Witam mój temat będzie podobny do wielu na tym forum ale próbuje zrozumieć juz na zimno pewną sytuacje i potrzebuje oceny róznych ludzi.
Jakies dwa i pół roku temu spotkałem na zajeciach w szkole policealnej dziewczyne która odrazu wpadła mi w oko. Starałem się do niej zblizyć, nawiązalismy koleżeńskie stosunki. Okaząło sie ze mieszka nie tak daleko od mojego miejsca zamieszkania i jest siostra znajomego z dawnych lat. Jakiś czas po tym jak zerwała z swoim chłopakiem, przemogłem nieśmiałość -co wtedy było nie lada wyczynem dla mnie- i zacząłem się z nią spotykać. Niestety z jej strony jak to określiła nie iskrzyło. Dostałem kosza, bolało. Przestaliśmy się praktycznie widywać akurat zaczynały sie praktyki zawodowe. Minął prawie miesiąc i...zadzwoniła. Już w pierwszym momencie wiedziałem że coś jest nie tak miała zbyt przymilny głos.
Okazało się że jest w szpitalu ( jeszcze przed naszym "rozstaniem" narzekała na problemy z okiem) odwiedziłem ją z dwa razy przyniosłem kwiaty. Obiecała że da znać gdy dostanie wyniki badań. Nie dała, przypadkowo spotkałem jej rodziców w aptece pare tygodni pózniej, spytalem co u niej czy dostala juz wyniki. To było jak cios cegła w twarz. Okazło się że jest cieżko chora , ta choroba zmieni całkowicie jej życie z czasem (około 40-stki) odbierajac jej pełnosprawność. Chodziłem bez celu po mieście przez jakiś czas, po czym pojechałem do niej. Spytałem dlaczego nie powiedziała , nie chciała o tym rozmawiać ani o chorobie. Nasze stosunki zupełnie się zepsuły obawiam sie ze poruszałem drazliwy temat choroby, unikała mnie a ja z czasem jej. Poddałem się zupełnie wraz z koncem semestru przestalismy sie widywac i utrzymywac kontakt.
Cała sprawa strasznie mnie gryzła - jej choroba uświadomiła mi siłe mojego uczucia do niej bolało odtrącenie i fakt że nie potrafię jej pomóc. Mijaly miesiące ,rok,dwa. Na począku nie było dnia żebym nie myslał o niej o tym jak sobie radzi,z czasem uczucia osłabły zacząlem zwracać uwagę na inne dziewczyny.
Pojechałem na Woodstock żeby poznac blizej jedna z nich. Tam spotkałem..JĄ. Nie było między nami juz takeigo napięcia jak wtedy, zamienilismy pare słów, nie reagowała juz tak alergicznie na rozmowy o chorobie. Trzymała się nie było tragicznie ze zdrowiem, to było najważniejsze. Woodstock sie skonczyl. Nowo poznana znajoma nie odwzajemniała mojego zainteresowania, z czasem okazała się wspaniałą...przyjaciółką
Od Woodstocku minęlo prawie pól roku i nagle znowu ją spotkałem całkiem przypadkowo w pociągu pod koniec tego lutego. Krótka rozmowa i pożegnanie ale...
Nie pamiętam kto sie odezwał na GG ja czy ona. Możliwe że ja. Od żartu do żartu i zaczelismy rozmawiać poważnie. Widziałem że coś jest nie tak i nie chodzilo tu o chorobe.
Wiem ze czasem ( bardzo często ) załącza mi się w takich sytuacjach Opiekuńczy Bartek i tak też się stało wtedy.
Zwierzyła mi się że ma problemy że rozstała się z chłopakiem, który okazał się draniem. Zaufała mi - okazało się że byli z sobą praktycznie dwa lata ale koleś z po paru miesiącach związku okazał się zaborczy ,zazdrosny, kontrolował ją. Każdą wolną chwilę miała spędzać z nim, robił jej awantury o za głeboki dekolt czy to że ona prowadzi w tańcu. Zupełny gówniarz i jak się okazło później psychiczny. Związek trwał mimo wszystko.
Kolesiowi odbijało dalej ,przekonał ją że dostał przez nią wrzody, zaczął wyzywać od szmat i dziwek. Na końcu udał że się przez nią zabije. Nie odbierał telefonu itd dziewczyna uwierzyła,. Dziewczyna płakała całą noc. Po czym pojawil sie skonczylo sie awantura zerwaniem z jej strony. To nie byl koniec.
Facet zaczał ja meczyc smsami , grozil jej ze ja skrzywdzi ze zamiesci w internecie jej zdjecia z ich kolekcji, wyzywał od szmat i dziwek. Pogardliwie sugerowal ze powinna sie wyszalec zanim choroba odbierze jej wszystko. To przeplatalo sie z przymilnymi smsami w stylu czy moze przyjsc na dworzec z kwiatami itd.
Wtedy przestraszyła się i zwróciła się o pomoc do mnie. Gdy usłyszałem cala historie - wszystko działo sie przez GG- mialem ochote rozpie... monitor a potem tego psychola. Opanowałem emocje, dałem jej oparcie jakiego szukała, starałem przekonać żeby porozmaiła o tym z rodzicami z znajomy gliniarzem. Nie chciała twierdząc że to nic nie da że tylko pogorszy sytuacje. Chciała przeczekać licząc że da jej z czasem spokój.
Ja nic nie robilem w tym kierunku zeby "porozmawiac" sobie z tym facetem balem sie ze jesli nie zakopie sie go w lesie to nie bede mial gwarancji ze nie odbije mu zupelnie i nie zrobi jej faktycznie krzywdy kiedy akurat nikogo nie bedzie w poblizu.
Była w zupełnej rozsypce wierzyła w to że on ma przez nią wrzody, że może miał racje nazywając ja szmatą i dziwką. Jej poczucie wartości było poniżej zera a ja nadal nie potrafiłem mimo starań wyprowadzić ją na prostą.
Spotaklismy sie, poszlismy do kina,chcialem zeby oderwała sie od tego wszystkiego, poczula sie przez chwile bezpieczna. Wypad sie udal ale widmo jej bylego wracalo jak zly szelag.
Jednej nocy po rozmowie na GG ktora niewiele pomogla odsłoniła ostatni fragment calej układanki. Zrozumiałem czego sie bała i dlaczego rozmowy nie pomagały. Bała się stracić szacunek w moich oczach.
Zwierzyła sie ze tym byłym facet jest X. X - to koles z czasow gdy sie spotykalismy kawał gnoja i drania , zero szacunku dla kobiet który w swój chory sposób się nią intersował. Zawsze żartowałismy ze "wyobraz sobie ze mogłabys z takim gnojem skonczyc".
Ale jak sie okazalo...w czasie gdy ona lezała w szpitalu a miedzy nami wszystko sie popsulo zaczal sie nia interesowac inaczej. Zmienil taktyke zaczal sie przymilac i pocieszac. Gdy zaufala i powiedziała mu prawde o chorobie (nikt praktycznie o tym nie wie) byl przy niej ,
"zmienil sie wiec dałem mu szanse". "Potrzebowałam wtedy kogos a on sie okazywal taki inny". Co jak co ale jednego nie mozna X odmowic potrafi bajerowac.
A ona bala sie ze jak powie z kim byla dwa lata to strace do niej szacunek. Jak stwiedziła "teraz wiesz ze nie musisz mi pomagac nie jestem tego warta".
Napisalem co czulem ze nie interesuje mnie z kim sie spotykala ze on po prostu wykorzystal jej zaufanie i słabość.
Stracilem racjonalne podejcie do sprawy poniosly mnie emocje przyznalem sie ze nie zakochalbym sie przed dwoma laty w kims bez wartosci, ze cały ten okres myslem o niej ze nie dawalo mi to zyc ze rozstalismy sie tuz przed tak złym momentem w jej zyciu.
Ona z kolei przyznala ze nie traktowala tego powaznie ,ze byla głupia ,ze żałowala że pozwolila mi odejsc, ze myslala o mnie itd itp.
Potem sprawy potoczyly sie szybko, caly czas zakladałem ze podchodze do sprawy jako przyjaciel ze pomoge jej sie otrzasnac i uwolnic od tego dupka. Ta noc kiedy jednak przyznalismy sie do uczuc zwiazanych z tym co bylo miedzy nami jednak cos zmieniala.
Spotkalismy sie moze dwa dni pozniej na miescie, poszlismy do restauracji dla trawożerców jak ja to mówie - ona nie je mięsa. Cieszyliśmy sie swoja obecnością az znowu jak zly sen powrocil ten koles -sms od niego-zaczalem sie trzasc z zlosci ( tak juz mam ) odrazu to po mnie widac chwyciła mnie za ręke, uspokoiła. Gdy wściekłość opadła nie puściła już mojej dłoni.
Nie ukrywam, wtedy nie oszukiwalem sie juz uczcia do niej w mnie zyły i wracaly. Czulem to choc nadal sie przed tym bronilem balem sie odrzucenia jak kiedys.
Jeszcze tego wieczoru mój opory całkowicie wyparowały, pocałowała mnie i...wszystko się zmieniło. Nagle stalismy sie parą a ja zaufalem i z kazdym dniem coraz bardziej wierzylem ze jej zalezy. Ale nie ukrywam chcialem tego zawsze i cieszylem sie. Zblizalismy sie coraz bardziej ,byla szczesliwa. Nalegalem na zmiane numeru telefonu zeby nie mogl juz jej w zadne sposob dreczyc, zmienila.
Któregos dnia pojawil sie u niej na zajeciach - ja bylem w pracy - zrobil scene wyszla z nim z sali - znowu potok przekleństw pod jej adresem , żądał zwrotu karty telefonicznej , jakiś pieniedzy ktore wydal na jej fryzjera ... , karty biblotecznej na szczescie nic jej nie zrobil. Oddala mu karte i zmyl sie. Roztrzesiona zadzwonila do mnie bylem w ciagu 15 minut, uspokoilem znowu zaczelem nalegac zeby powiadomila o sytuacji rodzicow i policje. Nie chciala robic nic. Ja myslalem juz o rozmawie z duzymi kolegami pana Mirka, ale co potem ? Nastraszy sie go a nie mialem pojecia na co bedzie go stac pozniej nie moglem przeciez pilnowac jej 24 h. Rozsadek znowy byl gora,
Zmienielem taktyke Udalo mi sie przekonac ja ze nic jej nie grozi posród ludzi ze nie powinna sie bac poprosic o pomc nawet obcego czlowieka na ulicy, ze on nic jej nie zrobi ze nie ma co sie bać. Podziałało, sytuacja z odwiedzinami na zajeciach sie powtorzyla bylo inaczej znowu awantura, ale juz sie go nie bala, bylem z niej dumny. Koles dal spokoj z nachodzeniem jej.
Zmienil taktyke. Nagle zaczela mnie unikac , zrozumialem ze cos jest nie tak,znowu walka zeby wydobyc strzepek informacji oco chodzi. Po calej batalii zrozumielam ze to znowu jego sprawka ze to jest cos co moze wszytko zepsuc. Ze jesli to prawda to wtedy to juz koniec.
Nie jestem idiota z polłówek i miedzywierszami zrozumialem ze albo boi sie ze jest w ciązy albo ze on ja czyms zarazil ciąza odpadła-zaprzeczyla a bać sie mogla tylko AIDS. Gdy powiedizalem co mysle unikala odpowiedzi i prosila zeby dal jej czas ( tydzien ) i ze nie powinnismy sie sotykac przez ten czas. Nie podobalo mi sie to bylem prawie pewien ze on znowu nia manipuluje przez grozbe AIDS. W polowie tygodnia - czekala na wyniki byla znowu w rozsypce - widac to byl w smsach - pisala jak bardzo mnie teraz potrzebuje i jak jej przykro ze ta to przebiega. Nie wytrzymalem,spotaklimsy sie przed pamietnym czwartkiem chcialem jej dodac otuchy. Wytrwalismy. Wyniki oczywiscie wykazaly ze wszystko w porzadku.
Znowu okres spokoju i naszego szczescia.
Az ktos wlamal sie na jej poczte email , wyslal chamskie maile w jej imieniu do wykladowaców. Wiedzielismy ze to musi byc on. Była wsciekla wykorzystalem okazje i namowilem do dzialania, namowilem zebysmy spotkali sie z jego starymi - ma 25 lat ale nadal z nimi mieszka - zaczela ie wahac ale udalo sie wydobyc od niej telefon do jego matki. Porozmawiałem wyjaśniłem ze chcemy sie znia spotkac ze najlepeij gdy on takze byl. Zgodzila sie.
10 minut pozniej telefon od niego do mnie z zastrzezonego numeru - bluzgi i groźby pod moim adresem ze nie mam nachodzic jego starych, zarządalem żeby sie od niej odpierd...i zapomniy o calej sprawie, zgodzil sie.
Sprawe poczty rozwiazalem zadzwonilem do onetu ,dostarczylem potrzebne dokumenty zmienilismy haslo. Uspokoilo sie nareszcie mielismy siebie. Cieszylem sie tym ze jest jej ze mna dobrze ze jest szczesliwa. Padały z jej strony słowa jak ja jestem "wspaniały i świetny" facet i jak "żałuje że nie wzięła się za mnie dwa lata temu" setki smsów jak tęskni i czeka na najblizsze spotkanie. Pełen zachwyt.
Nie powiem zeby nie obylo sie bez zgrzytów. Ona studiuje dziennie i konczyla jeszcze jednoczesnie szkole policealna, ja pracuje i ucze sie wieczrowo wiec cierpielismy w tamtym okresie na brak czasu dla siebie. Mimo to ona miala wiecej czasu a to rozrywkowa dziewczyna, lubi imprezowac takze w ciagu tygodnia na co np mi nie pozwala praca.
Niby to rozumiala i cieszyla sie ze sie ucze i pracuje ze sobie radze ( wynajmuje mieszkanie itd itp) ale jednak przeszkadzalo jej to. Bywały tygodnie ze widzielismy sie tylko we weekend a tak poza tym tylko gg czy smsy.
Staralem sie jak moglem caly wolny czas poswiecalem jej , ulozylem nawet tak dojazdy (mieszkamy poza miastem) ze jechalismy w poniedzialki do Poznania razem zeby chco moment byc z soba.
Oboje czekalismy na dlugi weekend na poczatku maja jako na obietnice CAŁEGO tygodnia razem. Szczegolnie ze miala po tym wyjechac na 10 dniowe praktyki ze studiów na południe Polski.
Planowałem czas i...zachorowałem. Dostałem gorączki i infekcji górnych dróg oddechowych ( zatoki ,nos , gardło ) tak jak za dawnych złych lat. Starałem sie wylezec i wychorowac zeby choc pol tygodnia spedzic z nia a jednoczesnie wrocic do pracy zdrowy. Nie wyszlo nadal infekcja trzymala tylko goraczka spadla do 37,3 z 37,8.
Tu zaczalem zauwazac juz sytuacje ktore mnie dziwily-gdy wyszedlem na spacer wokol domu i napisalem jej o tym, byla....zła ze jej przez to smutno ze z nia sie nie spotykam. Ze ona bedac chora w Wielkanoc i tak spotkala sie ze mną.
To chyba byl poczatek naszych problemow. Wkoncu mimo ze choroba jak na zlosc trzymala chcialem sie z nia spotkac choc przed jej wyjazdem i tu "jak chcesz to mozemy spotkac sie dopiero po moim powrocie". Spotkalismy sie i "foch" jej minął.
Wyjechała ja w międzyczasie pojechalem na szkolenie dwu-dniowe z jej starym do W-wy. Jka probuje przeanalizowac ten okres zastanawiam sie czy gdzies tutaj nie popelnilem jakiegos "niewybaczalnego błedu". Czy nie dzwonilem/pisałem zbyt rzadko ? Czy za słabo wyrażałem uczucia/tesknotę ? Bardzo mozliwe.
Po powrocie z jej praktyk zaczelo sie sypac niby bylo wszystko w porzadku ale..Najpierw impreza w akademiku w czwartkwy wieczor - nie dotarlem bylem zbyt zmeczony praca ,laborkami a trzeba bylo o 7 wstac. W piatek niby nadal Rybko/Żabko ale czulem dystans z jej strony, "nie byles to sie nie dowiesz"- apropo tego co sie dzialo w czwartek, przelknalem. Piatek impreza przyszedlem wkoncu w weekend nie pracuje. Wszystko ok smieje sie tanczymy jestesmy blisko, idzie tanczyc juz sama z dziewczynami - mam dosc na ten moment , az chwila "nieuwagi" i "foch" na pytania czy cos sie stalo sciana milczenia jakby mnie nie bylo. Ja sie boje czy cos sie nie dzieje -wypila mogla zle sie poczuc i tak to w pierwszym momencie wygladalo a ona mnie totalnie olewa. Odwoże ja do domu.
Sobota - ona jaky nigdy nic imamy isc razem an juwenalia. Pytam czy w ogóle pamieta co sie stalo w piatek i czym soebie zasluzylem. Mam wątpliwości czy może kogos poznala kto wie? Wkoncu po bojach o strzepek inforamcji wieczorem na juwenaliach : "ze wszystko wychodzi z jej inicjatywy" sprecyzowala ze smsy itd itp. Wsciekly zrobilem pewnie blad mowiac z przekasem czy uwaza ze milosc to tylko smsy i słodkie słówka. Potem juz tylko gorzej nastepny dzien sciana milczenia, sytuacji nie ratuje nawet wspolnie przygotowany obiad,nastepnego dnia to samo rozklejam sie...
Mówie jak mnie rani swoim zachowaniem i ostanią oziębłością i zachowaniem względem mnie. Czy on w ogóle wie czego chce ? Ze kocham szczerze i oczekuje chociaz szczerosci z jej strony. A ona że własciwie to nie moja wina i że ona nie wie co czuje.......Słowa słowa kobiety płyną z waszych ust rzeką ale nic nie znaczą.
Pewnie po wpływem litości przytula mnie i caluje i mowi ze bedzie sie bardziej "starac".
Spotykam sie znowu ale wszystko jest podminowane. Na jakims spotakniu w czwartek wychodze z inicjatywa - wkoncu tak rzadko z nia wychodzę...- ze idziemy do akademika tak ja mialo to byc tydzien wczesniej potańczyć. Tak szczęślewej nie widziałem jej od tygodnia...I jest wszystk w porzadku bawimy sie, wkoncu jest okazja "nauczyc mnie tanczyc" ( zupelan noga ze mnie
)i jest super do momentu gdy ona nie rzuca jakiejs głupiej uwagi nie zwiazanej z niczym ja odpalam "jak chcesz to sie starasz" i koniec wieczoru. Jest jeszcze dlugowczesniej planowana impreza w sobote ale to ju praktycznie koniec czuje to. Zreszta w sobote robi cos co ostatecznie przekonuje mnie ze jej juz nie zalezy. Powiem tylko tyle ze nie sadzilem ze kobieta jest wstanie zrobic to facetowi ze to niby tylko na odwrot.
Poddaje sie ,zbuntowalem sie i poza poniedzialkiem rano gdy odwoze ja na zajecia i spotykam sie z nia i nie dzwonie. Wtorek po popoludniu wiadomosc na GG w stylu: "Widze ze zupelnie mnie olales ŻEGNAM !" NA tyle bylo ja stac.
Gdy emocje opadly slysze tylko gdy proboje zrozumiec gdzie zawinilem ze nie staralem sie jak kiedys i ze zalezy jej mnie jak na przyjacielu a nie mezczynie. Ze to było zauroczenie i ze mineło. Ze jestesmy zupelnie inni. Aha i czy moze zadac pytanie. Dlaczego nie dostala kwiatów od Dnia Kobiet...
Gdy pytam dlaczego nie potrafila "pomóc' mi czy dac do zrozumienia czego oczekuje ze nie chce mnie do niczego zmuszac -w domysle ze facet powinien byc taki jaki ona chce zeby byl nawet jesli takiego nie znajdzie....I ze w ogóle ma dosyc facetow i woli byc sama.
I tu pytanie szczegolnie do pań jak zawiniłem i pod jakim względem jestem upośledzony na wasze potrzeby?
A może jest tak jak myslalem napoczatku czyli zakochalem sie w niedojrzalym dzieciaku i sam jestem sobie winien ?
Czy wazniejsze dla was sa "spontaniczne" kwiaty i nonstop okazywane czułości i zainstresowanie od faktycznych starań ?
Zawsze stralem sie wychodzic jej na przeciw jej problemy byly moimi i rozwiazyanie ich dawalo mi wielka satyfakcje czy to byla brakujaca ksiazka do bibliografii czy kwestia załatwienia praktyki do szkoly policelanej czy cokolwiek przytoczonego wyzej. Byla pewna co do moich uczuc, choc na pewno nie powtarzalem tego codzienienie niczym mantry. Czy az tak wazne jest aby facet pisal x smsów dziennie i wyrazal tak ze mysii o Tobie czy ze mu zalezy ?
Nie rozumiem jak mozna zaczac zwiazek i tak po prostu z jednej skrajanosci w ocenie czlowieka przejsc w drugą ?
Zdziwiłbym sie czy więcej niż 5 osób dobrnie do końca tego opisu mojego rozczarowania. Zresztą mam duże watpliwosci czy na podstawie mojej subiektywnej oceny zwiazku bedziecie wstanie obiektywnie go ocenic...
Mimo to chce poznac wasze opinie.








-> jak mnie ktos wku$%^&!
jest dla nich autodestrukcyjna.
