(prawie) brak seksu z partnerką - raczej do Pań
: 23 lip 2006, 02:57
Witam,
Od troche ponad pół roku jestem z kobietą. Dotąd wszystko było lepiej niż ok, pomieszkujemy razem, nie nudzi nam sie, spędzamy razem prawie 24h - jednym słowem oby tak dalej. Jednak z seksem słabo - na początku dużo czasu spędzalismy na pieszczotach i zabawach, oboje mieliśmy na to czas i ochotę, ale nie kochaliśmy się. Parę razy już już prawie i ... klapa z mojej winy - cośtam kręciłem aż w końcu sie zebrałem i za którymś razem powiedziałem jej, że nie mam w tym doświadczenia, a może raczej nie mam pozytywnych doświadczeń, negatywnych - przeciwnie - nie brak od kilku lat..
W końcu się udało, no ale jak było to można się domyślić - wiadomo - słabizna, doszedłem chyba w minute. Drugi raz po jakimś czasie był nie lepszy, w ogóle nie doszedłem tylko w pewnym momencie wszystko mi zaczęło opadać (w trakcie...!) - ręce już tym razem też. Trzeci raz nieznacznie lepiej. Obecnie ustaliliśmy z kobietą, ze pora na tabletki, że gumki to za dużo zamieszania, zniechecają itd, zwłaszcza, że nie bardzo mogę ich używać. Jakoś się nam wizyta u gin rozmywa w czasie, nie naciskam na Nią, ale czasem dopytuje kiedy pójdziemy - za każdym razem słyszę, że albo najbliższy termin wolny jest za miesiąc albo że właśnie "jutro" ma dzwonić.. Sam czuję, że już prawie nie mam ochoty na seks, nie mam ochoty nawet na oral - zaczynam odnosić wrażenie ze ona też nie ma jakiegoś wielkiego ciśnienia na koziołkowanie. Przeżyłem już kilka zaskakująco długich związków zupełnie bez seksu, ale odkąd pierwszy raz tego zasmakowałem, czuję że to conajmniej dziwne żeby ludzie byli ze sobą a nie mogli sobie poruszać biodrami w tę i we w tę - i z jednej strony chciałbym żeby dopełnieniem zdrowej relacji był seks, ale z drugiej nie mam już ochoty.
I tak wreszcie dotarłem do meritum sprawy: na ile kobietom może przeszkadzać taki stan rzeczy? czy może się to stać powodem konfliktu , w przypadku kiedy ona swój pierwszy raz ma już daaawno za sobą.. i wiem, że każdy jej związek został skonsumowany. Jestem realistą i wiem, że nie stanę się z dnia na dzień kochankiem jej marzeń, ale na początek chciałbym stać się nim w ogole. Czy odwlekanie wizyty u gin mam poczytać za objaw zniechęcenia z jej strony?
W osobnym wątku poruszyłem jakiś czas temu temat gumek - otóż mam najprawdopodobniej mały defekt, który uniemożliwia mi ich użycie, zastanawiam się nad operacją ale w moim zastanawianiu jest raczej więcej stylu "olaboga!" niż "no dobra - jedziemy z tym koksem" i tak tkwie. Ona twierdzi, że też gumek nie lubi a odkąd wie o moim problemie wręcz broni się przed ich użyciem, kiedy sporadycznie wpadne na ten samobójczy pomysł - ja jednak mam wrażenie, że to dlatego, że chce uniknąc kolejnego rozczarowania - zarówno jej jak i mojego.
Pozdrawiam
Od troche ponad pół roku jestem z kobietą. Dotąd wszystko było lepiej niż ok, pomieszkujemy razem, nie nudzi nam sie, spędzamy razem prawie 24h - jednym słowem oby tak dalej. Jednak z seksem słabo - na początku dużo czasu spędzalismy na pieszczotach i zabawach, oboje mieliśmy na to czas i ochotę, ale nie kochaliśmy się. Parę razy już już prawie i ... klapa z mojej winy - cośtam kręciłem aż w końcu sie zebrałem i za którymś razem powiedziałem jej, że nie mam w tym doświadczenia, a może raczej nie mam pozytywnych doświadczeń, negatywnych - przeciwnie - nie brak od kilku lat..
W końcu się udało, no ale jak było to można się domyślić - wiadomo - słabizna, doszedłem chyba w minute. Drugi raz po jakimś czasie był nie lepszy, w ogóle nie doszedłem tylko w pewnym momencie wszystko mi zaczęło opadać (w trakcie...!) - ręce już tym razem też. Trzeci raz nieznacznie lepiej. Obecnie ustaliliśmy z kobietą, ze pora na tabletki, że gumki to za dużo zamieszania, zniechecają itd, zwłaszcza, że nie bardzo mogę ich używać. Jakoś się nam wizyta u gin rozmywa w czasie, nie naciskam na Nią, ale czasem dopytuje kiedy pójdziemy - za każdym razem słyszę, że albo najbliższy termin wolny jest za miesiąc albo że właśnie "jutro" ma dzwonić.. Sam czuję, że już prawie nie mam ochoty na seks, nie mam ochoty nawet na oral - zaczynam odnosić wrażenie ze ona też nie ma jakiegoś wielkiego ciśnienia na koziołkowanie. Przeżyłem już kilka zaskakująco długich związków zupełnie bez seksu, ale odkąd pierwszy raz tego zasmakowałem, czuję że to conajmniej dziwne żeby ludzie byli ze sobą a nie mogli sobie poruszać biodrami w tę i we w tę - i z jednej strony chciałbym żeby dopełnieniem zdrowej relacji był seks, ale z drugiej nie mam już ochoty.
I tak wreszcie dotarłem do meritum sprawy: na ile kobietom może przeszkadzać taki stan rzeczy? czy może się to stać powodem konfliktu , w przypadku kiedy ona swój pierwszy raz ma już daaawno za sobą.. i wiem, że każdy jej związek został skonsumowany. Jestem realistą i wiem, że nie stanę się z dnia na dzień kochankiem jej marzeń, ale na początek chciałbym stać się nim w ogole. Czy odwlekanie wizyty u gin mam poczytać za objaw zniechęcenia z jej strony?
W osobnym wątku poruszyłem jakiś czas temu temat gumek - otóż mam najprawdopodobniej mały defekt, który uniemożliwia mi ich użycie, zastanawiam się nad operacją ale w moim zastanawianiu jest raczej więcej stylu "olaboga!" niż "no dobra - jedziemy z tym koksem" i tak tkwie. Ona twierdzi, że też gumek nie lubi a odkąd wie o moim problemie wręcz broni się przed ich użyciem, kiedy sporadycznie wpadne na ten samobójczy pomysł - ja jednak mam wrażenie, że to dlatego, że chce uniknąc kolejnego rozczarowania - zarówno jej jak i mojego.
Pozdrawiam
Chcę to zobaczyć <boje_sie>