Oj u mnie za małolata tez ostre przygody byly Wychowalem sie na osiedlu i mialem tam stala paczke wiec z chlopakami kombinowalismy jak sie dalo
Wrzucało sie petardy do kościoła podczas mszy.
Jeden z kolegow mieszkal na 4 pietrze , zawsze bralismy worki z wodą , pomidory , ziemniaki , jajka ugotowane na mięko i rzucalismy calymi dniami w ludzi. Pozniej byl niezly dym z tego , trzeba bylo przepraszac bo jakas kobieta dostala w glowe ziemniakiem i do szpitala ja zabrali. Jak byl mroz to gotowalismy jajko tak troszke aby sie delikatnie scielo i rzucalismy na szybe samochodow przednia. Jak to sie rozpryslo i mroz chwycil to ludzie mieli rano roboty na godzine.
W modzie tez bylo rzucanie sliwkami po oknach , balkonach ludzi i wydzwanianie po domofonach i rozne takie pierdoly "sprzedajemy ziemniaki , telewizory" zapytania "czy macie prad w domu" i takie tam pierdoly
Najlepsze jednak bylo to. To zdarzenie pamietam do dzisiaj. Jakos sie wyrwalismy z domu na noc do kolegi pod pretekstem grania na komputerze ( jeszcze wtedy na commodore64) i cos sie poklocilismy z jednym kolega. Jak poszedl spac to jeden z nas zrobil kupe w toalecie , wzial kawalek odchodow na patyk i wcisnal mu do nosa w czasie snu. Koles do dzisiaj nic o tym nie wie. Wtedy to myslalem ze sie posikam ze smiechu.
Teraz z perspektywy czasu to sie nie wydaje smieszne ale kiedys to nas bawilo

Bylo tych akcji jeszcze miliony ale nie sposob teraz po tylu latach przypomniec sobie wszystkiego. Jak cos przypomne sobie jeszcze to napisze
