Związek coraz bardziej platoniczny
: 22 maja 2009, 12:53
Od jakiegoś czasu przeglądam to forum i postanowiłem w końcu napisać.
Z moją dziewczyną jesteśmy od 4 miesięcy. Wcześniej przyjaźniliśmy się ponad półtorej roku, więc znamy się dość dobrze. Mój problem może jest wydumany a może to coś poważniejszego. To mój pierwszy poważny związek, toteż często nie potrafię podejść z dystansem do spraw, które jej wydają się błahe.
Wspomniany problem dotyczy mojego libido. Wcześniej (zanim zacząłem z nią być) zaspokajałem się praktycznie codziennie i jakoś mi to nie przeszkadzało. Gdy zacząłem z nią być, jakoś przestało mnie do tego ciągnąć. Przez pierwsze dwa tygodnie dużo się całowaliśmy, co praktycznie całkowicie rozładowywało moje napięcie. No właśnie... Później wyjechała na tydzień, po 5 dniach nie wytrzymałem i sam się zaspokoiłem. Czułem się z tym podle, ale przynajmniej moje myśli nie krążyły non stop wokół jednego miejsca na moim ciele. Gdy wróciła, wszystko wydawałoby się wróciło do normy. Po miesiącu związku zaczęliśmy pieścić się śmielej, z masturbacją i seksem oralnym włącznie. Gdy wyjechała na Wielkanoc do rodziców (kolejny tydzień rozłąki) znów nie wytrzymałem. Jakieś dwa tygodnie temu okazało się, że moje Kochanie ma stan zapalny i czeka nas kwarantanna. Dla mnie to żaden problem, kocham ją i jeśli wcześniej wytrzymałem z nią kilka tygodni bez pieszczot, to teraz nie będzie problemu.
Niestety, jest. Od kilku tygodni zauważyłem, że poza cmoknięciami raz na jakiś czas praktycznie wcale się nie całujemy. Brakuje mi tych namiętnych pocałunków do utraty tchu, na których kiedyś się zatrzymywaliśmy, a które dzisiaj następują tylko podczas pettingu. Tak, jakbym został naraz odcięty od wszystkich form zaspokojenia libido. Próbowałem już o tym z nią porozmawiać, ale zbyła mnie tekstem, że możemy po prostu się przytulać i porozmawiać.
Nie byłoby z tym żadnego problemu, gdybym ostatnimi czasy nie onanizował się raz na 5-7 dni, bo już po prostu nie wytrzymuję. Rozumiem, że ostatnio ma sporo na głowie (choroba, okres w miniony weekend, studia, praca) i nie mam jej tego za złe. Nie chcę w jej oczach wyjść na egoistę i erotomana, ale po prostu mam ochotę postawić kawę na ławę i powiedzieć jej, że o ile bez pettingu sobie radzę, to bez jej namiętnych pocałunków zaczynam wariować.
Bardzo mi na niej zależy, nie chcę żeby między nami powstała ściana z powodu takiej pierdoły. Teraz znów wyjechała i zobaczymy się dopiero w poniedziałek lub wtorek.
W związku z tym mam pytanie... Czy powiedzieć jej o tym od razu (oczywiście zapewniając o swojej miłości i podłym nastroju, w jaki wprowadza mnie istniejący stan rzeczy), czy też poczekać, aż wróci jej ochota na mniej platoniczne formy okazywania czułości?
Z moją dziewczyną jesteśmy od 4 miesięcy. Wcześniej przyjaźniliśmy się ponad półtorej roku, więc znamy się dość dobrze. Mój problem może jest wydumany a może to coś poważniejszego. To mój pierwszy poważny związek, toteż często nie potrafię podejść z dystansem do spraw, które jej wydają się błahe.
Wspomniany problem dotyczy mojego libido. Wcześniej (zanim zacząłem z nią być) zaspokajałem się praktycznie codziennie i jakoś mi to nie przeszkadzało. Gdy zacząłem z nią być, jakoś przestało mnie do tego ciągnąć. Przez pierwsze dwa tygodnie dużo się całowaliśmy, co praktycznie całkowicie rozładowywało moje napięcie. No właśnie... Później wyjechała na tydzień, po 5 dniach nie wytrzymałem i sam się zaspokoiłem. Czułem się z tym podle, ale przynajmniej moje myśli nie krążyły non stop wokół jednego miejsca na moim ciele. Gdy wróciła, wszystko wydawałoby się wróciło do normy. Po miesiącu związku zaczęliśmy pieścić się śmielej, z masturbacją i seksem oralnym włącznie. Gdy wyjechała na Wielkanoc do rodziców (kolejny tydzień rozłąki) znów nie wytrzymałem. Jakieś dwa tygodnie temu okazało się, że moje Kochanie ma stan zapalny i czeka nas kwarantanna. Dla mnie to żaden problem, kocham ją i jeśli wcześniej wytrzymałem z nią kilka tygodni bez pieszczot, to teraz nie będzie problemu.
Niestety, jest. Od kilku tygodni zauważyłem, że poza cmoknięciami raz na jakiś czas praktycznie wcale się nie całujemy. Brakuje mi tych namiętnych pocałunków do utraty tchu, na których kiedyś się zatrzymywaliśmy, a które dzisiaj następują tylko podczas pettingu. Tak, jakbym został naraz odcięty od wszystkich form zaspokojenia libido. Próbowałem już o tym z nią porozmawiać, ale zbyła mnie tekstem, że możemy po prostu się przytulać i porozmawiać.
Nie byłoby z tym żadnego problemu, gdybym ostatnimi czasy nie onanizował się raz na 5-7 dni, bo już po prostu nie wytrzymuję. Rozumiem, że ostatnio ma sporo na głowie (choroba, okres w miniony weekend, studia, praca) i nie mam jej tego za złe. Nie chcę w jej oczach wyjść na egoistę i erotomana, ale po prostu mam ochotę postawić kawę na ławę i powiedzieć jej, że o ile bez pettingu sobie radzę, to bez jej namiętnych pocałunków zaczynam wariować.
Bardzo mi na niej zależy, nie chcę żeby między nami powstała ściana z powodu takiej pierdoły. Teraz znów wyjechała i zobaczymy się dopiero w poniedziałek lub wtorek.
W związku z tym mam pytanie... Czy powiedzieć jej o tym od razu (oczywiście zapewniając o swojej miłości i podłym nastroju, w jaki wprowadza mnie istniejący stan rzeczy), czy też poczekać, aż wróci jej ochota na mniej platoniczne formy okazywania czułości?

Co za cholerny problem. Posprzątać? To nie odpady radioaktywne czy izotop promieniotwórczy. Nawet jak się tu i ówdzie ufajda, tragedii nie ma.
To jak Wy się zabezpieczacie?