Ja od czasu gdy matka mojej dziewczyny zaczęła "dusić" nasz związek (dawała mi do zrozumienia że nie chce żebym był z Iwoną bo jest ona jeszcze za młoda i że wazniejsza jest nauka, Iwona także stwierdziła że nauka jest wazniejsza

) ja zacząłem się zniechęcać gdy tylko ja walczyłem od nasz związek. Ile można się prosić o spotkania , kombinować i poniżać się w różnych sytuacjach by tylko móc być z tą osobą ? Może ona mnie kocha ale jakie jest tego świadectwo ? że czasem (jak już wreszcie uda mi się jakims cudem spotkać) pocałuje mnie i przytuli. Wiem że w miłości raczej nie powinno wymagać od drugiej osoby ale samemu dawać jak najwięcej ale też związek nie konczy się na pocałunku i spojrzeniu w oczy przez 5 min. Czasem w takim przypadkach miłość choć na początku silna , gdzieś po drodze ginie...
Do czego zmierzam. otóżtu jest własnie ta granica , tu własnie myśle że dobrze by było poznać kogoś nowego, zapomnieć o wczesniejszym związku który umarł z jakiegos tam powodu...
Wiem że akurat w moim przypadku Iwona rozczaruje się na mnie, ale czemu ja mam być wiecznie wyrozumiał, i tak wiele wytrzymałem.. Myśle że czas zapomnieć... I nie myślcie że ja podjąłem teraz taką decyzje, Między mną i Iwoną jest źle już od miesiąca. Starałem się, uwierzcie stawałem na głowie żeby uratować to ale już teraz jest za późno , ona kiedyś zrozumie to a jeśli nie to jej strata. Mnie jest kurew.sko przykro że tak to się musi skonczyć. Ona kocha mnie a ja ją ale nasz związek zniszyła jej matka. Czas się podnieść i iść dalej...
