Odbija mi!
: 21 sie 2006, 00:17
Witajcie szanowni,
A moze zamiast witajcie - ratunku! Zaczelo sie to pare miesiecy temu. Gdzies zniknal moj spokoj i pewność, spokój o nasz związek, pewność tego, że jest jej ze mna dobrze. Powoli rosła we mnie zazdrość o jej kontakty z jakimis tam facetami, niby nie było tego dużo, ale wiedziałem o przyjeździe jej byłego. Pomysł spotkania nie podobał mi się bardzo. Z początku zgodziła się z niego zrezygnowac, jednak w ostatniej chwili sam zacząłem ją namawiac. Oczywiscie miala isc beze mnie. Czekalem do drugjej w nocy z płytkim oddechem, pojechałem po nią, odebrałem i tyle. Sam sobie wtedy powiedziałem, że powinienem próbować to przełamać, wiec niech idzie, spędzi miło czas, nic się nie stanie a ja nie wyjde na zazdrośnika zamykającego ją w klatce. Nie udało mi się, czułem się potem fatalnie, zacząłem wypytywać o przebieg spotkania - żadnych awantur, tylko pytania i rozmowa.
Po jakimś czasie zacząłem fantazjować o tym jak mnie zdradza. Tak fantazjować!! Wiem, że nie jestem jedyny z taką fantazją ale dziwiło mnie to na początku bardzo że taka myśl może być podniecająca. Zacząłem sie coraz bardziej wkurzać o jakies tam jej rozmowy telefoniczne i niemal codziennie pytać czy może miała kontakt z kimś z kręgu 'potencjalnych drapieżców'. Fantazje nie ustępowały. Opowiedziałem jej o nich, chwile o tym rozmawialiśmy, aż rozmowa przerodziła się we wspólną, podniecającą zabawę. Zaczeliśmy się zabawiać ostrzej, a ona opowiadała mi szczegółowe sytuacje z jej byłymi. Nie byliśmy zabezpieczeni, nie chciałem nic więcej, a ona na to: "a X mógł..." Po tym uległem.
Zaczęła ostro przeginać, opowiadając jak jej było dobrze, co jemu/im robiła, w jakiej pozycji, na stole, na fotelu na żyrandolu i nie wiadomo gdzie jeszcze oraz że ktośtam sie nie wahał a ja sie waham, że ktośtam censored zasłużył żeby skończyć w niej a ja nie! itp - no dobra można w takiej chwili popłynąć ale to było dla mnie nie do zniesienia. Nie przestawałem. Nie miałem wtedy okazji się jej odegrać, opowiadając moje historyjki, więc to ona pisała scenariusz. Byłem wściekły ale i podniecony.
Od tamtej pory coś mi sie popieprzyło w głowie. Zrobiłem sie chorobliwie zazdrosny, niestety jej przeszłe zachowania z innymi partnerami nie mogą posłużyc za dobry prognostyk. Nie była wierna, chyba tylko jednemu czy dwóm. A mi w głowie huczą tamte słowa, niby zabawa, niby sam tego chciałem ale ciągle sam sie do nich porównuje. Potem się dowiedziałem, że część tych historii była zmyślona, ale te najgorsze niestety nie. Myśl o możliwej zdradzie doprowadza mnie do paranoi. Biorąc to wszystko do kupy z faktem, że kochamy sie bardzo rzadko ze względu na mój defekt i że jej tego brakuje, chyba moja obawa nie jest tak zupełnie z palca wyssana..?
Jednocześnie chyba mocniej otworzyłem jej oczy moimi durnymi tekstami pisanymi na gg, dostałem pierwsze sygnały o zamykaniu w klatce, nie pozwalaniu na to, na tamto, o braku powietrza i zapalającej się w jej głowie lampce. A mojej głowie censored cały rząd halogenów.. Dziwna zabawa sprowokowała mnie do takiego myślenia, choc nie powiem, że nie miałem do nich predyspozycji już wcześniej. Nie potrafie się ugryźć w język. Wiem, że nie jestem dla niej w tej chwili taki sam jak byłem na początku. Nie mam tego spokoju, humoru, pewności siebie. Zaczynam się robić kwaśny i cisnieniowy. To pewnie nie bardzo męskie w oczach kobiety, ale mówie jej to wszystko licząc na szczerość za szczerość.
Czy ona to wytrzyma?? Kocha mnie, ale bardzo ceni sobie swobode. Niech mnie ktoś kopnie bo oszaleje..
Co zrobić, żeby nie myślec o tym czy ktoś był dla niej lepszy czy gorszy? Jest ze mną to znaczy że dokonała wyboru, ale dokonała go wczesniej, a teraz jak sam widze, się zmieniłem w kłebek nerwów..
Niech mnie ktoś olśni..
A moze zamiast witajcie - ratunku! Zaczelo sie to pare miesiecy temu. Gdzies zniknal moj spokoj i pewność, spokój o nasz związek, pewność tego, że jest jej ze mna dobrze. Powoli rosła we mnie zazdrość o jej kontakty z jakimis tam facetami, niby nie było tego dużo, ale wiedziałem o przyjeździe jej byłego. Pomysł spotkania nie podobał mi się bardzo. Z początku zgodziła się z niego zrezygnowac, jednak w ostatniej chwili sam zacząłem ją namawiac. Oczywiscie miala isc beze mnie. Czekalem do drugjej w nocy z płytkim oddechem, pojechałem po nią, odebrałem i tyle. Sam sobie wtedy powiedziałem, że powinienem próbować to przełamać, wiec niech idzie, spędzi miło czas, nic się nie stanie a ja nie wyjde na zazdrośnika zamykającego ją w klatce. Nie udało mi się, czułem się potem fatalnie, zacząłem wypytywać o przebieg spotkania - żadnych awantur, tylko pytania i rozmowa.
Po jakimś czasie zacząłem fantazjować o tym jak mnie zdradza. Tak fantazjować!! Wiem, że nie jestem jedyny z taką fantazją ale dziwiło mnie to na początku bardzo że taka myśl może być podniecająca. Zacząłem sie coraz bardziej wkurzać o jakies tam jej rozmowy telefoniczne i niemal codziennie pytać czy może miała kontakt z kimś z kręgu 'potencjalnych drapieżców'. Fantazje nie ustępowały. Opowiedziałem jej o nich, chwile o tym rozmawialiśmy, aż rozmowa przerodziła się we wspólną, podniecającą zabawę. Zaczeliśmy się zabawiać ostrzej, a ona opowiadała mi szczegółowe sytuacje z jej byłymi. Nie byliśmy zabezpieczeni, nie chciałem nic więcej, a ona na to: "a X mógł..." Po tym uległem.
Zaczęła ostro przeginać, opowiadając jak jej było dobrze, co jemu/im robiła, w jakiej pozycji, na stole, na fotelu na żyrandolu i nie wiadomo gdzie jeszcze oraz że ktośtam sie nie wahał a ja sie waham, że ktośtam censored zasłużył żeby skończyć w niej a ja nie! itp - no dobra można w takiej chwili popłynąć ale to było dla mnie nie do zniesienia. Nie przestawałem. Nie miałem wtedy okazji się jej odegrać, opowiadając moje historyjki, więc to ona pisała scenariusz. Byłem wściekły ale i podniecony.
Od tamtej pory coś mi sie popieprzyło w głowie. Zrobiłem sie chorobliwie zazdrosny, niestety jej przeszłe zachowania z innymi partnerami nie mogą posłużyc za dobry prognostyk. Nie była wierna, chyba tylko jednemu czy dwóm. A mi w głowie huczą tamte słowa, niby zabawa, niby sam tego chciałem ale ciągle sam sie do nich porównuje. Potem się dowiedziałem, że część tych historii była zmyślona, ale te najgorsze niestety nie. Myśl o możliwej zdradzie doprowadza mnie do paranoi. Biorąc to wszystko do kupy z faktem, że kochamy sie bardzo rzadko ze względu na mój defekt i że jej tego brakuje, chyba moja obawa nie jest tak zupełnie z palca wyssana..?
Jednocześnie chyba mocniej otworzyłem jej oczy moimi durnymi tekstami pisanymi na gg, dostałem pierwsze sygnały o zamykaniu w klatce, nie pozwalaniu na to, na tamto, o braku powietrza i zapalającej się w jej głowie lampce. A mojej głowie censored cały rząd halogenów.. Dziwna zabawa sprowokowała mnie do takiego myślenia, choc nie powiem, że nie miałem do nich predyspozycji już wcześniej. Nie potrafie się ugryźć w język. Wiem, że nie jestem dla niej w tej chwili taki sam jak byłem na początku. Nie mam tego spokoju, humoru, pewności siebie. Zaczynam się robić kwaśny i cisnieniowy. To pewnie nie bardzo męskie w oczach kobiety, ale mówie jej to wszystko licząc na szczerość za szczerość.
Czy ona to wytrzyma?? Kocha mnie, ale bardzo ceni sobie swobode. Niech mnie ktoś kopnie bo oszaleje..
Co zrobić, żeby nie myślec o tym czy ktoś był dla niej lepszy czy gorszy? Jest ze mną to znaczy że dokonała wyboru, ale dokonała go wczesniej, a teraz jak sam widze, się zmieniłem w kłebek nerwów..
Niech mnie ktoś olśni..

jak slysze "kocham Cie" po takim czasie jako pierwszy, to wiem ze rownie szybko to jej uczucie minie. Zawsze tak bylo. Natomiast im pozniej to slyszalem tym bardziej dojrzaly byl zwiazek i uczucie. Po kilku-nastu dniach tylko gowniary mowia "kocham" a tak naprawde nie wiedza w ogóle o czym mowia.