Czy nadzieja rzeczywiście matką głupich??
: 05 paź 2006, 20:17
Zazwyczaj nie przychodze tu ze swoimi problemami, ale dziś mam ochote się podzielic z kimś tym co czuje.
Poznałam go rok temu, bardzo dobrze nam się układało, potem poszedł do wojska. Czekałam, a widywaliśmy sie rzadko. Bardzo rzadko co najwyżej raz na miesiąc. Potem on wrócił i zaczeło się psuć. Nagle przestało mu coś pasować. Mówił ze musi się odzwyczajac, bo za miesiąc miał jechac za granice. Ale wszytsko sie jakoś ułozyło. Spotykaliśmy się do póki ja nie musiałam jeżdzić do chorej ciotki i wracałam póxnym wieczorem. Jemu już to nie odpowiadało, bo nie miał mnie na wyłączność. Wyjeżdzając nawet sie nie pozegnał, zadzwonił tylko. Po tygodniu zadzwonił juz z Irlandii ze skruchą. Moze zrozumiał, może miał wyżuty sumienia nie wiem.
Mam mieszane uczucia, bo wydaje mi się że przez ten cały czas chodziło mu tylko o sex. Nie wspominam już że go mocno kocham i chce czekać na niego kolejny rok. Ale jaki to wszytsko ma sesn, jak on wróci i mi powie że jednak nie możemy być razem...
A podobno tak mnie kochał i tak miało byc pięknie. Nie wiem jak będzie moze w tym tygodni u przyjedzie. Moze porozmawiamy i sobie wszytsko wytłumaczymy, choć już jedna taka rozmowa była i zakończyła sie kompromisem. Ale czy ja mu moge wierzyć?? Dlaczego osoby które podobno kochają potrafią tak ranić?? Wiem ze moge bez niego żyć i to życie nie zmieniło by się wiele. Ale strasznie za nim tęsknie, za tą świadomością ze moze kiedyś stworzymy wspólny dom i wspólne życie. Będziemy razem...
Staje przed świadomoscią ze przez rok zyłam marzeniami i nadziejami. Wiem ze nie miałam bym żadnycj problemów z znalezieniem chłopaka, ale wiem ze juz nigdy bym nie trafiła na takiego człowieka jakim on jest.
Poznałam go rok temu, bardzo dobrze nam się układało, potem poszedł do wojska. Czekałam, a widywaliśmy sie rzadko. Bardzo rzadko co najwyżej raz na miesiąc. Potem on wrócił i zaczeło się psuć. Nagle przestało mu coś pasować. Mówił ze musi się odzwyczajac, bo za miesiąc miał jechac za granice. Ale wszytsko sie jakoś ułozyło. Spotykaliśmy się do póki ja nie musiałam jeżdzić do chorej ciotki i wracałam póxnym wieczorem. Jemu już to nie odpowiadało, bo nie miał mnie na wyłączność. Wyjeżdzając nawet sie nie pozegnał, zadzwonił tylko. Po tygodniu zadzwonił juz z Irlandii ze skruchą. Moze zrozumiał, może miał wyżuty sumienia nie wiem.
Mam mieszane uczucia, bo wydaje mi się że przez ten cały czas chodziło mu tylko o sex. Nie wspominam już że go mocno kocham i chce czekać na niego kolejny rok. Ale jaki to wszytsko ma sesn, jak on wróci i mi powie że jednak nie możemy być razem...
A podobno tak mnie kochał i tak miało byc pięknie. Nie wiem jak będzie moze w tym tygodni u przyjedzie. Moze porozmawiamy i sobie wszytsko wytłumaczymy, choć już jedna taka rozmowa była i zakończyła sie kompromisem. Ale czy ja mu moge wierzyć?? Dlaczego osoby które podobno kochają potrafią tak ranić?? Wiem ze moge bez niego żyć i to życie nie zmieniło by się wiele. Ale strasznie za nim tęsknie, za tą świadomością ze moze kiedyś stworzymy wspólny dom i wspólne życie. Będziemy razem...
Staje przed świadomoscią ze przez rok zyłam marzeniami i nadziejami. Wiem ze nie miałam bym żadnycj problemów z znalezieniem chłopaka, ale wiem ze juz nigdy bym nie trafiła na takiego człowieka jakim on jest.


) swoje dzieci kocha" 
potrzebuje elektrowstrzasów...