Katarzyna Szumlewicz "Ograniczenia Cosmorozkoszy"
Moderator: modTeam
Katarzyna Szumlewicz "Ograniczenia Cosmorozkoszy"
Cosmopolitan jest pismem z tzw. „górnej półki”, przeznaczonym dla młodych, heteroseksualnych kobiet o hedonistycznym podejściu do życia. Jego główny temat – poza „życiowymi radami”, plotkami, a także reklamami kosmetyków, ubrań i innych dóbr konsumpcyjnych - to przede wszystkim seks. Ma ono bardzo otwarte podejście do tej dziedziny kobiecego życia, o czym świadczą chociażby zamieszczane w nim dość często fotografie atrakcyjnych, półnagich mężczyzn. Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, iż lansuje ono takie podejście do płci przeciwnej, jakie wykazują „męskie” pisma w stosunku do kobiet. Modele ze zdjęć w Cosmopolitan nie są uprzedmiotowieni czy zredukowani do funkcji seksualnej w stopniu porównywalnym do tego, co dzieje się z kobietami na łamach periodyków dla panów. Pismo fetyszyzuje natomiast… żeńskie ciała, mające stanowić wzór dla czytelniczek.
Strategię tę stosuje cała prasa kobieca. Tym, co wyróżnia Cosmopolitan na jej tle, jest pozostawienie kobietom relatywnie większego pola aktywnych poszukiwań własnej przyjemności seksualnej. Warto to docenić, nawet jeśli język, jakim o niej mówi, poraża infantylizmem.
Seks w stylu Cosmo
Oto kilka próbek. Partnerzy zwykle myślą w trakcie współżycia „łał, ale fajnie”, czasem jednak bywa im „super-hiper-odlotowo” (styczeń 2005). By częściej zdarzało się to drugie, trzeba „zamieszać trochę w laboratorium miłości – dolać nieco żądzy, dosypać garść nowych technik, wrzucić kilka pikantnych pozycji i podkręcić na maksa pożądanie” (maj 2005). Przed latem można przeczytać o „zaletach romansu z poznanym na wakacjach przystojniakiem”. Są to „Buzująca adrenalina, stuprocentowa frajda i zero zaangażowania” (czerwiec 2005). W październiku czytelniczki uczą się „cosmosutry”, zaś w listopadzie pismo ogłasza „Dzień Gry Wstępnej”. W grudniu z kolei namawia: „Zamiast zwalać wszystko na pecha (albo brak umiejętności kochanka) weź swą rozkosz we własne ręce i oswój orgazm tak, by łasił się do ciebie za każdym razem, gdy tego zechcesz”. W tym samym numerze kusi: „Mamy dla ciebie pięć zupełnie nowych łóżkowych wyzwań. Są tak gorące, że będziesz potrzebować kuchennej rękawicy do trzymania Cosmo”.
Przy czym trzeba uczciwie stwierdzić, że pismo udziela porad, które obiecuje. Co prawda, niemiłosiernie się powtarza, ale trudno wymagać odeń wymyślania wciąż nowych pozycji seksualnych czy metod inicjowania współżycia. Ponadto eksploruje obszary kobiecych doświadczeń, związanych z erotyką. Znajdują się w nim więc artykuły na temat striptizerek, utrzymanek biznesmenów, narkotyków dodawanych do drinków oraz dzieci spłodzonych z gwałtu. Cosmopolitan nie przeklina kobiet umawiających się na szybki seks przez Internet ani takich, które biorą udział w orgiach. Wbrew pozorom, pismo nie propaguje jednak poligamii, a jedynie ją dopuszcza. Gdyby nie było w nim miejsca na monogamiczne związki, czy tak często posługiwałoby się określeniem „ten jedyny” lub dawało rady, jak sprawić, by ostygłe pożycie długoletniej pary znowu nabrało rumieńców?
Wielkim przemilczeniem jest natomiast kwestia dzieci. W dwunastu analizowanych numerach z ostatniego roku znalazły się tylko dwa artykuły na temat ich posiadania i nie przypadkiem jeden z nich dotyczył późnych ciąż. Generalnie, dzieci nie mają wstępu do świata Cosmopolitan, zamieszkiwanego wyłącznie przez dorosłe kobiety i dorosłych mężczyzn. Na pozór, ich życie toczy się w rozmaitych sferach; istnieją problemy w pracy, koleżanki i koledzy, rodzice, a także – bardzo rzadko wspominane – osobiste zainteresowania. To wszystko jednak znajduje się gdzieś w tle i zostaje z niego wydobyte niemal wyłącznie wtedy, kiedy wiąże się z najważniejszą dziedziną ludzkiej egzystencji: seksem i wszystkim, co do niego prowadzi. Pora się zastanowić, kto w tak szeroko nakreślonym uniwersum erotycznym odgrywa jaką rolę. Kim jest „facet”, a kim „cosmodziewczyna”? Jakie panują pomiędzy nimi relacje?
Pies Pawłowa i potulna treserka
Często sygnalizowany w Cosmopolitan komunikat brzmi, że to samodzielna, pewna siebie kobieta „poluje” na mężczyznę, który ma jej dostarczyć maksimum erotycznej satysfakcji. Można jednak zapytać, na czyich zasadach się to odbywa? Zacznijmy od fundamentalnej kwestii podrywu. Jak radzi pismo „Nigdy (…) nie krzycz w barze ‘tutaj jestem, piękny’. Postaraj się raczej, aby miał wrażenie, że sam wypatrzył cię w tłumie. Musisz mu tylko ułatwić zadanie stając na linii jego wzroku, tak by zauważył wysyłane przez ciebie sygnały” (luty 2005). Zaiste, aktywny sposób polowania… Aby zrobić wrażenie osoby zdecydowanej i niezależnej, której „już same (…) ruchy przyciągają spojrzenia”, pismo sugeruje: „Zastosuj metodę naszych prababek: pierś do przodu, ramiona ściągnąć, broda lekko do góry, brzuch wciągnięty. Potem wyobraź sobie, że idziesz po wąskiej ścieżce (stawianie jednej stopy przed drugą owocuje kuszącym kołysaniem bioder) i… w drogę” (marzec 2005). Jak widać, trzeba się nieźle spiąć, aby uchodzić za rozluźnioną! Na cóż jednak rozważania, kiedy upatrzona ofiara połknęła wreszcie haczyk? Trzeba brać się do roboty, czyli „do łóżka, gotowi, start” (czerwiec 2005).
Także tutaj nie można się jednak zdać całkowicie na żywioł. Wprawdzie „facet to najlepsza maszynka do produkcji… rozkoszy” (styczeń 2005), ale maszynka działająca tylko po spełnieniu określonych warunków i naciśnięciu stosownych guziczków. Kompletną instrukcję obsługi zna oczywiście wyłącznie Cosmopolitan. W tym samym numerze radzi ono „zastosuj metodę Pawłowa”, którą opisuje następująco. „Wygląda na to, że faceci naprawdę są jak psy: zrobią dla ciebie wszystko, jeśli tylko dostaną za to nagrodę. To tak zwane ‘pozytywne wzmocnienie’ – mężczyźni reagują na miłe połechtanie ich ego. Więc rozpłyń się w pochwałach, gdy on przygotuje romantyczną kolację albo postanowi doprowadzić ciebie pierwszą do orgazmu, a zanotuje to sobie w pamięci jako coś, co powinien robić dużo częściej”. Także w innych sytuacjach mężczyzna reaguje zdaniem pisma jak automat, warto zatem poznać uruchamiające go bodźce. Zostają one ujawnione w tekście zatytułowanym „Skanujemy męski mózg” (wrzesień 2005), skąd czytelniczki dowiadują się, jak „warunkować” dziecięco prostodusznych facetów, by udało się od nich uzyskać maksimum przyjemności.
Uwaga jednak! Lekceważące uwagi na temat mechanizmów męskiego postępowania nie oznaczają, iż można próbować je zmieniać! Gdy się chce coś osiągnąć, o wiele łatwiej dokonać tego za pomocą forteli i trików, jakich facet nigdy nie dostrzeże. Zaliczają się do nich przede wszystkim manipulacje polegające na tym, że swoje życzenia przedstawia się sprytnie jako jego własne. Co w seksie, mającym na celu obustronną rozkosz, nie stanowi nic zdrożnego, w życiu codziennym sprowadza się do starej, patriarchalnej ideologii głowy i szyi. Szyja myśli, że steruje głową, podczas gdy tak naprawdę jest jej podporządkowana. Zarówno podstępy tak zwiedzionej kobiety, jak i nawet samo jej przeświadczenie o wrodzonej ograniczoności mężczyzny, utrwalają tylko jego dominację. Niestety, duża część rad zamieszczonych w Cosmopolitan, wbrew deklaracjom o promowaniu kobiecej inicjatywy, nawiązuje do tego rozpowszechnionego sposobu myślenia.
Dominacja? Nie, natura!
Sprzyja mu przyjęcie takiej wizji niezmiennej męskiej natury, do której „przypadkiem” zaliczają się potrzeba władzy, brak empatii oraz pragnienia poligamiczne - czyli cechy, jakie w rzeczywistości równie dobrze spotkać można u kobiet, zwłaszcza tych o wysokim prestiżu społecznym. Cosmopolitan obstaje jednak przy tym, że u mężczyzn są one wrodzone. Jak pisze, „Mężczyzna to urodzony zdobywca i dlatego tak bardzo go podnieca, gdy pozwalasz mu przejąć kontrolę” (marzec 2005), co ilustruje wypowiedź dwudziestokilkulatka, iż w takiej sytuacji „czuję, jakbym był królem świata, a ona moją nagrodą” (tamże). Bardziej altruistycznych uczuć facet nie musi żywić, albowiem „Zestaw pod nazwą ‘męska natura’ nie zawiera w sobie opcji opiekowania się drugą osobą” (czerwiec 2005). Co nie znaczy, że nie może się nią, a dokładnie nimi, interesować… erotycznie. Jak można przeczytać w numerze z maja 2005, „Idziecie ulicą, mija was klon Salmy Hayek, a oczy twojego chłopaka natychmiast wędrują za nim. Kto winien? Biologia! Mężczyźni są wzrokowcami zaprogramowanymi na odbieranie bodźców wizualnych (…). Jest jak lew, który – nawet najedzony – zawsze obejrzy się za zebrą”.
Ewentualne próby zmiany „męskiej natury” kwitowane są stwierdzeniami w stylu „Pamiętaj, facet jest tylko facetem. I nie możesz mieć mu tego za złe!” (czerwiec 2005), czy „Każdy facet od czasu do czasu potrzebuje zachowywać się jak… facet. Pozwól mu na to, a będzie twój!” (tamże). Zważywszy, że ostatni komentarz dotyczy wtaczania się pijanego partnera do domu po hucznym wieczorze kawalerskim, podczas którego najprawdopodobniej doszło do zdrady, można zasadnie zadawać pytanie - czy jest to dostateczna nagroda? Cosmopolitan nie ma co do tego wątpliwości. Niezależnie od wszystkiego, facet jest bowiem tym, „co Cosmodziewczyna lubi najbardziej na świecie” (styczeń 2005). Tym bardziej, że może on jednak okazać się czuły, nie oglądać się demonstracyjnie za innymi i nawet lubić, gdy to partnerka przejmuje kontrolę nad seksem. Stanowi to wynik skutecznego przechytrzenia (ale nigdy zmiany!) jego zdobywczej, egoistycznej natury, która ma tę zaletę, że pcha go w jej stronę. Celem kobiety jest podtrzymać i rozbudzić jego zainteresowanie.
Wszystkie drogi prowadzą przez rynek
Rzecz jasna, najlepsze metody osiągnięcia tego celu zna wyłącznie Cosmopolitan. Priorytetem jest oczywiście olśniewający wygląd, który pomaga ono uzyskać za pomocą mnóstwa praktycznych rad. Ponadto liczne reklamy odsyłają czytelniczkę do szerokiej gamy produktów przemysłu upiększającego. Poza jawnymi reklamami, znajduje się w nim mnóstwo materiałów będących kryptoreklamą. Są nią między innymi same okładki pisma. Młode kobiety prezentują na nich ideał seksownego wyglądu, jaki udało im się osiągnąć dzięki użyciu kosmetyków i ubrań firm wymienionych na drugiej stronie. W Cosmopolitan roi się także od rozsianych po tekstach nazw różnych produktów. Jest to zrobione w ten sposób, że niejako zrastają się one z poruszaną problematyką, która ma przestać być wyobrażalna bez nich.
Dobrze ilustruje to tekst z września 2005, zatytułowany „Zostań mistrzynią flirtu”. Mowa w nim o tym, jak wysyłać subtelne, niewerbalne sygnały zainteresowania w stronę mężczyzn. Oto przykład: „Oczaruj go spojrzeniem. Patrz mu w oczy nie przez dwie, trzy, lecz przez pięć sekund! Będzie to dla niego znak, że naprawdę go pożądasz (…). Rolę magnesu spełnią powieki połyskujące metalicznie w kolorze szampana, srebra, złota, miedzi albo fioletu. Wypróbuj trzy barwy płynnych cieni Chanel”. Inne sposoby przyciągnięcia zainteresowania wymagają kolejnych kosmetyków: „Lekko przechyl głowę na bok. Taki gest jest jak nieśmiała, lecz fascynująca propozycja i pytanie ‘skusisz się?’. Spryskaj włosy preparatem nabłyszczającym l’Oreal”. Cosmopolitan prezentuje wymienione produkty jako niezbędne składniki pewnych skutecznych strategii osiągania erotycznych celów.
Co ciekawe, w skład zachwalanych towarów wchodzi… samo pismo. Na przykład, wśród wymienianych przez nie „Kobiecych sekretów, które on chce poznać”, znajduje się nie co innego, tylko „najnowsze Cosmo” (marzec 2005). Nic też nie rozgrzeje równie mocno współżycia pary niż jego styczniowy numer. Należy rozłożyć go w sypialni na stronie z pozycjami seksualnymi, tak by mężczyzna mógł wybrać z nich swoje ulubione. Cosmopolitan stanowi również idealny prezent na Gwiazdkę, no i oczywiście niezbędny składnik wizerunku nowoczesnej, bezpruderyjnej dziewczyny. Wszystko to świadczy o rzeczy pozornie oczywistej: że pismo odsyła do kapitalistycznego rynku, którego stanowi składnik.
Dwoiste przesłanie
Wiąże się z tym jednak dwuznaczność wysyłanego przez nie komunikatu. Jako rywalizujący na tym rynku indywidualistyczny podmiot czytelniczka ma być pewna siebie i przebojowa. Trudno jednak taką być osobie pogrążonej w permanentnym stresie, czy udało się sprostać wyśrubowanym normom atrakcyjności. Pismo wciąż podsyca kompleksy i niepewność adresatek, nawet jeśli czasem puszcza do nich oko twierdząc, że nie warto się przejmować drobnymi niedoskonałościami urody lub że wręcz należy uczynić z nich atut. Nie podważa to jednak podstawowej zasady, iż to wygląd ma stanowić podstawę nie tylko realizacji erotycznych zamierzeń, ale wszelkiej życiowej samooceny kobiety. Jak łatwo się domyślić, mężczyzna zajmuje w tym uniwersum diametralnie odmienną pozycję. Po pierwsze, zainteresowanie kobiet nie determinuje jego wartości; po drugie, może je wzbudzić na rozmaite sposoby, nie wyłącznie urodą. Erotyzm obojga jest uwikłany w konsumpcję, lecz odmiennego typu. Podczas gdy ona ma konsumować przede wszystkim dla niego i dopiero na drugim miejscu dla siebie, on ma to robić przede wszystkim dla siebie i dopiero na drugim miejscu dla niej.
Skąd się bierze ta nierówność płciowa w piśmie prawie całkiem wyzbytym resztek tradycyjnego myślenia? Nie ceniącym świąt, domowego ogniska, macierzyńskiego powołania ani wymogów żeńskiej skromności? Oczywiście, można argumentować, że jednak z tradycji, o czym dobitnie świadczy fakt, iż w zachodnich wersjach Cosmopolitan brak zacytowanej wcześniej anatemy względem aktywnego inicjowania flirtów przez kobietę. Z drugiej strony, trudno wyobrazić sobie nawet w kompletnie świeckim kapitalizmie lepszych konsumentów aniżeli osoby, których najważniejszym celem życiowym jest stać się atrakcyjnym towarem dla mężczyzn. Żeński erotyzm, wyzwolony z idiotyzmu życia kury domowej, został obecnie zaprzęgnięty do napędzania zysków przemysłu upiększającego. Zamiast głosić potrzebę powrotu do czasów króla Ćwieczka lub postulować inne sposoby wylania dziecka z neoliberalną kąpielą, warto zastanowić się, co w tej sytuacji pomaga, a co szkodzi samym kobietom. Swoboda seksualna to wielki skarb. Tym cenniejszy, im mniej ma wspólnego z dominacją mężczyzn i kapitalistycznego rynku.
Katarzyna Szumlewicz
Tekst oparty na treści wystąpienia podczas konferencji "Świat (z) kolorowych czasopism", jaka odbyła się 9 grudnia 2005 roku na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Ukaże się (z drobnymi zmianami) w zeszycie "Karawany Kontrkultury".
Strategię tę stosuje cała prasa kobieca. Tym, co wyróżnia Cosmopolitan na jej tle, jest pozostawienie kobietom relatywnie większego pola aktywnych poszukiwań własnej przyjemności seksualnej. Warto to docenić, nawet jeśli język, jakim o niej mówi, poraża infantylizmem.
Seks w stylu Cosmo
Oto kilka próbek. Partnerzy zwykle myślą w trakcie współżycia „łał, ale fajnie”, czasem jednak bywa im „super-hiper-odlotowo” (styczeń 2005). By częściej zdarzało się to drugie, trzeba „zamieszać trochę w laboratorium miłości – dolać nieco żądzy, dosypać garść nowych technik, wrzucić kilka pikantnych pozycji i podkręcić na maksa pożądanie” (maj 2005). Przed latem można przeczytać o „zaletach romansu z poznanym na wakacjach przystojniakiem”. Są to „Buzująca adrenalina, stuprocentowa frajda i zero zaangażowania” (czerwiec 2005). W październiku czytelniczki uczą się „cosmosutry”, zaś w listopadzie pismo ogłasza „Dzień Gry Wstępnej”. W grudniu z kolei namawia: „Zamiast zwalać wszystko na pecha (albo brak umiejętności kochanka) weź swą rozkosz we własne ręce i oswój orgazm tak, by łasił się do ciebie za każdym razem, gdy tego zechcesz”. W tym samym numerze kusi: „Mamy dla ciebie pięć zupełnie nowych łóżkowych wyzwań. Są tak gorące, że będziesz potrzebować kuchennej rękawicy do trzymania Cosmo”.
Przy czym trzeba uczciwie stwierdzić, że pismo udziela porad, które obiecuje. Co prawda, niemiłosiernie się powtarza, ale trudno wymagać odeń wymyślania wciąż nowych pozycji seksualnych czy metod inicjowania współżycia. Ponadto eksploruje obszary kobiecych doświadczeń, związanych z erotyką. Znajdują się w nim więc artykuły na temat striptizerek, utrzymanek biznesmenów, narkotyków dodawanych do drinków oraz dzieci spłodzonych z gwałtu. Cosmopolitan nie przeklina kobiet umawiających się na szybki seks przez Internet ani takich, które biorą udział w orgiach. Wbrew pozorom, pismo nie propaguje jednak poligamii, a jedynie ją dopuszcza. Gdyby nie było w nim miejsca na monogamiczne związki, czy tak często posługiwałoby się określeniem „ten jedyny” lub dawało rady, jak sprawić, by ostygłe pożycie długoletniej pary znowu nabrało rumieńców?
Wielkim przemilczeniem jest natomiast kwestia dzieci. W dwunastu analizowanych numerach z ostatniego roku znalazły się tylko dwa artykuły na temat ich posiadania i nie przypadkiem jeden z nich dotyczył późnych ciąż. Generalnie, dzieci nie mają wstępu do świata Cosmopolitan, zamieszkiwanego wyłącznie przez dorosłe kobiety i dorosłych mężczyzn. Na pozór, ich życie toczy się w rozmaitych sferach; istnieją problemy w pracy, koleżanki i koledzy, rodzice, a także – bardzo rzadko wspominane – osobiste zainteresowania. To wszystko jednak znajduje się gdzieś w tle i zostaje z niego wydobyte niemal wyłącznie wtedy, kiedy wiąże się z najważniejszą dziedziną ludzkiej egzystencji: seksem i wszystkim, co do niego prowadzi. Pora się zastanowić, kto w tak szeroko nakreślonym uniwersum erotycznym odgrywa jaką rolę. Kim jest „facet”, a kim „cosmodziewczyna”? Jakie panują pomiędzy nimi relacje?
Pies Pawłowa i potulna treserka
Często sygnalizowany w Cosmopolitan komunikat brzmi, że to samodzielna, pewna siebie kobieta „poluje” na mężczyznę, który ma jej dostarczyć maksimum erotycznej satysfakcji. Można jednak zapytać, na czyich zasadach się to odbywa? Zacznijmy od fundamentalnej kwestii podrywu. Jak radzi pismo „Nigdy (…) nie krzycz w barze ‘tutaj jestem, piękny’. Postaraj się raczej, aby miał wrażenie, że sam wypatrzył cię w tłumie. Musisz mu tylko ułatwić zadanie stając na linii jego wzroku, tak by zauważył wysyłane przez ciebie sygnały” (luty 2005). Zaiste, aktywny sposób polowania… Aby zrobić wrażenie osoby zdecydowanej i niezależnej, której „już same (…) ruchy przyciągają spojrzenia”, pismo sugeruje: „Zastosuj metodę naszych prababek: pierś do przodu, ramiona ściągnąć, broda lekko do góry, brzuch wciągnięty. Potem wyobraź sobie, że idziesz po wąskiej ścieżce (stawianie jednej stopy przed drugą owocuje kuszącym kołysaniem bioder) i… w drogę” (marzec 2005). Jak widać, trzeba się nieźle spiąć, aby uchodzić za rozluźnioną! Na cóż jednak rozważania, kiedy upatrzona ofiara połknęła wreszcie haczyk? Trzeba brać się do roboty, czyli „do łóżka, gotowi, start” (czerwiec 2005).
Także tutaj nie można się jednak zdać całkowicie na żywioł. Wprawdzie „facet to najlepsza maszynka do produkcji… rozkoszy” (styczeń 2005), ale maszynka działająca tylko po spełnieniu określonych warunków i naciśnięciu stosownych guziczków. Kompletną instrukcję obsługi zna oczywiście wyłącznie Cosmopolitan. W tym samym numerze radzi ono „zastosuj metodę Pawłowa”, którą opisuje następująco. „Wygląda na to, że faceci naprawdę są jak psy: zrobią dla ciebie wszystko, jeśli tylko dostaną za to nagrodę. To tak zwane ‘pozytywne wzmocnienie’ – mężczyźni reagują na miłe połechtanie ich ego. Więc rozpłyń się w pochwałach, gdy on przygotuje romantyczną kolację albo postanowi doprowadzić ciebie pierwszą do orgazmu, a zanotuje to sobie w pamięci jako coś, co powinien robić dużo częściej”. Także w innych sytuacjach mężczyzna reaguje zdaniem pisma jak automat, warto zatem poznać uruchamiające go bodźce. Zostają one ujawnione w tekście zatytułowanym „Skanujemy męski mózg” (wrzesień 2005), skąd czytelniczki dowiadują się, jak „warunkować” dziecięco prostodusznych facetów, by udało się od nich uzyskać maksimum przyjemności.
Uwaga jednak! Lekceważące uwagi na temat mechanizmów męskiego postępowania nie oznaczają, iż można próbować je zmieniać! Gdy się chce coś osiągnąć, o wiele łatwiej dokonać tego za pomocą forteli i trików, jakich facet nigdy nie dostrzeże. Zaliczają się do nich przede wszystkim manipulacje polegające na tym, że swoje życzenia przedstawia się sprytnie jako jego własne. Co w seksie, mającym na celu obustronną rozkosz, nie stanowi nic zdrożnego, w życiu codziennym sprowadza się do starej, patriarchalnej ideologii głowy i szyi. Szyja myśli, że steruje głową, podczas gdy tak naprawdę jest jej podporządkowana. Zarówno podstępy tak zwiedzionej kobiety, jak i nawet samo jej przeświadczenie o wrodzonej ograniczoności mężczyzny, utrwalają tylko jego dominację. Niestety, duża część rad zamieszczonych w Cosmopolitan, wbrew deklaracjom o promowaniu kobiecej inicjatywy, nawiązuje do tego rozpowszechnionego sposobu myślenia.
Dominacja? Nie, natura!
Sprzyja mu przyjęcie takiej wizji niezmiennej męskiej natury, do której „przypadkiem” zaliczają się potrzeba władzy, brak empatii oraz pragnienia poligamiczne - czyli cechy, jakie w rzeczywistości równie dobrze spotkać można u kobiet, zwłaszcza tych o wysokim prestiżu społecznym. Cosmopolitan obstaje jednak przy tym, że u mężczyzn są one wrodzone. Jak pisze, „Mężczyzna to urodzony zdobywca i dlatego tak bardzo go podnieca, gdy pozwalasz mu przejąć kontrolę” (marzec 2005), co ilustruje wypowiedź dwudziestokilkulatka, iż w takiej sytuacji „czuję, jakbym był królem świata, a ona moją nagrodą” (tamże). Bardziej altruistycznych uczuć facet nie musi żywić, albowiem „Zestaw pod nazwą ‘męska natura’ nie zawiera w sobie opcji opiekowania się drugą osobą” (czerwiec 2005). Co nie znaczy, że nie może się nią, a dokładnie nimi, interesować… erotycznie. Jak można przeczytać w numerze z maja 2005, „Idziecie ulicą, mija was klon Salmy Hayek, a oczy twojego chłopaka natychmiast wędrują za nim. Kto winien? Biologia! Mężczyźni są wzrokowcami zaprogramowanymi na odbieranie bodźców wizualnych (…). Jest jak lew, który – nawet najedzony – zawsze obejrzy się za zebrą”.
Ewentualne próby zmiany „męskiej natury” kwitowane są stwierdzeniami w stylu „Pamiętaj, facet jest tylko facetem. I nie możesz mieć mu tego za złe!” (czerwiec 2005), czy „Każdy facet od czasu do czasu potrzebuje zachowywać się jak… facet. Pozwól mu na to, a będzie twój!” (tamże). Zważywszy, że ostatni komentarz dotyczy wtaczania się pijanego partnera do domu po hucznym wieczorze kawalerskim, podczas którego najprawdopodobniej doszło do zdrady, można zasadnie zadawać pytanie - czy jest to dostateczna nagroda? Cosmopolitan nie ma co do tego wątpliwości. Niezależnie od wszystkiego, facet jest bowiem tym, „co Cosmodziewczyna lubi najbardziej na świecie” (styczeń 2005). Tym bardziej, że może on jednak okazać się czuły, nie oglądać się demonstracyjnie za innymi i nawet lubić, gdy to partnerka przejmuje kontrolę nad seksem. Stanowi to wynik skutecznego przechytrzenia (ale nigdy zmiany!) jego zdobywczej, egoistycznej natury, która ma tę zaletę, że pcha go w jej stronę. Celem kobiety jest podtrzymać i rozbudzić jego zainteresowanie.
Wszystkie drogi prowadzą przez rynek
Rzecz jasna, najlepsze metody osiągnięcia tego celu zna wyłącznie Cosmopolitan. Priorytetem jest oczywiście olśniewający wygląd, który pomaga ono uzyskać za pomocą mnóstwa praktycznych rad. Ponadto liczne reklamy odsyłają czytelniczkę do szerokiej gamy produktów przemysłu upiększającego. Poza jawnymi reklamami, znajduje się w nim mnóstwo materiałów będących kryptoreklamą. Są nią między innymi same okładki pisma. Młode kobiety prezentują na nich ideał seksownego wyglądu, jaki udało im się osiągnąć dzięki użyciu kosmetyków i ubrań firm wymienionych na drugiej stronie. W Cosmopolitan roi się także od rozsianych po tekstach nazw różnych produktów. Jest to zrobione w ten sposób, że niejako zrastają się one z poruszaną problematyką, która ma przestać być wyobrażalna bez nich.
Dobrze ilustruje to tekst z września 2005, zatytułowany „Zostań mistrzynią flirtu”. Mowa w nim o tym, jak wysyłać subtelne, niewerbalne sygnały zainteresowania w stronę mężczyzn. Oto przykład: „Oczaruj go spojrzeniem. Patrz mu w oczy nie przez dwie, trzy, lecz przez pięć sekund! Będzie to dla niego znak, że naprawdę go pożądasz (…). Rolę magnesu spełnią powieki połyskujące metalicznie w kolorze szampana, srebra, złota, miedzi albo fioletu. Wypróbuj trzy barwy płynnych cieni Chanel”. Inne sposoby przyciągnięcia zainteresowania wymagają kolejnych kosmetyków: „Lekko przechyl głowę na bok. Taki gest jest jak nieśmiała, lecz fascynująca propozycja i pytanie ‘skusisz się?’. Spryskaj włosy preparatem nabłyszczającym l’Oreal”. Cosmopolitan prezentuje wymienione produkty jako niezbędne składniki pewnych skutecznych strategii osiągania erotycznych celów.
Co ciekawe, w skład zachwalanych towarów wchodzi… samo pismo. Na przykład, wśród wymienianych przez nie „Kobiecych sekretów, które on chce poznać”, znajduje się nie co innego, tylko „najnowsze Cosmo” (marzec 2005). Nic też nie rozgrzeje równie mocno współżycia pary niż jego styczniowy numer. Należy rozłożyć go w sypialni na stronie z pozycjami seksualnymi, tak by mężczyzna mógł wybrać z nich swoje ulubione. Cosmopolitan stanowi również idealny prezent na Gwiazdkę, no i oczywiście niezbędny składnik wizerunku nowoczesnej, bezpruderyjnej dziewczyny. Wszystko to świadczy o rzeczy pozornie oczywistej: że pismo odsyła do kapitalistycznego rynku, którego stanowi składnik.
Dwoiste przesłanie
Wiąże się z tym jednak dwuznaczność wysyłanego przez nie komunikatu. Jako rywalizujący na tym rynku indywidualistyczny podmiot czytelniczka ma być pewna siebie i przebojowa. Trudno jednak taką być osobie pogrążonej w permanentnym stresie, czy udało się sprostać wyśrubowanym normom atrakcyjności. Pismo wciąż podsyca kompleksy i niepewność adresatek, nawet jeśli czasem puszcza do nich oko twierdząc, że nie warto się przejmować drobnymi niedoskonałościami urody lub że wręcz należy uczynić z nich atut. Nie podważa to jednak podstawowej zasady, iż to wygląd ma stanowić podstawę nie tylko realizacji erotycznych zamierzeń, ale wszelkiej życiowej samooceny kobiety. Jak łatwo się domyślić, mężczyzna zajmuje w tym uniwersum diametralnie odmienną pozycję. Po pierwsze, zainteresowanie kobiet nie determinuje jego wartości; po drugie, może je wzbudzić na rozmaite sposoby, nie wyłącznie urodą. Erotyzm obojga jest uwikłany w konsumpcję, lecz odmiennego typu. Podczas gdy ona ma konsumować przede wszystkim dla niego i dopiero na drugim miejscu dla siebie, on ma to robić przede wszystkim dla siebie i dopiero na drugim miejscu dla niej.
Skąd się bierze ta nierówność płciowa w piśmie prawie całkiem wyzbytym resztek tradycyjnego myślenia? Nie ceniącym świąt, domowego ogniska, macierzyńskiego powołania ani wymogów żeńskiej skromności? Oczywiście, można argumentować, że jednak z tradycji, o czym dobitnie świadczy fakt, iż w zachodnich wersjach Cosmopolitan brak zacytowanej wcześniej anatemy względem aktywnego inicjowania flirtów przez kobietę. Z drugiej strony, trudno wyobrazić sobie nawet w kompletnie świeckim kapitalizmie lepszych konsumentów aniżeli osoby, których najważniejszym celem życiowym jest stać się atrakcyjnym towarem dla mężczyzn. Żeński erotyzm, wyzwolony z idiotyzmu życia kury domowej, został obecnie zaprzęgnięty do napędzania zysków przemysłu upiększającego. Zamiast głosić potrzebę powrotu do czasów króla Ćwieczka lub postulować inne sposoby wylania dziecka z neoliberalną kąpielą, warto zastanowić się, co w tej sytuacji pomaga, a co szkodzi samym kobietom. Swoboda seksualna to wielki skarb. Tym cenniejszy, im mniej ma wspólnego z dominacją mężczyzn i kapitalistycznego rynku.
Katarzyna Szumlewicz
Tekst oparty na treści wystąpienia podczas konferencji "Świat (z) kolorowych czasopism", jaka odbyła się 9 grudnia 2005 roku na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Ukaże się (z drobnymi zmianami) w zeszycie "Karawany Kontrkultury".
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
-
złotooka kotka
- Weteran

- Posty: 1141
- Rejestracja: 06 maja 2005, 15:26
- Skąd: Lenenja
- Płeć:
Poprosze streszczenie tak w max 10 zdaniach, bo sie calego przeczytac nie da.
off// w razie potrzeby kontaktu pisac na zlotooka_kotka@o2.pl
- Eisenritter
- Uzależniony

- Posty: 443
- Rejestracja: 04 sty 2006, 11:21
- Skąd: Berlin
- Płeć:
Dziewczyno, w cuda wierzysz? Streszczanie Kasi Szumlewicz, jak każdej lewoskrętnej feministki to zadanie dla co najmniej Arnolda Goverminatora. Mniej wytrzymali polegną w przedbiegach. Chcesz mieć Teda na sumieniu, czy jak?
Siła charakteru i hart ducha są czynnikami decydującymi. Na sile charakteru opiera się żołnierska pewność siebie.
Przepraszam, czy Wy w ogóle mówicie poważnie???? Nie jesteście w stanie przeczytać kilkustronnicowego artykułu??? Naprawdę to jakiś problem??? Wybaczcie, ale wierzyć mi się w to nie chce......proponuję przeczytać, jest niezwykle ciekawy.... <browar>
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Genialny artykuł!!!!!!!!!!
Moja siostra kupila styczniowy numer Cosmopolitan z Doda na rozkładówce. Wczesniej nie mialem z nim stycznsci, wiec chcialem sobie wyrobić opinię. Z reguły do pism tego typu podchodzę z dużą dozą sceptycyzmu. No i się nie zawiodłem
Faktycznie 7@#%$
Kocham sarkazm, a w tym artykule jest jego sporo. No i ogolnie bardzo trafne spostrzezenia (szczeglnie ten z to Cosmopolitan jest autorytetem w dziedzinie kontaktow damsko-meskich).
Mnie do szewskiej pasji doprowadził dział "co o nas myslisz?" w ktorym drukowane sa listy czytelniczek. Normalnie smiech na sali. Jesli pismo chce by do jego wskazowek podchodzono w miare powaznie - tym bardziej, ze nie jest skierowane do nastolatek -nie moze się zniżać do takiego poziomu. Litości!
"Co o Nas myslisz?", "Co jest teraz cosmo?" to wedlug mnie dwa najbardziej wyjechane działy w tym pisemku
Moja siostra kupila styczniowy numer Cosmopolitan z Doda na rozkładówce. Wczesniej nie mialem z nim stycznsci, wiec chcialem sobie wyrobić opinię. Z reguły do pism tego typu podchodzę z dużą dozą sceptycyzmu. No i się nie zawiodłem
Faktycznie 7@#%$
Kocham sarkazm, a w tym artykule jest jego sporo. No i ogolnie bardzo trafne spostrzezenia (szczeglnie ten z to Cosmopolitan jest autorytetem w dziedzinie kontaktow damsko-meskich).
Mnie do szewskiej pasji doprowadził dział "co o nas myslisz?" w ktorym drukowane sa listy czytelniczek. Normalnie smiech na sali. Jesli pismo chce by do jego wskazowek podchodzono w miare powaznie - tym bardziej, ze nie jest skierowane do nastolatek -nie moze się zniżać do takiego poziomu. Litości!
"Co o Nas myslisz?", "Co jest teraz cosmo?" to wedlug mnie dwa najbardziej wyjechane działy w tym pisemku
Polecam serwis dla zaginionych i znalezionych zwierzaków http://zaginiony-znaleziony.pl/
cubasa pisze:Genialny artykuł!!!!!!!!!!
cubasa pisze:Z reguły do pism tego typu podchodzę z dużą dozą sceptycyzmu. No i się nie zawiodłem Faktycznie 7@#%$
Pierwszy odważny, co przeczytał cały art <browar> Gratulacje, Cubasa:) Masz rację. Ja nazwę to piśmidło ostrzej - to zwykły, propagandowy śmieć bez żadnej wartości....niestety, musiałem kiedyś zajmowac się analizą tego typu prasy i włos się na głowie jeży z ogromu tych bredni, które tam wypisują.... <belt1>
PS. A najsmutniesze, jeśli ktoś w to uwierzy i będzie starał sie budowac swe życie i związki w oparciu o taki chłam.....a to prawdopodobne, biorąc pod uwagę ogłupienie sporej części społeczeństwa...... <boje_sie>
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
- krackowiaczek
- Pasjonat

- Posty: 200
- Rejestracja: 26 maja 2004, 00:56
- Skąd: krakow
- Płeć:
Ted: niemasz szacunku dla mojego (i nietylko) cennego czasu.
jak mozesz przy czyms takim pisac:
"ten artykuł powinien przeczytać KAŻDY....."
niby dlaczego? artykol oczywiscie przecztalem (niejestem z tych z czytaniem sa na bakier)
ale zauje tego bo jest po prostu zenujacy.
znajduje tylko jeden powod dla kturego ktos moglby chciec go przeczytac, sa w nim cytaty z "cosmo" i mozna sie przy nich posmiac (tylko troche).
co mnie w tym artykule razi:
autorka przez caly artykol opowiada o negatywnych postawach, wartosciach jakie lansuje "cosmo" i moznaby z poczatku odniesc wrazenie ze jest to normalny artykol kraktujacy o jakims spolecznym zagadnieniu/zjawisku. jednak pod koniec przeradza sie w manifest polityczny, autorka wymienione negatywne cechy "cosmo" podsumowuje banalna i plytka teza ze za cale zlo tego swiata: hedonizm, rozwiazlosc seksualna, zatracanie tradycyjnych wartosci rodzinnych, pend za pieniadzem, uprzedmiotowienie kobiet/meszczyzn etc. jest winny kapitalizm i liberalizm.
dziekuje, ja wysiadam...
jest to belkot fanatycznej lewackiej feministki.
jak mozesz przy czyms takim pisac:
"ten artykuł powinien przeczytać KAŻDY....."
niby dlaczego? artykol oczywiscie przecztalem (niejestem z tych z czytaniem sa na bakier)
ale zauje tego bo jest po prostu zenujacy.
znajduje tylko jeden powod dla kturego ktos moglby chciec go przeczytac, sa w nim cytaty z "cosmo" i mozna sie przy nich posmiac (tylko troche).
co mnie w tym artykule razi:
autorka przez caly artykol opowiada o negatywnych postawach, wartosciach jakie lansuje "cosmo" i moznaby z poczatku odniesc wrazenie ze jest to normalny artykol kraktujacy o jakims spolecznym zagadnieniu/zjawisku. jednak pod koniec przeradza sie w manifest polityczny, autorka wymienione negatywne cechy "cosmo" podsumowuje banalna i plytka teza ze za cale zlo tego swiata: hedonizm, rozwiazlosc seksualna, zatracanie tradycyjnych wartosci rodzinnych, pend za pieniadzem, uprzedmiotowienie kobiet/meszczyzn etc. jest winny kapitalizm i liberalizm.
dziekuje, ja wysiadam...
jest to belkot fanatycznej lewackiej feministki.
Jeszcze denerwują mnie te pseudoporady w celu poprawienia urody, niedoskoałości ciała kobiety. Przykladowo: "Na twojej twarzy , dekolcie pojawily sie brazowe plamy? Jesli probowalas juz wszystkiego [...]. La [raire Cellular Intensive Anti-Wrinkle Anti-Spot Cream to mieszanka pochodnej witaminy C i roślinnego kompresu z lukrecji, jabłek...Na pewno zadziała"
No i bardzo dobrze, gdyby nie zdjęcie tego artykułu i jego cena 880 zł! No i co? Niby taka najlepsza przyjacółka (terminologia z listu) jaką jest Cosmopolitan doradzilaby taki ekskluzywny kremik
Przeciez to na kilometr jedzie reklamą 
No i bardzo dobrze, gdyby nie zdjęcie tego artykułu i jego cena 880 zł! No i co? Niby taka najlepsza przyjacółka (terminologia z listu) jaką jest Cosmopolitan doradzilaby taki ekskluzywny kremik
Przeciez to na kilometr jedzie reklamą 
Polecam serwis dla zaginionych i znalezionych zwierzaków http://zaginiony-znaleziony.pl/
Tedi - przez Ciebie bede musiał isc na kurs szybkiego czytania <aniolek2> wez Ty sie zlituj ...nas tu jest czterech do jednego kompa a te twoje posty powodują iz ja swój ...przeciagam stale. W zwiazku z tym, dzis tez sie tak stało , zona sie wiec obraziła i sexu nie bedzie !!!!!!!!!!
ale przeczytałem artykuł
ale przeczytałem artykuł
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
O "Cosmopolitan" mam wyrobioną opinię. To pismo jest żenujące i gdyby nie ta zbyt górnolotna pointa, uznałbym artykuł za świetny. Tak jest tylko (aż) bardzo dobry. Nie sposób się nie zgodzić z autorką, bo przykłady są doskonale dobrane i co najważniejsze - prawdziwe. Fenomen tego magazynu ma swoje źródło chyba w naiwności co poniektórych kobiet...
Nigdy nie dyskutuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
Ciekawski pisze:O "Cosmopolitan" mam wyrobioną opinię. To pismo jest żenujące i gdyby nie ta zbyt górnolotna pointa, uznałbym artykuł za świetny. Tak jest tylko (aż) bardzo dobry
mam podobną opinię nt artykułu:) Analiza Cosmo doskonała, opinie o rynku, konsumentach również dobre,feministyczne wtręty niekoniecznie:)
PS. Swoją drogą - kto to kupuje????? <boje_sie>
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Hmm cosmo czytam juz od chyba roku bo moja dziweczyna go kupuje po dosc okazyjnej cenie
i powiem ze dosc duzo artykułów jest jakby zywcem wzietych z tego forum. Porady i problemy ktore tam mozna przeczytrac sa praktycznie takie same jak porady i problemy opisane przez czytelnikow tego forum.
Wiec kompletnie nie rozumiem autorki tego artykułu jak to napisal krackowiaczek "jest to belkot fanatycznej lewackiej feministki"
Ale zgadzam sie co do tego ze w cosmo reklama goni reklame i czesto sa to produkty na ktore nie stac podejrzewam ze 80% czytelniczek cosmo. Ktore moga popasc w kompleksy.
Wiec kompletnie nie rozumiem autorki tego artykułu jak to napisal krackowiaczek "jest to belkot fanatycznej lewackiej feministki"
Ale zgadzam sie co do tego ze w cosmo reklama goni reklame i czesto sa to produkty na ktore nie stac podejrzewam ze 80% czytelniczek cosmo. Ktore moga popasc w kompleksy.
Pomijając fakt produktów przezeń lansowanych - każde "Cosmo", co do joty, odkrywa po raz n-ty "Tajemny świat rozkoszy", "100 sposobów na flirt", "Cosmotyki bez których nie nazwiesz swojego życia szczęśliwym" i tym podobne pierdoły. Wałkują te same tematy raz za razem...I strasznie spłycają istotę związku partnerskiego.
Nigdy nie dyskutuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
Przeczytałem połowę i nie musiałem czytać dalej. <browar> W pełni się zgadzam z owym artykułem. Cosmo - <belt1>
Żyję tym co czuję, z życia biorę to, co mi smakuje.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
- Eisenritter
- Uzależniony

- Posty: 443
- Rejestracja: 04 sty 2006, 11:21
- Skąd: Berlin
- Płeć:
Ech, Ted, może z mojego przekąsu powyżej to nie wynikało: dobrze wem, i większość ludzi także, że Cosmo jest pisemkiem płytkim jak kałuża na Saharze, miałkim jak hałda trocin i odtwórczym jak hala testów wytrzymałościowych w fabryce kserokopiarek. Nie jest mi potrzebna lewoskręna ćwierćinteligentka, gadająca głupoty o złym kapitaliźmie, żeby wiedzieć coś takiego.
Siła charakteru i hart ducha są czynnikami decydującymi. Na sile charakteru opiera się żołnierska pewność siebie.
a teraz o tym co my kobiety myslimy o Cosmo
większość dziewczyn które znam i wiem że czytały /czytają ta gazete to wcale nie wyzwolone feministki i panienki kombinujące jakby tu dzisiaj zaszaleć ,ale przeciętne dziewczyny ,niejedna jest jeszcze dziewicą (po co jej więc 1001 sposobów na kosmicvzny orgazam itp) ! Wszystkie te porady traktujemy z przymróżeniem oka ,jako żart -byc może sa w Polsce kobiety które prowadza lansowany przez Cosmo styl zycia ,ale podejrzewam że jest to niewielki odsetek czytelniczek. A polecane kosmetyki w niesamowitych cenach sa tylko ciekawostką a nie czymś o czym marzymy.. przyznaje ,samej zdarzało mi się czytać Cosmopolitan ,ale już chyba z tego wyrosłam..
ps. idąc tym tokiem myslenie- panowie tez nie czytają wyłącznie przekroju ,polityki, wprost ale też Playboya, CKM które śmiało można nazwać męskimi "Cosmo" ..
pozdrawiam
ps. idąc tym tokiem myslenie- panowie tez nie czytają wyłącznie przekroju ,polityki, wprost ale też Playboya, CKM które śmiało można nazwać męskimi "Cosmo" ..
me19 pisze:ps. idąc tym tokiem myslenie- panowie tez nie czytają wyłącznie przekroju ,polityki, wprost ale też Playboya, CKM które śmiało można nazwać męskimi "Cosmo" ..pozdrawiam
Prędzej do "Cosmo" porównałbym magazyn "Logo", bo taki np. CKM, mimo iż nie jest pismem najwyższych lotów to jednak dostarcza masę rozrywki a humorem przepełnione jest jawnie. Nie muszą powstawać na jego tematy tym podobne felietony, żeby później ktoś na forum mógł napisać "bo my traktujemy Cosmo z przymrużeniem oka". To jest zasadnicza różnica - CKM jest z założenia humorystyczny, Cosmopolitan - nie.
Nigdy nie dyskutuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
- krackowiaczek
- Pasjonat

- Posty: 200
- Rejestracja: 26 maja 2004, 00:56
- Skąd: krakow
- Płeć:
z tym ze wieksza czesc prasy kobiecej jest w podobnej formie i na zenujaco niskim poziomie. jak mozna czytac z przymruzeniem oka WSZYSTKO?
pozatym niejest to tylko problem prasy, to samo jest z serialami, filmami i ksiazkami ;].
ps. niewiem jaki naklad maja 'meskie odpowiedniki' ale jestem pewny ze wiele mniejszy ;].
pozatym niejest to tylko problem prasy, to samo jest z serialami, filmami i ksiazkami ;].
ps. niewiem jaki naklad maja 'meskie odpowiedniki' ale jestem pewny ze wiele mniejszy ;].
Ja kiedys czasem czytywalam Cosmo tak dla smiechu. Bo naprawde mozna bylo sie niezle usmiec przy co poniektorych problemach i pytaniach. Ale artykuly jako takie sa marne, juz wole Playboya czytac
CKM jest tez raczej niskich lotow magazynem
Ciekawski pisze:CKM, mimo iż nie jest pismem najwyższych lotów to jednak dostarcza masę rozrywki a humorem przepełnione jest jawnie
CKM jest tez raczej niskich lotow magazynem
Ciekawski pisze:Magazynem stricte rozrywkowym.
Wiem, wiem, ale tez niezbyt wybitnym
![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)
Ciekawski pisze:Cosmo takim z założenia nie jest.
Cosmo chce byc magazynem swiatopogladowym, ale prawde mowiac, nie znam nikogo, kto by sie nim kierowal. Owszem, kilka kolezanek uzylo kiedys jakichstam wskazowek odn. seksu, ale to wszystko.
- Eisenritter
- Uzależniony

- Posty: 443
- Rejestracja: 04 sty 2006, 11:21
- Skąd: Berlin
- Płeć:
CKM to kiepski odpowiednik Cosmo właśnie dlatego, że operuje dowcipem. Niskiego lotu, być może, ale jednak. Inna sprawa, że branie na serio tego, co pisane jest w Cosmo, poza jakimiś wyjątkami, może doprowadzić do ciekawych zaburzeń.
Siła charakteru i hart ducha są czynnikami decydującymi. Na sile charakteru opiera się żołnierska pewność siebie.
Sophie - zgodzę się że CKM nie propaguje humoru najwyższych lotów
Ale i tak od czasu do czasu dla relaksu lubię sobie owe pisemko poczytać.
Cosmopolitan...chwała tym, które podchodzą do tego magazynu z dystansem...wyrazy współczucia dla kobiet, które uważają to pismo za wyznacznik trybu życia i jedyną drogę do osiągnięcia szczęścia.
Cosmopolitan...chwała tym, które podchodzą do tego magazynu z dystansem...wyrazy współczucia dla kobiet, które uważają to pismo za wyznacznik trybu życia i jedyną drogę do osiągnięcia szczęścia.
Nigdy nie dyskutuj z idiotą - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
no a niestety baardzo wiele dziewczyn ( bo jednak w tej sytuacji im mlodsze tym... ) lubi sie pasc takimi gazetami ... a rabi sie z nich potem niewiadomo co
najgorsze ze tego procesu nie da sie zatrzymac a prawda taka ze takie cosmo nie powstaje w takiej formie bez powodu ... oni dobrze wiedza co dziewczyny chca czytac i to tworza... taka infantylna papka <belt3>
najgorsze ze tego procesu nie da sie zatrzymac a prawda taka ze takie cosmo nie powstaje w takiej formie bez powodu ... oni dobrze wiedza co dziewczyny chca czytac i to tworza... taka infantylna papka <belt3>
nie sposób się nie zgodzić z Mysiorkiem <browar> . Zresztą, tego śmiecia wydaje Hearst-Marquard (tak,tak, ten Marquard, który zniszczył chlubną tradycję "Przeglądu Sportowego"). Cóż, jaki wydawca, takie gadzinowe piśmidło... <belt1>
PS. A CKM to również śmieć, który z reguły robi furrorę w starszych klasach podstawówki i gimnazjach;). Cóż.....
PS. A CKM to również śmieć, który z reguły robi furrorę w starszych klasach podstawówki i gimnazjach;). Cóż.....
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Wróć do „Seks, kontakt fizyczny”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 747 gości
. Jizas co za szmatlawiec :d




