tak bardzo Go kocham.. że aż mnie to przeraża
: 24 sie 2006, 14:38
hmm nie wiem od czego zacząć bo nawet mnie to wszystko wydaje się dziwne..
Mam cudownego mężczyznę. Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata. Układa nam sie świetnie. Kocham Go, a on twierdzi że kocha mnie i daje mi to odczuć.. Kocham Go z całego serca, szanuję i strasznie troszczę się i dbam o niego. Mogłabym dla niego naprawdę bardzo wiele zrobić, bez chwili wachania. Staram się dać mu wszystko co mogę, staram się dla niego pokonywac swoje słabości, powstrzmywać złośc, wyzbywać sie złych cech, bo dla niego chciałabym być jak najlepsza. Kocham Go bezgranicznie i wiele dla Niego mogłabym poświęcić. Inni mężczyźni dla mnie nie istnieją, chcę być tylko Jego. Uwielbiam go i wszystko co robi, w jaki sposób to robi, uwielbiam jego gust, poczucie humoru, sposób mówienia, chodznia, śmiania sie, całowania, patrzenia itp.
Ta moja miłość jest tak wielka, że aż mnie przeraża. Widujemy się co 2-3 dni, a ja w czasie nawet takiego krótkiego rozstania tęsknie tak że tylko odliczam dni i godziny do spotkania. Mam ochotę cały czas mu powtarzać jak bardzo go kocham, co chwilę dzwonić, pisać sms - nie robię tego zbyt często bo nie chcę wiecznie zawracać mu głowy, pisze zwykle rano i wieczorem. Prawie wszystko kojarzy mi się z Nim, nie ma godziny, w ciagu której przynajmniej raz bym o Nim nie pomyślała. Może to brzmi jak jakaś obsesja.. może to jest obsesja, nie wiem.
A najgorsze jest to jak bardzo mnie przeraża myśl o rozstaniu. Na samą myśl lecą mi łzy. Tak bardzo Go kocham, za nic nie chciałabym Go stracić.
To wszystko z jednej strony jest piękne, a zdrugiej strony mnie przeraża. To jest jak obsesja. Najbardziej przeraża mnie co będzie gdy sie rozstaniemy. Nie wiem jak będę żyć. Ale wiem, że nie będe Go zatrzymywać, bo jeśli zerwie ze mną tzn że już nie będzie w tym związku szczęśliwy, a ja tak bardzo pragnę jego szczęścia.
Zapytacie - gdzie problem, gdzie pytanie? Otóż - wydaje mi się że moja miłośc to już zachodzi na obsesje. Ale Zakochani, powidzcie mi - czy Wy tez tak macie? Może prawdziwa miłośc jest własnie jak taka obsesja..?
Mam cudownego mężczyznę. Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata. Układa nam sie świetnie. Kocham Go, a on twierdzi że kocha mnie i daje mi to odczuć.. Kocham Go z całego serca, szanuję i strasznie troszczę się i dbam o niego. Mogłabym dla niego naprawdę bardzo wiele zrobić, bez chwili wachania. Staram się dać mu wszystko co mogę, staram się dla niego pokonywac swoje słabości, powstrzmywać złośc, wyzbywać sie złych cech, bo dla niego chciałabym być jak najlepsza. Kocham Go bezgranicznie i wiele dla Niego mogłabym poświęcić. Inni mężczyźni dla mnie nie istnieją, chcę być tylko Jego. Uwielbiam go i wszystko co robi, w jaki sposób to robi, uwielbiam jego gust, poczucie humoru, sposób mówienia, chodznia, śmiania sie, całowania, patrzenia itp.
Ta moja miłość jest tak wielka, że aż mnie przeraża. Widujemy się co 2-3 dni, a ja w czasie nawet takiego krótkiego rozstania tęsknie tak że tylko odliczam dni i godziny do spotkania. Mam ochotę cały czas mu powtarzać jak bardzo go kocham, co chwilę dzwonić, pisać sms - nie robię tego zbyt często bo nie chcę wiecznie zawracać mu głowy, pisze zwykle rano i wieczorem. Prawie wszystko kojarzy mi się z Nim, nie ma godziny, w ciagu której przynajmniej raz bym o Nim nie pomyślała. Może to brzmi jak jakaś obsesja.. może to jest obsesja, nie wiem.
A najgorsze jest to jak bardzo mnie przeraża myśl o rozstaniu. Na samą myśl lecą mi łzy. Tak bardzo Go kocham, za nic nie chciałabym Go stracić.
To wszystko z jednej strony jest piękne, a zdrugiej strony mnie przeraża. To jest jak obsesja. Najbardziej przeraża mnie co będzie gdy sie rozstaniemy. Nie wiem jak będę żyć. Ale wiem, że nie będe Go zatrzymywać, bo jeśli zerwie ze mną tzn że już nie będzie w tym związku szczęśliwy, a ja tak bardzo pragnę jego szczęścia.
Zapytacie - gdzie problem, gdzie pytanie? Otóż - wydaje mi się że moja miłośc to już zachodzi na obsesje. Ale Zakochani, powidzcie mi - czy Wy tez tak macie? Może prawdziwa miłośc jest własnie jak taka obsesja..?


) Ale kocham. Bardzo. Jednak nie odbija mi 