch tygodniach znów się zaczęło.. ja już sama nie wiem czy to ja jestem winna czy on.. uważam że obydwoje jesteśmy temu winni ale on ciągle mi powtarza że jeśli ja bym się nie zachowała tak to bym go nie sprowokowała.. czyli mówiąc wprost - wszystko moja wina..
zaczęłam mieć myśli że beze mnie byłoby mu lepiej..za pierwszym i drugim razem wysłuchał i zaprzeczył, ale gdy mu o tym powiedziałam trzeci raz to się wkurzył i mi powiedział, że koniec z jego powtarzaniem w kółko tego samego... wiecie co jest najgorsze? że on mi pokazuje wprost że np.przeze mnie mu się zepsuł humor.. i ja choć chce to naprawić to on mi nie daje i do końca dnia siedzi jak zbity pies.. i wtedy mnie jest źle bo choć chciałam pomóc to odmówił.. a tego samego dnia wieczorem mi pisze że na kolejny dzień się nie spotkamy...
to jest kolejna rzecz która mnie boli na maxa.. że to on decyduje kiedy się widzimy.. tzn jest tak że np.ustalamy,że się widzimy cały tydzień, a w poniedziałek się pokłócimy i on już mówi że we wtorek się nie spotkamy.. ja rozumie że jeden dzień robi dobrze czasem, ale chodzi o sam sposób.. ja w tym momencie czuje się jakby on się ze mną w ogóle nie liczył

kolejny problem - on jak już wspominałam jest nerwowy i nie umie panować nad nerwami jak jest zdenerwowany.. i mówi mi wtedy słowa które naprawdę mnie bolą.. nie wiem czy to dlatego że ja bym mu nigdy nie umiała tak powiedzieć.. ale czy to jest w porządku jak chłopak mówi swojej dziewczynie średnio raz w tygodniu że mam jej dość? że jest na maxa głupia? fakt, zazwyczaj potem jak mu przejdzie (czyli średnio po jednym dniu) przeprasza (choć nie zawsze), ale mimo wszystko...
Ja z natury jestem taka, że nie lubie się z nim kłócić. Chce od razu przeprosić i żeby było ok.. a on znów nie.. tak jak pisałam średnio po dniu mu mija.. a ja wtedy cały dzień siedzę i boje się że mnie zostawi.. więc po kłótni dzwonie do niego,staram się dobierać odpowiednio słowa ale jego wkurza nawet jak mu powiem 3 razy że go kocham.. i odkłada słuchawkę..
Ja już nie wiem kto robi źle.. najlepiej to jakbym zrezygnowała z tego związku ale kocham go.. myślę że on też mnie kocha bo skoro by nie kochał to po co by wracał? tym bardziej, że nie dość że jest nerwowy to także jest okropnie uparty i jak coś postanowi to to robi, mimo że np czuje inaczej.. a jednak wrócił.. mimo że się zapierał że nie..
kilka osób radziło mi żeby go przetrzymać.. jak on na mnie nawrzeszczy i sobie pojedzie to poczekać aż to on się odezwie.. ale ja tak nie umie

to też muszę chyba napisać - zazwyczaj to ja się starałam, ja dzwoniłam, ja pierwsza wyciągałam ręke, ja przepraszałam.. nie wiem czy on sie do tego nauczył i to świadomie czy nieświadomie wykorzystuje.. ale ja jak już pisałam nie umie się z nim kłócić... ja chcę do niego pisać kiedy mam potrzebę, uśmiechać się na myśl o nim a nie płakać i obawiać się spotkania jak to będzie..
dziś mu powiedziałam że ostatnio mi daje do zrozumienia (nie wiem czy specjalnie czy nie) że to co się złego dzieje jest tylko moją winą, i jak sie spotykamy to ma zepsuty humor przeze mnie, że to co ja powiem a nie dobiorę odpowiednio w słowa też jest tylko moją winą.. (a czasami naprawdę nie zrobię nic złego tylko on od razu się denerwuje o byle co), to jak mu to powiedziałam to mi odpowiedział że nie będzie mi po raz kolejny powtarzał tego samego i że skończyła się dobroć bo musi coś w tym związku zmienić bo tak nie może być

więc po raz kolejny ja przeprosiłam (choć uważam że nie zrobiłam źle bo mu powiedziałam o tym co mnie boli - kiedyś jak o tym nie mówiłam to mi się obrywało że tego nie mówię więc co miałam zrobić jak nie powiedzieć..) i obiecałam że nie będe wymyślała i że będzie ok..
i co najlepsze - powiedział mi że jak w tym tygodniu choć raz złamię obietnicę to się rozstajemy i mam być tego świadoma.. i poszedł!
potem do niego zadzwoniłam to mi powiedział że mnie nie zostawi ale że jak się będziemy kłócili to w kolejny dzień się nie będziemy widzieli (znów to ja mu to zaproponowałam no bo kurde mówi mi że mnie nie zostawi a tu taki warunek? choć wydaje mi się że powiedział to żeby mnie zmotywować żebym sobie "nie wymyślała" problemów. Bo on już takie pomysły miał - z tym że kiedyś to na mnie działało a teraz przestało)
powiedzmy, że przyzwyczajam się do tego że jest nerwusem i czasem najpierw zrobi a potem myśli ale chyba bez przesady??
proszę doradźcie mi coś bo ja sama nie wiem co mam robić

ps.ja naprawdę zmieniłam się dla niego i staram się ciągle ale nie umei zmienić w sobie wszystkiego.. z drugiej strony przecież taką mnie pokochał... więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi
