Powód: były fagas (cytując film Chłopaki nie płaczą)
Fakt, związek był poważny, wspólne mieszkanie przez trzy lata, zerwała dość niedawno, bo cztery miesiące przed naszym związkiem. Więc zrozumiałe że jakieś tam sentymenty muszą być, wspomnienia i inne umysłowo-emocjonalne przeszkadzajki.
Ale usłyszeć, że w jej sercu jest nadal były facet, ten który "był kiedyś ideałem i z którym planowała sobie życie" !?! Nosz kurrwaaaaaaaaaaa (sorki) - jeszcze kilka dni temu wyznawała mi gorącą miłość i bombardowała sms'ami z pracy. To ja byłem ten jedyny, psia Jej mać.
Decyzja ostra, ale przyznała mi rację - wczoraj jeszcze tego nie chciała, ale wczoraj za bardzo pokazałem że cierpię i że ta sytuacja mnie przerasta - nie potrafię Jej dać czasu tak jakby tego chciała. Taki juz jestem. Albo rybka albo pipka.
Ale, ale...
Rozstaliśmy się w miłej atmosferze. Było przytulanko, zrobiła mi kanapki do pracy (siedzę właśnie), zawiozłem ją na imprezę służbową, później ją odbieram - ja muszę posiedzieć nad projektem, a Ona bawi (raczej średnio) dwie ulice dalej.
W sobotę mamy ślub i wesele u Jej wspaniałej rodziny. jest świadkową. Mnie jej rodzina uwielbia. Ona chce żebym z nią jechał, ale zaznacza że jeżeli tylko i wyłącznie robię to z powodu, aby nie robić Jej przykrości to mam nie jechać.
Planowaliśmy urlop razem - już za dwa tygodnie, zresztą tydzień temu z radością złożyliśmy w pracy wnioski urlopowe i cieszyliśmy się na myśl o wyjeździe.
Istne szaleństwo. Spadliśmy z wieżowca na ziemię. Huśtawka oooogromna.
Co ja mam robić??? Być obok niej, być przyjacielem, niczego nie oczekiwać i czekać na rozwój sytuacji? Jestem w stanie to łyknąć - jest mi naprawdę lżej.
Czy może odciąć się i kazać iść na wesele z byłym (joke, oczywiście nie pójdzie, wątpię żeby do niego wróciła), mieć w dupie i być censored??


Trochę egoizmu w tym wypadku nie zawadzi, pamiętaj że to Ty bardziej to odczułeś. Ona wraca do byłego z tego co zrozumiałem? No to Ty sobie ulżyj i nie męcz się niepotrzebnie 




ale nie musisz im wierzyć." - Forrest Gump
) ...
ale czy ktoś kiedykolwiek był w stanie we własnej sprawie sercowej kierować się zdrowym rozsądkiem
<browar>