Nie wiem co robić w życiu....
: 01 paź 2006, 00:41
Hej..
Miałem ostatnio w życiu fajny okres.
Nauczyłem się żyć bez "drugiej połowki" i byłem radosny nawet bez niej.
Cieszyłem się życiem, co się zawsze rzadko zdarzało...
No i teraz nadszedł ten moment odwrotu..
Zawsze dojdzie się na górę, a potem z niej spada.
Ciężko się na niej utrzymać.
Myślę przyszłościowo i nad tym się teraz bardzo rozżalam..
Co ze mną będzie później?
Teraz jestem w 2 klasie LO.
Niedługo matura. Ok. Co po maturze?
Do niczego się nie nadaję. Nie mam zainteresowań zwiazanych z żadnymi studiami..
Matura - z biologii, ok ciekawa, ale studia po takiej maturze? Co ja bedę robił ?
Matma - spoko, napiszę, ale potem pójdę na studia, które mnie konkretnie nie interesują, które są moim wrogiem, czyli związane z fizyką i różnymi takimi nudnumi sprawami.
A potem jeszcze znaleźć pracę...
Nic dobrego nie wróżę..
Zazdroszczę, (jak to mozna nazwać), Tym wielkim ludziom, którzy mają jakieś swoje konkretne zainteresowania, jakaś pasję, maja zawód zwiazany ze swoją pasją...
Nie ma to jak mieć zespół, jezdzić po kraju a nawet po świecie, grać i jeszcze za to zarabiać...
Ja niestety nie mam aż takich umiejętnosci, zeby tak robić...
Żeby się przebić.
Szlag mnie trafia, myśląc, że będę musiał wybierać studia, których nienawidzę, techniczne, niby najbardziej przydatne, ale...
Ale cholernie nudne.
Wszyscy w mojej rodzinie coś osiągneli. Mają ustawione życie.
A ja?
Jestem czarną owcą.
Mimo tego, ze jestem lekko przygłuchnięty...
Nie mam zbytnio problemów z nauką, ale mam problemy, żeby się za nią zabrać.
Przychodzę ze szkoły?
Ok, pouczę się, ale najpierw zasiądę chwilę przy kompie, w końcu trzeba pozałatwiać kilka spraw na allegro itp.
Potem już się do niego przyklejam, nie ma czasu na naukę...
A czego ja mam się uczyć? Przecież po to są lekcje...
I dużo nawet z nich wynoszę.
Jeśli nie przy kompie, to przecież trzeba się spotkać ze znajomymi, których prawie że w ogóle nie mam...
A ja wiem dlaczego tak jest?
Może urodziłem się w złym miejscu?
Mam z kim iść na koncert, ale żeby z kimś pogadać, tak po telefonie, za 10 min, to ciężko....
Wszyscy jakoś zajęci...
Maja swoje sprawy.
Dlaczego jest tak ciężko?
Czym się interesuję...no tylko chyba samochodami i muzyką. Lubię się napić piwa i popatrzeć na ładne dziewczyny...
Może nie odkryłem jeszcze swojej realnej pasji...?
Nie jest przypadkiem na nia za puźno?
Może dziwnie wygląda mój post..
Jak jakieś ogłoszenie, zeby mnie przygarnąć, bo jestem taki porzucony..
Ale to nie o to chodzi.
Muszę się gdzieś wygadać. Nie mam komu....
Jeszcze jakoś nie przełamałem się, żeby paplać psyhologowi, który ma mnie w d., a udaje, ze coś poradzi, żeby zarobić....
Czy Wy też mieliście takie okresy w życiu?
Takie problemy?
Może robicie coś, czego nie nawidzicie?
Macie pracę, do której nie lubicie chodzić i każdy następny dzień jest udręką?
No i jeszcze ta cholerna nauka...
Ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić...
Miałem ostatnio w życiu fajny okres.
Nauczyłem się żyć bez "drugiej połowki" i byłem radosny nawet bez niej.
Cieszyłem się życiem, co się zawsze rzadko zdarzało...
No i teraz nadszedł ten moment odwrotu..
Zawsze dojdzie się na górę, a potem z niej spada.
Ciężko się na niej utrzymać.
Myślę przyszłościowo i nad tym się teraz bardzo rozżalam..
Co ze mną będzie później?
Teraz jestem w 2 klasie LO.
Niedługo matura. Ok. Co po maturze?
Do niczego się nie nadaję. Nie mam zainteresowań zwiazanych z żadnymi studiami..
Matura - z biologii, ok ciekawa, ale studia po takiej maturze? Co ja bedę robił ?
Matma - spoko, napiszę, ale potem pójdę na studia, które mnie konkretnie nie interesują, które są moim wrogiem, czyli związane z fizyką i różnymi takimi nudnumi sprawami.
A potem jeszcze znaleźć pracę...
Nic dobrego nie wróżę..
Zazdroszczę, (jak to mozna nazwać), Tym wielkim ludziom, którzy mają jakieś swoje konkretne zainteresowania, jakaś pasję, maja zawód zwiazany ze swoją pasją...
Nie ma to jak mieć zespół, jezdzić po kraju a nawet po świecie, grać i jeszcze za to zarabiać...
Ja niestety nie mam aż takich umiejętnosci, zeby tak robić...
Żeby się przebić.
Szlag mnie trafia, myśląc, że będę musiał wybierać studia, których nienawidzę, techniczne, niby najbardziej przydatne, ale...
Ale cholernie nudne.
Wszyscy w mojej rodzinie coś osiągneli. Mają ustawione życie.
A ja?
Jestem czarną owcą.
Mimo tego, ze jestem lekko przygłuchnięty...
Nie mam zbytnio problemów z nauką, ale mam problemy, żeby się za nią zabrać.
Przychodzę ze szkoły?
Ok, pouczę się, ale najpierw zasiądę chwilę przy kompie, w końcu trzeba pozałatwiać kilka spraw na allegro itp.
Potem już się do niego przyklejam, nie ma czasu na naukę...
A czego ja mam się uczyć? Przecież po to są lekcje...
I dużo nawet z nich wynoszę.
Jeśli nie przy kompie, to przecież trzeba się spotkać ze znajomymi, których prawie że w ogóle nie mam...
A ja wiem dlaczego tak jest?
Może urodziłem się w złym miejscu?
Mam z kim iść na koncert, ale żeby z kimś pogadać, tak po telefonie, za 10 min, to ciężko....
Wszyscy jakoś zajęci...
Maja swoje sprawy.
Dlaczego jest tak ciężko?
Czym się interesuję...no tylko chyba samochodami i muzyką. Lubię się napić piwa i popatrzeć na ładne dziewczyny...
Może nie odkryłem jeszcze swojej realnej pasji...?
Nie jest przypadkiem na nia za puźno?
Może dziwnie wygląda mój post..
Jak jakieś ogłoszenie, zeby mnie przygarnąć, bo jestem taki porzucony..
Ale to nie o to chodzi.
Muszę się gdzieś wygadać. Nie mam komu....
Jeszcze jakoś nie przełamałem się, żeby paplać psyhologowi, który ma mnie w d., a udaje, ze coś poradzi, żeby zarobić....
Czy Wy też mieliście takie okresy w życiu?
Takie problemy?
Może robicie coś, czego nie nawidzicie?
Macie pracę, do której nie lubicie chodzić i każdy następny dzień jest udręką?
No i jeszcze ta cholerna nauka...
Ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić...
