Opowieści o zwyczajnym szaleństwie – warto, czeski absurd tym razem podany w bardzo zgrabnej formie, mi się przez moment dłużył, ale dawka świetnego humoru mi to zrekompensowała. To taki czeski film dla wszystkich. Nie to co Otik
Atonement – bez rewelacji, właściwe jedynie co ten film jest w stanie odratować to James McAvoy plus parę fajnych technicznych tricków. Natomiast ta rola Keira Knightley przyprawiła mnie o ból głowy, wrr

Złoty Glob? Za co, pytam się, za co?
I am legend – dramat. Naprawdę ciężkostrawna amerykańska papka. Pierwsze 1,5 da się jakoś wytrzymać, reszta to istne katusze. Bez klimatu, bez napiecią, za to z Willem i jego drążkiem, grr. Jak ktoś skusi się po obejrzeniu trailera będzie mocno rozczarowany.
AVsP2 – kolejny gniot z dobrym trailerem. Coż, udało się osiągnąć pewien sukces, bowiem dwójka jest jeszcze gorsza od jedynki, którą sądziłam, ze naprawdę ciężko będzie przebić. Dla chcącego nic trudnego! Brak fabuły, bohaterowie wołający o pomstę do nieba. Nawet obcego i predatora jakoś mniej na ekranie.
Kłopotliwy człowiek – tu krótko, bardzo dobre. To takie skanynawskie kino, które wielbię i będę
3:10 do Yumy – bardzo zgrabny remake. Naprawdę przyjemnie się oglądało.
W drodze – pod tym niezbyt wyszukanym tytułem, kryje się nic innego jak film drogi, zrealizowany, mimo wszystko, dość niezgrabnie. Przestylizowany górniczy język, to to co się rzuca w oczy już w pierwszej scenie filmu i naprawdę dość negatywnie wpływa na jego odbiór. Myślę, że Pan Mieciu jest na tyle charakterystyczną postacią, że był to zabieg całkowicie zbędny. Tak jak i wszeobecne ostatnio w polskim kinie stężenie przekleństw, które osobiście od jakiegoś czasu ciężko znoszę. Scena z wyrzucaniem żony z samochodu, jedna z tych, które wypadły sztucznie, i których zamysłu, jak dotąd, nie udało mi się rozgryźć. Natomiast rewelacyjnie wypadło skontrastowanie zdjęć – widoków z kopalni „Wieczorek”z indyjskimi krajobrazami. Kilka świetnych scen, choćby ta humorystyczna ze górniczym zdjęciem jako V.I.P już przy samej wizycie u Dalajlamy (mimo, że nasuwa pewne filmowe skojarzenia) lub metaforyka scen z indyjskimi dziećmi puszczającymi latawce. Dobrze dobrany muzyczny mix to kolejny plus filmu. Natomiast sam pomysł i reżyserskie wyzwanie, którego realizacji podjął się Paweł Wysoczański godne podziwu, co zresztą nie przeszło bez echa po premierze filmu, gdzie podczas spotkania z twórcami, można było usłyszeć okrzyki „dziękuje, że są jeszcze tacy ludzie jak Wy, którzy nie boją się realizować marzeń” Urocze
Piękność w opałach – znów porcja dobrego czeskiego humoru, świetne dialogi, których humorystykę potęguje ich oryginalne czeskie brzmienie. Sama historia lekka, ale mimo konwencji komediowej, przekonywająco pokazana małżeńska relacja sprowadzona jedynie do pożądania, z którego bohaterka, nie bez żalu, ale mimo wszystko, rezygnuje. Wachlarz bardzo wyrazistych postaci, popis gry aktorskiej, gdzie najlepiej wypadli Anna Geislerova jako tytułowa piękność w opałach, Jiri Schmitzer jako wujek i Emília Vasaryova jako teściowa Marceli. Zobaczyć warto, tak na odprężenie
Reprise - tu też krótko - rewelacyjny. Zdecydowanie mój nr 1 jeśli chodzi o ostatnio obejrzane filmy. Baardzo polecam.
Mam za sobą jeszcze: Motyl i skafander, bułgarskie Śledztwo i kilka innych, ale nie mam już siły

kokieteria to zachowanie, które ma dać drugiej osobie do zrozumienia, że spółkowanie jest możliwe, ale ta możliwość nie może być pewnością.