Uniwerek Gdanski...niedlugo dojdzie do tego, ze zeby wyleciec bedzie nalezalo napisac podanie. Ehh
Ogolnie bezsprzecznie przyznaje, ze jestem kolejna durna pala, ktora poszla na filologie tylko i wylacznie z milosci do jezyka i minimalnym do tego, co powinnam soba reprezentowac, zainteresowaniem kultura danego panstwa ( w tym przypadku Rosja).
Pierwszy rok- banal , czulam, ze sie ucze, widzialam swoje postepy w poslugiwaniu sie jezykiem, wiec reszta interesowala mnie tylko na tyle, aby zaliczyc. A teraz? Zmienili sie wykladowcy jezyka, nie mam zadnego native speaker'a, a jedynie babke, ktora wymysla nowe slowka tylko dlatego, ze nie potrafi przyznac sie do niewiedzy, a o akcencie (w j.ros. bardzo waznym)juz nie wspomne... Po prostu 6cwiczen x 1,5h o historii rzepy, kapusty, burakow i ziemniaka to jak dla mnie lekka przesada. Zamiast uczyc sie gramatyki albo pograzac w nowej leksyce kaza mi wkuwac date,gdy to ziemniak trafil do Rosji...Chyba nie musze mowic nic wiecej

Tragedia, jedyna rzecz , ktora kochalam w tych studiach zmienila sie w koszmar. Podanie o zmiane wykladowcy zlozone, jest jeszcze nadzieja na uratowanie chociaz drugiego polrocza.
Ogolnie nie mam sie czym chwalic, ale niewiele robie. A sesja? Przetrwam staro-cerkiewno-slowianski i juz sie mnie stamtad nie pozbeda. <boks>
Zaczelam-skoncze, chocbym miala flaki wypruc;]
S.