Zejście na nowo...i wyjazd :-(
: 01 cze 2006, 14:13
Witam Wszystkich...
Opowiem Wam moja historię i proszę o porady...
Dokladnie w lipcu 2004 roku odbywalem praktyki w jednej z firm...Tam poznałem Panią której naprawiłem komputer...Potem tak jakos wyszlo, ze poznalem tez jej córkę...Jak ja zobaczylem pierwszy raz - powiedzialem sobie : " Musze o nia powalczyc..." Dlugie blond wlosy, zielone oczka
i w ogole cud świata...
Czulem ze to byla milosc od pierwszego wejrzenia...Miala na imię Asia...Zaczely sie wspolne spacery,spotkania,rowerowe wycieczki...Czulem ze poznalem dziewczynę ,taka z ktora moglbym zostac do konca zycia...Takie cos sie czuje od razu...Po miesiacu spotykania sie zostalismy parą...Bylo cudownie...Wiadomo ze raz po raz byly klotnie ,ale bylo tez godzenie sie
Spotykalismy sie przez 7 miesiecy...A potem...Cos sie stalo...Nie chciala sie spotkac...Nie chciala mi powiedziec o co chodzi...Pojechalem do niej porozmawiac-powiedziala ze mna mnie dosyc i ze nie chce mnie juz wiecej widziec...
Czulem bol,nie moglem spac po nocach,aly czas myslalem o niej i co moglem zrobic zle...
Po jakims czasie minelo,moglem spac,normalnie funkcjonowac,ale i tak czasami o niej myslalem...Napisalem smsa na imieniny...na urodziny...na dzien kobiet...Ona raz po raz napisala tez cos...Ale kontakt sie urwał i to znacznie...Moze przez okres roku widzialem ja 2,3 razy...Za kazdym razem szybko uciekalem...Bo wracaly wspomnienia...
W grudniu siedzac z kolega na piwie zapytal mi sie czy ja ją jeszcze kocham..Odpowiedzialem...Musialbys zapytac : Czy ja kiedykolwiek przstalem kochac...Odpowiedzialbym ze nie...A gdybys mial okazje to zaczalbys spotykac sie z nia jeszcze raz? Odpowiedzialem : Tak...Chociaz bylem zdania ze 2 razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi...
W styczniu kontakt jakos nam sie ponowił...smsy...spotkania...az w koncu zapytalem sie czy zaczelibysmy jeszcze raz...Odpowiedziala z usmiechem na twarzy,ze tak...I tak sie zaczęło...Dokladnie od 14 stycznia znowu jestesmy razem...Jest super i po rozmowach stwierdzam ze sie zmienila,a co najwazniejsze dojrzala do zwiazku...Przebaczylem to co zrobila,ale powiedzialem zeby juz wiecej mnie nie skrzywdzila...
Wlasnie jest super,ale zawsze musi byc jakieś ale...
Otóż w pazdzierniku jedzie do Niemiec do szkoly na wymianę...Wroci dopiero w czerwcu 2007r. Jedzie do miejscowosci polozonej zaraz za granicą POL-GER...ale co z tego...Powiedziala mi ze damy radę...Ze mnie kocha i nie chce mnie stracic...Ze to blizsza odleglosc niz do Warszawy...Ze bedziemy sie spotykac...Ze jesli sie ma zaufanie i sie kocha to sie przetrzyma,a te 9 miesiecy tylko podbuduje zwiazek...Ale ja sie boje...I tak sie boje...Tego ze pojedzie i zapomni...Ze kogos pozna...Ja wiem ze innej dziewczyny nie chcę...Kocham ja jak sie kocha ten jeden raz w zyciu...Nie wiem co ja mam zrobic,bo jak pomysle ze mam ja zegnac to leca mi łzy...
Opowiem Wam moja historię i proszę o porady...
Dokladnie w lipcu 2004 roku odbywalem praktyki w jednej z firm...Tam poznałem Panią której naprawiłem komputer...Potem tak jakos wyszlo, ze poznalem tez jej córkę...Jak ja zobaczylem pierwszy raz - powiedzialem sobie : " Musze o nia powalczyc..." Dlugie blond wlosy, zielone oczka
Czulem bol,nie moglem spac po nocach,aly czas myslalem o niej i co moglem zrobic zle...
Po jakims czasie minelo,moglem spac,normalnie funkcjonowac,ale i tak czasami o niej myslalem...Napisalem smsa na imieniny...na urodziny...na dzien kobiet...Ona raz po raz napisala tez cos...Ale kontakt sie urwał i to znacznie...Moze przez okres roku widzialem ja 2,3 razy...Za kazdym razem szybko uciekalem...Bo wracaly wspomnienia...
W grudniu siedzac z kolega na piwie zapytal mi sie czy ja ją jeszcze kocham..Odpowiedzialem...Musialbys zapytac : Czy ja kiedykolwiek przstalem kochac...Odpowiedzialbym ze nie...A gdybys mial okazje to zaczalbys spotykac sie z nia jeszcze raz? Odpowiedzialem : Tak...Chociaz bylem zdania ze 2 razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi...
W styczniu kontakt jakos nam sie ponowił...smsy...spotkania...az w koncu zapytalem sie czy zaczelibysmy jeszcze raz...Odpowiedziala z usmiechem na twarzy,ze tak...I tak sie zaczęło...Dokladnie od 14 stycznia znowu jestesmy razem...Jest super i po rozmowach stwierdzam ze sie zmienila,a co najwazniejsze dojrzala do zwiazku...Przebaczylem to co zrobila,ale powiedzialem zeby juz wiecej mnie nie skrzywdzila...
Wlasnie jest super,ale zawsze musi byc jakieś ale...
Otóż w pazdzierniku jedzie do Niemiec do szkoly na wymianę...Wroci dopiero w czerwcu 2007r. Jedzie do miejscowosci polozonej zaraz za granicą POL-GER...ale co z tego...Powiedziala mi ze damy radę...Ze mnie kocha i nie chce mnie stracic...Ze to blizsza odleglosc niz do Warszawy...Ze bedziemy sie spotykac...Ze jesli sie ma zaufanie i sie kocha to sie przetrzyma,a te 9 miesiecy tylko podbuduje zwiazek...Ale ja sie boje...I tak sie boje...Tego ze pojedzie i zapomni...Ze kogos pozna...Ja wiem ze innej dziewczyny nie chcę...Kocham ja jak sie kocha ten jeden raz w zyciu...Nie wiem co ja mam zrobic,bo jak pomysle ze mam ja zegnac to leca mi łzy...

A swoją drogą dziwna ta dziewczyna...Mogę wiedzieć, ile ma lat?

powodzonka w dalszym wspólnym życiu