Postautor: Ted Bundy » 13 lis 2006, 23:13
o wszystkim i o niczym....
19-latek próbował popełnić samobójstwo, skacząc z 9 piętra. Przeżył. Złamał rękę i bark. Prawdopodobną przyczyną desperackiego kroku był zawód miłosny. (Zielona Góra).
Zaciekawiły mnie dwa komentarze nt tej tragedii:
"Przecież to jasne że nie ma miłości, są tylko złudne nadzieje i po prostu głupota. Wystarczy poczytać wyniki badań, w momencie kiedy uznajemy ze "odczuwamy miłość" tak naprawdę podnosi się poziom fenyloetyloaminy w organizmie (co jest bardzo podobne z chemicznego pkt widzenia do zazycia amfetaminy lub extasy, sa z tej samej grupy stymulantow) czyli de fakto obniza sie zdolnosc racjonalnego myslenia. A konczy sie zawsze tak samo - ktos odczuwa ból."
"Myślę, że ciężko młodemu mężczyźnie sprostać oczekiwaniom kobiet, chcą mieć mężą w kuchni, przy dziecku, przy sprzątaniu, w nocy i na dyskotecie. Nic dziwnego ale i potrzebują wiele pieniędzy a ciężko jest temu sprostać - jak więcej zarabiają to dłużej przebywają w pracy.Myślę że dziewczyny są coraz wstrętniejsze czego nie mogę pojąć."
Różne bywają ludzkie osobowości. Są spokojni, ułożeni, normalni i zrównoważeni, są cholerycy i furiaci. Typów jest wiele. Jednocześnie w tej spokojnej i zrównoważonej osobowości, pod wpływem wielkiego wstrząsu psychicznego coś może pęknąć.Coś może się przestawić. Zmienić, niekiedy o 180 stopni, diametralnie. Pod spokojnym, zrównoważonym charakterem może się kryć również ukryta bomba zegarowa, tykająca, czekająca na właściwy moment, by eksplodować. Tą eksplozją może być właśnie wielki psychiczny wstrząs, różnego rodzaju, różnego typu. Niektórzy potrzebują czasu, by odetchnąć, niektórzy zaczynają zalewać swoje smutki, nieliczni robią rzeczy przerażające - targają się na swe życie,albo zabijają. Jak Theodore Robert Bundy, seryjny morderca. Gdy jedyna osoba, którą naprawdę kochał zostawiła go, nigdy nie doszedł do siebie. Kto wie, czy gdyby to wydarzenie nigdy nie nastąpiło, a on tworzyłby udany związek, nigdy by nie wszedł na krwawą drogę i nie skończył usmażony na krześle elektrycznym? Jak wspomniałem - różne bywają ludzkie osobowości....Czasami kropla przepełnia czarę, iskra wpada do prochowni, wszystko wybucha, zostaje zniszczone, zmasakrowane, rozbite na kawałeczki. Przeżywanie takich wydarzeń jest ściśle związane z konstrukcją psychiczną każdego przypadku,każdego dotkniętego i zranionego człowieka. Człek prosty, prymitywny,nieskomplikowany i niezdolny do głębszego przeżywania i refleksji przejdzie nad tym naczęściej do porządku dziennego. Po takich to spływa jak woda po kaczce. Czasami niezdolność do refleksji, do sporzenia w głąb siebie i analizowania po dziesiątki razy dotychczasowych porażek czy problemów jest błogosławieństwem. Bo to wykańcza. Niszczy wewnętrznie.Wyżera, jak rak... Ryje psychę i burzy samoocenę.To ostateczny test twardości i charakteru. Niektórzy wychodzą zwycięsko, innych "rozdziobią krucy". Co nie zabije, to wzmocni, nieprawdaż? Ale czasami tak zmasakruje,że trudno się pozbierać. Czasami to niemożliwe.
Jestem facetem i piszę z pozycji faceta. Bronię tezy, że faceci w dzisiejszych czasach mają dużo więcej klasy niż niektóre z kobiet, na które oni mają nieszczęście trafiać. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Źle szukają, źle trafiają? Sami nie wiedzą, czego chcą? Trudna sprawa,swoją drogą. Znam wielu - takich, co znajdują przyjemność w zachowywaniu się jak quasi-męska prostytuka i całkiem normalnych. Dobrych. Poukładanych. Ciekawych. DOBRYCH Z CHARAKTERU. Po prostu dobrych ludzi. Takich, którzy swej partnerce przychylili by nieba, gdyby dostali taką szansę. Którzy by jej nie oszukali, nie zdradzili, nie zostawili i nie olali. Perspektywicznych. Ludzi z charakterem, nie dających sobie w kaszę dmuchać. Niektórzy bardziej nieśmiali, niektórzy mniej, niektórzy wcale. Przekrój jest dosyć szeroki. Ale są sami. Ciekawy paradoks.
NIGDY:
-nie uwierzę w to,że można być za dobrym,mając trochę oleju w głowie, nie "zagłaskując kota na śmierć". Że to ma być argument, który jest kluczowy, gdy dochodzi do potencjalnego rozstania
-nie uwierzę w to,że normalną i rozsądną kobietę ma pociagać wypaczona adrenalina, ten osławiony "bad boy", związek, który przypomina jazdę rollercoasterem zamiast obustronnego zaufania, ciepła, miłości i zdrowej, "małej stabilizacji"
-nie uwierzę we wrodzoną wredność, wykręcony do granic przesady cynizm i skrajne skur.wysyństwo, polegające na robieniu sobie numerów na boku i robieniu wała z drugiej osoby. Tej osoby, która ma (miała?) być dla nas najważniejsza. Dla której byłbyś w stanie zginąć,dla której byłbyś w stanie zabić.
Bo gdybym miał uwierzyć, chyba jednak wolałbym zakończyć własnoręcznie byt tej struktury molekularno-białkowej, która przybrała na tym padole postać mej skromnej osoby. Bo to wszystko naprawdę nie miałoby za grosz sensu. Byłoby popieprzone na samym początku,nie mając racji bytu...