agnieszka.com.pl • małżenstwo
Strona 1 z 3

małżenstwo

: 05 lip 2006, 23:42
autor: KocurekV
Poznałam historię kolegi która dość mocno mnie zasmuciła.
Prosi o radę a mnie zupełnie zatyka :|
Może po krótce przedstawię wam całą sytuację.
Więc chłopak ma żonę i dziecko,które jest bardzo chore.Mala ma zaldwie 9 m-cy i straszne problemy z kręgosłupem.Lekarze walczą o to by mogła chodzić.
Żona mojego kolegi próbuje go zatrzymać przy sobie wykorzystując dziecko.
On z tego co widzę nie jest szczęśliwy.Ma już dość tej całej sutuacji.
Pracuje jak wół na dom i rodzine po 14 godzin dziennie a ona nawet mu nie pomaga.
Źle sypia,ogólnie nie dba o siebie...co strsznie mnie martwi...ale z tego co widzę to po prostu nie ma na to czasu :|
Powiedział mi ostatnio o tym,że już dawno zostawiłby żonę gdyby nie dziecko.
Przeciez szczęście i miłość w życiu są najważniejsze.W małżeństwie również.
Ale gdy tego nie ma to czy małżenstwo musi być naszym więzieniem?
Dodatkowo mówi,ze poznał kogoś z kim chciałby być.Kogoś w kim się zakochał.
Dotychczas nie wiedziałam o co chodzi,ale widziałam że się zmienił.Odkąd się z nią spotyka widzę innego człowieka...radosnego,wesołego...nawet zmęczenie mu tak nie przeszkadza.
Sama nie wiem co mu poradzić.
Chcę żeby był szczęśliwy a jeśl żona mu tego nie daje to czy musi z nią być dla zasady?

: 06 lip 2006, 06:09
autor: Mona
KocurekV pisze:Chcę żeby był szczęśliwy a jeśl żona mu tego nie daje to czy musi z nią być dla zasady?

Raczej dlatego, że to jego żona, że ma obowiązki, że ma chore dziecko i że małżeństwo, to nie jest randkowanie - dzisiaj ta, a jutro inna.
KocurekV pisze:Źle sypia,ogólnie nie dba o siebie...co strsznie mnie martwi...ale z tego co widzę to po prostu nie ma na to czasu

Sądzisz, że to wina żony? Nie wierzę <pijak> Jakby chciał, to zadbałby o siebie.
KocurekV pisze:Przeciez szczęście i miłość w życiu są najważniejsze.W małżeństwie również.

Oczywiście i nie tylko jego szczęście. Ciekawe, czy rozmawiają ze sobą, a Ty jesteś taka pewna, że on taki biedny jest. Siedzisz u nich 24 na dobę?
KocurekV pisze:Dodatkowo mówi,ze poznał kogoś z kim chciałby być.Kogoś w kim się zakochał.

<brawo>

: 06 lip 2006, 08:30
autor: Andrew
ta ! dawaj tu teraz wypowiedz zony jego , to Ci odpowiem na tego posta , inaczej to nie ma sensu i reszcie też radze dystans
Pomijam to iz ma dziecko , w dodatrku chore ! i co chce teraz uciec ?
ZA MAłO DANYCH BY WRZUCIC TO DO MOJEGO KOMPA <aniolek>

: 06 lip 2006, 09:37
autor: ptaszek
znasz sytuację tylko z jednej perspektywy.... też myślę, że nie ma co gadać, skoro nie znamy tej opowieści z punktu widzenia jego żony

: 06 lip 2006, 10:43
autor: frer
Po pierwsze nie można oceniać sytuacji znając tylko jedną wersje historii.
Po drugie jak koleś się ożenił i ma dziecko to chyba coś znaczy. Wiedział w co wchodzi i co robi, a prawdziwe życie to nie zabawa w której można powiedzieć "koniec, już się nie bawie" i iść do innej piaskownicy. Nie mówię, że ma być nieszczęśliwy, ale sam siebie i swoją rodzinę do tego doprowadził, więc ciąży na nim jakaś odpowiedzialność...

: 06 lip 2006, 10:43
autor: KocurekV
Ale czemu od razu na mnie najezdżacie?
Mam wam przedstawić zdanie żony?Ok...proszę bardzo.
Jeste jej źle z tą całą sytuacją...nie wiem zupełnie co ma robić.
Tłumaczę jej,że jeśli chce go odzyskać to nie może mu robić wyrzutów...musi go zdobyć na nowo i odbudować jego zaufanie.
Zdradziła go jeszcze przed ślubem i teraz ponosi tego konsekwencje.
Wiecie co jest najśmieszniejsze?Jak pytam obydwu stron po co brali ślub skoro ona go zdradziła,a on jej nie ufał....jedna i druga strona mówi "nie wiem"
Nie rozumiem.Przeciez ślub to nie jest takie sobie widzimisie.
Teraz jeszcze chora niunia,która zamiast mieć dwójkę kochających się rodziców...ma dwoje ludzi którzy się unikają.Przeciez dziecko wyczuwa takie rzeczy :|
Może w ogóle nie powinnam się mieszać...ale zarówno ona jak i on oczekują ode mnie rad.
Kurde a co ja mogę zrobić?Przecież nie dam im swojego rozumu :|
Nie mogę patrzeć jak się męczą...
W dodatku ta druga kobieta.
Mówisz że życie to nie piskownica,zdają sobie z tego sprawę.Przynajmniej tak wnioskuję z tego co mi mówią.
Paranoja :|

: 06 lip 2006, 10:50
autor: zagubiona_wenus
każdy ma prawo do szczęścia i do drugiej szansy

: 06 lip 2006, 10:56
autor: Raskus
j/w oraz facet znalazł swoje szczęście i ma prawo aby je "zdobyć"(chodzi o kobietke) tym bardziej ze do żony nic nie czuje szczegolnego. Powinni sie rozwiesc ale byc dla siebie "bliscy" w najlepszy sposob jak to mozliwe tylko ze wzglad na dziecko. Nie wiem troche smutno takie cos slyszec... wg Mnie babka jest głupia totalnie, a facet tez skoro sie z nia wiazal przed tym jak go zdradzila <boje_sie>

: 06 lip 2006, 11:32
autor: Lagartija
Dzieckiem moze opiekowac sie i tak bedac z inna kobieta. Po co byc na sile w zwaizku i do konca zycia plus sobie w twarz? A tak kazde pojdzie w swoja trone i moze kogos pozna. To ze jest dziecko nie znaczy ze musza byc razem, watpie zeby odwaracajac sie od zony, odwrocil sie od dziecka

: 06 lip 2006, 11:45
autor: zenon
Lagartija pisze:Dzieckiem moze opiekowac sie i tak bedac z inna kobieta. Po co byc na sile w zwaizku i do konca zycia plus sobie w twarz? A tak kazde pojdzie w swoja trone i moze kogos pozna. To ze jest dziecko nie znaczy ze musza byc razem, watpie zeby odwaracajac sie od zony, odwrocil sie od dziecka


Choćby dlatego, że niemożliwym jest bycie z dzieckiem na dystans.
Jesteś wtedy ojcem od święta i za cholerę nie możesz mu pomóc na codzień.

Z perspektywy 4 lat po rozwodzie kategorycznie stwierdzam, że to mit.
Hasać można było i w "formalnym" związku, a bajzlu, który we łbie dzieciaka powstaje nic nie wyprostuje.
Bardzo mi przykro ale w tym przypadku, mimo organicznej niechęci, muszę poprzeć Andrewa (co nie zmienia faktu, że dalej go nie lubię <hahaha> )

: 06 lip 2006, 12:14
autor: miś
Kocha to dziecko to neich o nie walczy w sadzie. Rozwod i zabiera dzidziusia :)

: 06 lip 2006, 12:18
autor: jagunia
miś pisze:Kocha to dziecko to neich o nie walczy w sadzie. Rozwod i zabiera dzidziusia


Z tego co wiem,sądy najczęsciej przyznają opieke matce <hmm> Zreszta co za różnica kto "zabiera" dzidziusia? Rozwód to rozwód,dziecko to odczuwa.Tak piszecie,że każdy ma prawo do szczęścia,że ma spróbować z tą drugą kobietą.A co z żoną?Sama ma zostać z chorym dzieckiem?

: 06 lip 2006, 12:21
autor: zenon
miś pisze:Kocha to dziecko to neich o nie walczy w sadzie. Rozwod i zabiera dzidziusia :)


Pieprzeni.e - co to za różnica dla dziecka, czy matka jest z doskoku, czy ojciec?
Ono i tak się będzie zastanawiać, czy to ono nie było złe.
Potem dochodzi jeszcze działalność "kochanych" babć - tu dzieciak jest stawiany w roli arbitra - mamusia be, czy tatuś be, a to stanowczo za dużo na mały rozumek.

W każdym razie gratuluję podejścia i życzę sukcesów. Skoro tatuś nie wytłumaczył i nie dał w dupkę to życie da...

: 06 lip 2006, 13:05
autor: Mateo_20
KocurekV pisze:Przeciez szczęście i miłość w życiu są najważniejsze.W małżeństwie również.


Szczescie i milosc powinny byc rzeczami nierozlacznymi, jezeli ktos nie jest szczesliwy np. w malzenstwie to znaczy, ze nie kocha lub nie jest kochanym w stopniu dajacym mu poczucie tegoz szczescia, co za tym idzie, takie malzenstwo zupelnie nie ma sensu, bo przeciez milosc jest po to by zmieniala nas na dobre, zebysmy czuli, ze swiat jest piekny i cieszyli sie tym.

: 06 lip 2006, 14:40
autor: KocurekV
Widze,ze wasze zdania są podzielone.
Wiem,ze gdyby nie było dziecka...nie miałby żadnych skrupułów do tego,żeby ją zostawić.
Mówicie,że dziecko będzie cierpieć.Faktycznie.Moi rodzice też się rozwiedli...ale najgorsze było to,że żyli ze sobą bez miłości tyle lat.
Niunia jest bardzo mała i jeśli się teraz rozwiodą to nie będzie nic pamiętać.Może ona znajdzie sobie kogoś innego.Fakt faktem pogmatwali sobie życie a przede wszystkim życie dziecka,które tak naprawdę będzie cierpieć najbardziej.
Czy on będzie "niedzielnym ojcem"?Nie sądzę,za bardzo ją kocha.
Ale na pewno nie będzie próbował odebrać jej matce.
W gruncie rzeczy wszystko zalezy od tego czy będą się chcieli rozstać w zgodzie czy w gniewie :|
Moim zdaniem dla dobra dziecka powinni się rozwieść jak najszybciej,póki mała jest jeszcze na tyle mała,żeby później nic nie pamiętać.
Sama byłam w podobnej sytuacji i wiem,ze gdyby moi starzy roziwedli się wcześniej unikłabym wielu nieprzyjemnych sytuacji :|

[ Dodano: 2006-07-06, 14:42 ]
zagubiona_wenus pisze:każdy ma prawo do szczęścia i do drugiej szansy

Zgadzam się z Tobą ...tyle,że czasem wykorzystanie tej drugiej szansy może być bardzo
trudne.

Najgorsze jest to,że człowiek popełnia często bezmyślne błedy które później bardzo trudno naprawić,o ile w ogóle się da.
Chciałabym żeby byli szczęsliwi,zarówno ona jak i on,ale z tego co widzę to razem szczęśliwi juz nie będą...więc po co się męczyć?

: 06 lip 2006, 14:50
autor: Miltonia
Mnostwo jest takich tatusiow, co to jak tylko pojawiaja sie problemy z dzieckiem, to i milosc do mamusi sie konczy. Z czego to wyplywa, mnostwo ksiazek jest o tym. Piszesz, ze on pracuje ciezko. A jego zona nie? Posiadanie chorego dziecka, rehabilitowanie go, codzienna opieka, mysl, ze moze nie byc zdrowe, to sa przezycia straszne i wyniszczajace. Kazdy chcialby od tego uciec. I zwykle robia to tatusiowie, bo matka rzadko zostawia dziecko. I zwykle tacy tatusiowie od razu zakladaja nastepna rodzine. A na swoje dziecko co najwyzej placa alimenty.
To, co mozesz dla nich zrobic, to zamiast pocieszac biednego tatusia, ze on taki biedny i ma prawo do szczescia, zostan z ich dzieckiem, a oni niech sobie zrobia wieczor we dwoje, ktorego nie mieli pewnie od lat... .
Jakos masz wiecej wspolczucia dla tego tatusia... .

: 06 lip 2006, 14:57
autor: silence
Miltonia, nie sposób się z Toba nie zgodzic <browar> Narzekac jaki to on biedny to bardzo prosta sprawa....Jak taki biedny to niech sam sie zajmie dziekckiem opiekowac..a zona niech idzie do pracy..zobaczymy jak szybko zechce sie z nia zamienic.... Mialam sasiadow z chorym dzieckiem...i uwierz mi KocurekV, matka opiekujaca sie dzieciakiem wykonywala duzo trudniejsza prace niz tatus zarabiajacy na zycie...

: 06 lip 2006, 15:03
autor: KocurekV
Macie racje :|
A współczuje jedynie dziecku,bo oni są dorośli i doskonale wiedzieli co robią :P
Moze wspolne wyjscie a przede wszystkim rozmowa coś zmieni :|

: 06 lip 2006, 15:06
autor: silence
KocurekV pisze:Macie racje :|
A współczuje jedynie dziecku,bo oni są dorośli i doskonale wiedzieli co robią :P
Moze wspolne wyjscie a przede wszystkim rozmowa coś zmieni :|


To jest mysl...Oni pewnie sa zmeczeni juz...i tak jak powiedziala Miltonia,
Miltonia pisze:a oni niech sobie zrobia wieczor we dwoje, ktorego nie mieli pewnie od lat... .


...niestety chore dziecko to bardzo duza odpowiedzialnosc...zabiera caly wolny czas....

..porozmawiac to on powinien... nie wierze, ze ona przemeczona nie jest...tylko pewnie sie and soba nie uzala jak on :]

: 06 lip 2006, 15:31
autor: KocurekV
halo a czy ktos powiedział,że on się nad sobą użala?
Po prostu rozmawia ze mną,to wszystko...prosi o radę a to nie jest użalanie się nad sobą.
Sama gdybym była w takiej sytuacji na pewno szukałabym wsparcia w kimś obiektywnym.

: 06 lip 2006, 15:33
autor: silence
KocurekV pisze:Po prostu rozmawia ze mną,to wszystko...prosi o radę a to nie jest użalanie się nad sobą.
Sama gdybym była w takiej sytuacji na pewno szukałabym wspracia w kimś obiektywnym.


No dobra mzoe zle przeczytalam ....co nie zmienia faktu, ze on bez winy nie ejst :> <browar>

: 06 lip 2006, 15:38
autor: KocurekV
hehe...nie mówie,ze jest bez winy ;)
Oni obydwoje są winni...ale teraz zamiast ustalac kto jest winny a kto nie powinni się skupić na wyjściu z tej sytuacji,tak,żeby dziecku nie zrobić krzywdy.
W końcu ono jest Bogu ducha winne :|

: 06 lip 2006, 16:14
autor: zenon
KocurekV pisze:hehe...nie mówie,ze jest bez winy ;)
Oni obydwoje są winni...ale teraz zamiast ustalac kto jest winny a kto nie powinni się skupić na wyjściu z tej sytuacji,tak,żeby dziecku nie zrobić krzywdy.
W końcu ono jest Bogu ducha winne :|


Tu bardziej chodzi o odpowiedzialność... a być szczęśliwym, trzeba umieć...
To zabobon, że szczęście samo przychodzi...

: 06 lip 2006, 17:10
autor: KocurekV
Wiem,że szczęście trzeba zbudować...jeśli sie o nie nie stara to nie przyjdzie od tak sobie :P
Trochę bez sensu napisane "być szczęśliwym, trzeba umieć"...albo jesteś szczęsliwy albo nie jesteś.
Nie możesz się nauczyć być szczęśliwym z osobą z którą nie chcesz być...tak jak nie nauczysz się miłości tak i nie nauczysz się bycia szczęśliwym.

: 06 lip 2006, 17:17
autor: zenon
KocurekV pisze:Trochę bez sensu napisane "być szczęśliwym, trzeba umieć"...albo jesteś szczęsliwy albo nie jesteś.


Ja Ci dam "bez sensu"!!!

Zbyt wiele nałogowych cierpiętnic spotkałem, by nie wiedzieć co piszę...

: 06 lip 2006, 17:22
autor: KocurekV
A ja zbyt wiele w życiu przeszłam,żeby nie wiedzieć co piszę na temat nauki szczęścia i miłości :P
Nie ma czegoś takiego.
Moim zdaniem życie jest zbyt krótkie żeby tracić czas na takie nauki :P

: 06 lip 2006, 17:23
autor: TFA
Dla mnie porownywanie i utozsamianie szczescia z miloscia jest glupota, tacy ludzie nigdy nie beda szczesliwi. szczesaliwi beda tylko ci co umieja sie cieszyc nawet na widok srajacego ptaka na drzewie. Taka prawda.

: 06 lip 2006, 17:37
autor: KocurekV
Tzw Carpe diem :P
Wiem o co Ci chodzi i w zupełności się z Tobą zgadzam...ale nie wyklucza to faktu,że także i miłość wywołuje szczęście.

: 06 lip 2006, 17:41
autor: zenon
KocurekV pisze:Tzw Carpe diem :P
Wiem o co Ci chodzi i w zupełności się z Tobą zgadzam...ale nie wyklucza to faktu,że także i miłość wywołuje szczęście.

A kto Ci zabrania zakochiwać się ile chcesz?
...chodzi o taki stały punkt zaczepienia, powiedzmy "bazę wypadową", żeby nie było jak u Kofty "...przytuli Cię przydrożny rów..."

: 06 lip 2006, 17:51
autor: KocurekV
Chyba nie wiem o co Ci chodzi.
Zakochiwać się ile chcesz :|
Wolę się nie zakochiwać zbyt często...hehe...chyba się nie rozumiemy :| ale każdy ma własne podejście do tych spraw