agnieszka.com.pl • Kwestia przyzwyczajenia ?
Strona 1 z 3

Kwestia przyzwyczajenia ?

: 08 mar 2004, 22:21
autor: Poggie
No właśnie jak to jest ... pytanie skierowane raczej do pań, czy uważacie że przebywając z jednym partnerem dość długo powiedzmy 5,6 lat no może krócej ;) mozna dość do czegoś takiego co nazywa się przyzwyczajeniem ? Chodzi mi o to że np myślicie sobie aaaa tyle lat z nim wytrzymałam to niech już zostanie ... lub coś w tym stylu. Ostatnio spotkałem się właśnie z kilkoma takimi przypadkami i tak prawdę mówiąc dla mnie jest to troche dziwne ... zwazywszy na fakt że pary te według mnie nie są stworzone dla siebie i osobiście nie widze ich za powiedzmy 10, 15 lat razem.

: 08 mar 2004, 22:55
autor: Andrew
Jest cos takiego! :549: to przykre ale jest

: 08 mar 2004, 22:58
autor: Student
Teraz czesto mozna cos takiego spotkac , a nawet bym powiedzial ze bardzo czesto. Zauroczenie po jakims czasie mija i pozostaje przyzwyczajenie. Pewnie ludzie sie musza męczyc w takich zwiazkach...

: 08 mar 2004, 23:02
autor: Poggie
ale sam już nie wiem ... albo ja jestem za młody albo nie wiem co ... przeciez to nie ma żadnego sensu ... jak ktoś chce się przyzwyczajać to niech sobie kota lub psa kupi ...

: 09 mar 2004, 17:05
autor: agata
hmmm w moim otoczeniu nie spotykam sie z takimi zwiazkami ze ludzie sa ze soba bo"jak juz tak długo sie to ciągnie to niech juz zostanie".
dlatego tez jest to dla mnie troche abstrakcyjne, ale jezeli juz takie cos sie pojawia to moim zdaniem przyczyna tego jest obawa przed "brakiem tej drugiej osoby" nie da sie ukryc ze jak sie z kims jest przez kilka lat łaczy sie z nim wszystko wolne chwile,zainterewsowanie,wzajemnie sie rozwiązuje swoje problemy to nagle brak tej osoby powoduje pewnien szok i ludzie boja sie tej "nowej rzeczywistosci" bo oczywiste jest ze poczatki samemu beda trudne!

: 09 mar 2004, 22:18
autor: BlueEyes
Poggie wiesz co.... sama doświadczyłam tego swoistego przyzwyczajenia, z tą jednak różnicą, iz kiedy zauwazylam, ze jestem z owym Panem z przyzwyczajenia skonczyłam... ten chory zwiazek- a tak było po 4,5 roku. Cóż... trudno...
Ale rozumiem takich ludzi, na swoisty sposób nadal kochają, ale to już nie jest taka miłość, miłość dojrzała, ale wyuczona (niejako) ...
Są także leniwi i nie chce im się szukać dalej, bo w gruncie rzeczy.. wmawiają sobie, ze jest im dobrze! A kiedy prawda przed oczami stanie... decydują... odejść czy zostać, bo tak było jemu/jej dobrze, a dla mnie w sumie.. tez nie jest on/ona takim zlym człowiekiem.
Rozne są powody, ale czy ja wiem, ze to z bojaźni przed brakiem drugiej osoby Agata? Może.. też.. po części, ale dla nikłego procentu tychże ludzi.
Czasem ludzie godzą się ze stanem rzeczy, bo wydaje im sie, ze juz tak musi być...

Pozdrawiam

: 09 mar 2004, 23:01
autor: agata
Rozne są powody, ale czy ja wiem, ze to z bojaźni przed brakiem drugiej osoby Agata?


jak najbardziej zgadzam sie ze sa jeszcze inne powody podałam tylko jeden z mozliwych :)
pozdrawiam

: 10 mar 2004, 00:19
autor: gracja
A coz to za bojkot dlugich zwiazkow...
Moj trwa ponad 4 lata i jestem spelniona, ale nie przepelniona :) widze przed nami przyszlosc, jak rowniez to, ze caly czas jestesmy sie w stanie mobilizowac i zaskakiwac nawzajem.
to bardzo ciekawy układ..
wydaje mi sie, ze mozna trafic personalnie :) na kogos, kto bedzie dla Ciebie przyjacielem i partnerem przez lata, nawe po slubie.
zakladajac, ze 4- 5 letni zwiazek to juz przezwyczajenie calkowicie przekreslacie idealistyczną wizje malzenstwa (choc sama jestem w fazie, gdzie mysl o slubie mnie obrzydza :D
byc ze sobą - z chęci i radosci przebywania to prawdziwe partnerstwo - nie wazne ile trwa !

: 10 mar 2004, 11:59
autor: Jaga
Ja widzę tu pewną różnicę - są związki, w których po dwudziestu nawet latach wciąż "iskrzy", bo to co jest, zostało zbudowane na szalonej miłości, czasem przeczącej rozsądkowi, na przyjaźni, zrozumieniu. Te iskrę trzeba ciągle podsycać, dbać o siebie, uważać, by nie wpaść w "formę" żony, męża, partnera. Ale są też inne związki, gdzie prawdziwej "iskierki" nigdy nie było. Zaczęli się spotykać, bo nie mieli z kim, potem nie chcieli zrywac, bo nie chcieli zostać sami i żyją tak dalej... Z przyzwyczajenia.

: 10 mar 2004, 13:49
autor: Poggie
gracja pisze:A coz to za bojkot dlugich zwiazkow...
Moj trwa ponad 4 lata i jestem spelniona, ale nie przepelniona :) widze przed nami przyszlosc, jak rowniez to, ze caly czas jestesmy sie w stanie mobilizowac i zaskakiwac nawzajem.
to bardzo ciekawy układ..
wydaje mi sie, ze mozna trafic personalnie :) na kogos, kto bedzie dla Ciebie przyjacielem i partnerem przez lata, nawe po slubie.
zakladajac, ze 4- 5 letni zwiazek to juz przezwyczajenie calkowicie przekreslacie idealistyczną wizje malzenstwa (choc sama jestem w fazie, gdzie mysl o slubie mnie obrzydza :D
byc ze sobą - z chęci i radosci przebywania to prawdziwe partnerstwo - nie wazne ile trwa !


mnie raczej chodziło o te bardziej nieszczęsliwe związki :] skoro twój jest udany to raczej oczywiste że nie możan tu mówić o przyzwyczajeniu ;)

co nieco zrozumiałem z waszych wypowiedzi :) ale ciągle mam niedosyt :P no nic trudno :P

: 11 mar 2004, 09:52
autor: foxy_lady
BlueEyes pisze:Są także leniwi i nie chce im się szukać dalej, bo w gruncie rzeczy.. wmawiają sobie, ze jest im dobrze!
(...)
Rozne są powody, ale czy ja wiem, ze to z bojaźni przed brakiem drugiej osoby Agata?

Czasem ludzie godzą się ze stanem rzeczy, bo wydaje im sie, ze juz tak musi być..

zgdzam się, czasem ludzie robią to z wygodnictwa, z lenistwa własnie a przede wszytskim ,głownie dotyczy to kobiet, z obawy że zostaną same. nic mylnego
czesem jest szkoda tej drugiej osoby. to wszystko sprawia, że cieżko jest podjąć właściwą decyzję.... :558:

: 11 mar 2004, 20:33
autor: Aga
Ok, ale się ponura atmosfera zrobiła w tym temacie. Ja z moim partnerem jestem 2 lata. Nie mieszkamy ze sobą, ale chodzimy do jednej klasy, widujemy się codziennie i spedzamy ze sobą zawsze dużo czasu po zajeciach. O nudzie nie ma mowy. Nasz związek przechodzi różną intensywność, ale od czasu do czasu dostaję ni ztąd ni zowąd czegoś co nazywam "miłosnym pierdolcem". Nie potrafię się skupić, myślenie o nim i marzenia sprawiają mi nieziemską przyjemnośc, tęsknota, niemalże fizyczny ból w brzuchu. Jeśli nie ma Go wtedy przy mnie co chwile się masturbuję i nie mam dosyć... Jak Go widzę to mimo ze znamy się od 5 lat mam takie motyle w żołądku, a jak mnie całuje to odlatuje. Potem jest znowu spokojnie ( czyt. nie mam takiej obsesji), potem znowu dostaję pierdolca. To cudowne uczucie i mam nadzieję że "przyzwyczajenie nigdy nas nie dopadnie. Najważniejsze to traktować partnera takze jako przyjaciela.

: 11 mar 2004, 21:22
autor: Andrew
Dopadnie !! :569: NIC NIE TRWA WIECZNIE !! :P :D

: 11 mar 2004, 21:35
autor: agata
krzys !!juz było tak pieknie a ty cały nastrój zepsułes ;)

: 11 mar 2004, 21:50
autor: Andrew
Bo życie to nie jest bajka !! :547: i nie zawsze bedzie tak pieknie !! :547: ale w sumie i tak jest cudownie :)

: 12 mar 2004, 09:51
autor: Jaga
A DLACZEGO PRZYZWYCZAJENIE TRAKTUJE SIĘ JAK COŚ ZŁEGO??? Nie da się uniknąć w żadnym dłuższym związku przyzwyczajenia. Uwielbiam pić rano kawę, zwykle tego samego gatunku, czasem z cukrem, czasem z mlekiem, czasem nie zdąże :(. Czasem smakuje niezwykle, czasem zwyczajnie, ale daje mi poczucie bezpieczeńswa, ze wszystko idzie swoim rytmem. Przyziemne to porównanie, bo nijak się ma mój facet do kawy, ale cieszę się, że przyzwyczaiłam się (mam nadzieję na całe życie) właśnie do niego, bo jest w dobrym gatunku i smakuje cudownie:):):)

: 12 mar 2004, 11:28
autor: Maverick
Przyzwyczajenie musi byc?
"Ale czy nie byloby milo..." gdyby go nie bylo?
Mowisz i masz...

: 12 mar 2004, 11:58
autor: Jaga
jeśli człowieka nie traktuje sie jak "kawy", tylko go się jeszcze od wielu lat kocha, ma sie z nim dziecko, przeszło sie z nim wiele cudownych i bolesnych chwil...nie byłoby miło. Ale przyzwyczajenie nie jest niczym złym, jeśli nie jest samym tylko przyzwyczajeniem.

: 12 mar 2004, 13:43
autor: Maverick
Nie chodzilo mi o to ze nie byloby tego kogos tylko ze nie byloby przyzwyczajenia ;)

: 12 mar 2004, 17:26
autor: agata
Uwielbiam pić rano kawę, zwykle tego samego gatunku, czasem z cukrem, czasem z mlekiem, czasem nie zdąże . Czasem smakuje niezwykle, czasem zwyczajnie, ale daje mi poczucie bezpieczeńswa, ze wszystko idzie swoim rytmem. Przyziemne to porównanie, bo nijak się ma mój facet do kawy, ale cieszę się, że przyzwyczaiłam się (mam nadzieję na całe życie) właśnie do niego, bo jest w dobrym gatunku i smakuje cudownie:))


jaga cudnie powiedziane!!!! i racja okazuje sie ze z góry zakładamy ze przyzwyczajenie to cos złego a widac ze tak nie jest :)

: 13 mar 2004, 01:23
autor: Maverick
To o czym piszecie to poczucie stabilnosci i bezpieczenstwa i czesto wiaze sie to z przywyczajeniem aczkolwiek niekoniecznie :d

: 13 mar 2004, 10:17
autor: Jaga
Ale przyznasz, że nie byłbyś z kobietą, do której trudno by Ci sie było przyzwyczaić. Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Jest nam dobrze z tymi ludźmi, przy których na co dzień czujemy się bezpiecznie, bo znają nasze przyzwyczajenia, a my znamy ich. Przy których nie musimy niczego udawać. Młodzi ludzie boją sie słowa "przyzwyczajenie", bo świadczy ono o jakieś skostniałości i że w takim związku nie może wydarzyć się już nic niezwykłego. A to nieprawda. Moim zdaniem przyzwyczajenie, które pozwolę sobie nazwać PRZYWIĄZANIEM, jest nieodłącznym elementem dojrzałej miłości.

: 13 mar 2004, 12:32
autor: agata
Moim zdaniem przyzwyczajenie, które pozwolę sobie nazwać PRZYWIĄZANIEM, jest nieodłącznym elementem dojrzałej miłości.



cos w tym jest!! gdy jestes z kims to po porstu nie wyobrazasz sobie jak to by było gdyby tego kogos nie było bo jest on tak "wrosniety" w twoja rzeczywistosc ze nie mozliwe jest jego nieistnienie!!

: 13 mar 2004, 16:02
autor: Maverick
Faktycznie, ja z moja ukochana jestem jakies 8 miesiecy i czuje sie jakbysmy od zawsze byli razem :d

: 13 mar 2004, 19:37
autor: Aga
Są jednak ludzie którzy po pewnym czasie przestają sie starać. Mężczyzna przestaje, kobieta stwierdzi że ona nie będzie się poniżać i o niego zabiegać, on stwierdzi że nie ma sensu się starać skoro jej nie zależy ...i tak sobie żyją. Zauważam w swoim związku taką właściwość. Jest spokojnie, takie mini przyzwyczajenie, spędzimy razem miły wieczór i już czuję się jakbym go poznała wczoraj . To nie musi być wieczór, może być przytulenie, miły gest. Miłość trzeba cały czas pielęgnować, a wtedy przyzwyczajenie nie jest niczym przykrym.

: 14 mar 2004, 18:37
autor: Duszek
Jasne, że można się przyzwyczaić, nawet NALEŻY. Należy przyzwyczaić się do rytuałów drugiej osoby, do jej poczucia humoru (gdybym się do niego nie przyzwyczaiła, byłoby ze mną kiepsko).. Należy przyzwyczaić się do wspólnego spania i do wielu innych RZECZY, ale nigdy nie do osoby.. przecież zmieniamy się my, zmienia się partner.. w zależności od nas, od sytuacji życiowej..
Z tego co widzę wiele osób łaczy przyzwyczajenie z monotonia i nudą.. a do tego nie można dopuścić. Należy się starać, być wyrozumiałym i OTWARTYM na drugą osobę, należy przede wszystkim OBSERWOWAĆ i zauważać zmiany, bo osoba z którą jesteśmy nie jest osobą którą pozaliśmy :-)

: 14 mar 2004, 20:11
autor: agata
widziecie ze na początku tego tematu kazdy pisał ze przyzwyczajenie to zła rzecz a teraz sie okazuje ze przyzwyczajenie to takze cecha pozytywan jezeli ja dobrze rozpatrujemy :) takie podejscie tylko cieszy!!! prawda ze trzeba sie do wielu rzeczy przyzwyczajic chocby to spanie wspólne to wcale nie jest takie łatwe zasypiac wtulonym w kogos jak sie wczesniej przez kilkanasie lat miało całe łóżko dla siebie ;)

: 14 mar 2004, 21:16
autor: Maverick
agata pisze:chocby to spanie wspólne to wcale nie jest takie łatwe zasypiac wtulonym w kogos jak sie wczesniej przez kilkanasie lat miało całe łóżko dla siebie ;)

A mnie moja dziewczyna kochana uspokaja, sprawia ze o wszystkim zapominam, jestem przy niej szczesliwy i zasypiam bez problemu :)

: 18 mar 2004, 21:15
autor: Duszek
bo Wy z natury nie macie problemów z zasypianiem :-) :P
Rozwalacie sie na calym lozku a my.. wtulone w was, lub .. wgniecione w sciane.. probujemy zasnac gdy wy chrapiecie :-)

: 18 mar 2004, 22:09
autor: agata
Rozwalacie sie na calym lozku a my.. wtulone w was, lub .. wgniecione w sciane.. probujemy zasnac gdy wy chrapiecie


brawo duszek ;) choc ja tam sie wcale nie dziwie tez lubie spac jak mi sie podoba nawet zajmujac całe łóżeczko ;) no ale jak bedzie trzeba to sie odzwyczaje :)