2 letnia para problem
: 19 mar 2006, 00:16
Jestem Nowy więc witam wszystkich was serdecznie Nazywam się Piotr Jestem z Kalisza mam 19 lat.
Pisze bo właściwie mam problem z którym nie potrafię sobie poradzić od jakiegoś już czasu. Z moją dziewczyną jestem 2 lata dużo razem przeszliśmy bardzo się kochamy i ogólnie wszystko wygląda dobrze wiadomo jak to w związku są kłótnie są chwile szczęście. Zawsze staram się rozumieć moją dziewczynę, szukać kompromisu, to ja jestem tym który idzie zwykle na ustępstwa - ktoś zawsze musi. Dręczy mnie właściwie chyba pierdoła ale nie wiem. Dodam jeszcze że dziewczyna jest atrakcyjna bardzo otwarta i chętnie nawiązuje znajomości z innymi. W jej szkole uczy jest jakiś gościu który ma bierzmowanie zna go na korytarzu mówi mu cześć i od czasu do czasu pogada sobie, gość poprosił moją dziewczyna aby ta była jego świadkiem na bierzmowaniu, ona mi o tym powiedziała ja nie stawiałem oporów, właściwie to nawet nie chciało mi się iść na czyjeś bierzmowanie - nawet nie znam gościa. Z tym że jak przejawiła mi się myśl że jednak mógłbym pójść, spotkałem się z wielkim sprzeciwem z jej strony, po pikantnej rozmowie doszliśmy do wniosku że mogę przyjść, jej argumenty nie były na wysokim poziomie po prostu twierdziła że nie powinniśmy wszędzie być razem bo przecież nie jesteśmy papuszkami nierozłączkami. Nie ruszyło mnie to jakoś mocno psychicznie. Ale później zadzwonił do niej ten koleś i umówił się z nią na 10 15, nie powiedziała kto dzwonił dopiero jak ją pociągnąłem za język to powiedziała kto jak zapytałem o konkrety to dopiero powiedziała że umówiła się na 10 15 to zaproponowałem że spotkamy się wcześniej i później będziemy o tej 10 15 razem. No nie była z tego zadowolona i proponowała mi godzinę 11. 00 czyli 45 minut później - ten czas to miała być próba. Jestem człowiek i wiadomo że jeśli się czegoś zabroni to będę to chciał więc uparłem się aby spotkać się o 10 10 wybuchła wielka wielka kłótnia. Z tekstami że to jest jego święto i on niemoże czuć się skrępowany moją obecnością. Wiadomo kłótnia jak kłótnia nic zazwyczaj pozytywnego nie wychodzi. na drugi dzień spotkaliśmy się o 10 00 wszystko było ok. trochę sie pośmialiśmy no i przyszedł pan od bierzmowania trzymaliśmy się za rekę jak go zobaczyła gwałtownie mnie puściła popatrzałem na nią nie smacznie odpowiedziała że przecież tak nie można. zostawiłem ich samych bo tak się umówiłem miałem trochę spraw do pozałatwiania nie dostałem nawet buzi na pożegnanie. Zatrzymajmy się teraz na moment i jakie do tej pory moge wyciągać wnioski - 1 zupełnie obca osoba jest ważniejsza ode mnie, 2 moja dziewczyna wie że chłopak może być w niej zakochany i nie chce go ranić, 3 coś może dziać się nie tak - raczej mało prawdopodobne, 4 moja dziewczyna już taka po prostu jest ze nie zawe\sze zachowuje się dobrze. No więdz ciąg dalszy - spotkaliśmy się po całej ceremonii umnie okazało się ze chłopak chciał ją zaprosić do restauracji - [ponoć po bierzmowaniu tak się robi ona nie skorzystała bo wiedziala że nie jestem w dobrym nastroju i już mieliśmy inne plany, ale gośc zaproponował mnoże za tydzień. na dobrą sprawę nie wiem co odpowiedziała ale powiedziała mi ze zaprosił ją. Oczywiście bezemnie ale ona bardzo chętnie by poszła. No censored się bo co mi innego zostało przecież tak nie można ja nie umawiam się z innymi dziewczynami do restauracji. właściwie to wkurzyłem sie pierwszy raz w ciągu tych 2 lat. Jej argumenty były takie że ten gość nie jest w jej typie i że jest jego świadkiem i musi mieć z nim kontakt, wierze jej. zażuciłem jej brak dyplomacji i tego że nie potrafi odpowiednio wyjść z takiej sytuacji i powinna mu przypomnieć omnie że możemy pojść za tydzień ale będzie zemną. no nie powiedziała przyznała że nie wpadła na to że mogła by tak powiedzieć.
Nowy akapit i sprawę przedstawiam w innym wymiarze. Chodzi o to że ja od jakiegoś czasu żyje ciągle w świadomości że mogę ją stracić, nie tylko z rą któregoś z zalotników których w na mniesiąc przypada z 2 kolesi. dość mocno ją ograniczam widzimy sie średno 3/4 razy w tygodnio około 4/5 godzin dziennie. chyba dość często ale ja mógłbym nonstop z nią być. Wszystkie inne dziewczyny odtrącam stawiam ją na pierwszym miejscu ponad wszystkim. Mam przeczucie że moja dziewczyna ma zbyt wielką świadomośći tego że nie musi o mnie walczyć bo ja i tak zawsze będe nitk jej nie zagrarza.
Pomyślałem o małym doświadczeniu i stworzeniu jej sztucznej rywalki wiadomo numer z telefonem - numer kumpla zapisać jako imię żeńsie i on by puszczał strzałki czy coś. Ewentualnie pretekst zaniesienia jakiejść koleżance zeszytu z lekcjami takie tam. Myślicie że to może pomóc może macie jakieś pomysły moze to ze mną nie tak coiś jest i jestem zbyt zaborczy ale zrozumcie mnie na miesiąc przypada 2 jakiś nowych zalotników a ja musze sie denerwować.
Dzięki za cierpliwość w czytaniu może ktoś poratuje mnie
Pozdrawiam
Pisze bo właściwie mam problem z którym nie potrafię sobie poradzić od jakiegoś już czasu. Z moją dziewczyną jestem 2 lata dużo razem przeszliśmy bardzo się kochamy i ogólnie wszystko wygląda dobrze wiadomo jak to w związku są kłótnie są chwile szczęście. Zawsze staram się rozumieć moją dziewczynę, szukać kompromisu, to ja jestem tym który idzie zwykle na ustępstwa - ktoś zawsze musi. Dręczy mnie właściwie chyba pierdoła ale nie wiem. Dodam jeszcze że dziewczyna jest atrakcyjna bardzo otwarta i chętnie nawiązuje znajomości z innymi. W jej szkole uczy jest jakiś gościu który ma bierzmowanie zna go na korytarzu mówi mu cześć i od czasu do czasu pogada sobie, gość poprosił moją dziewczyna aby ta była jego świadkiem na bierzmowaniu, ona mi o tym powiedziała ja nie stawiałem oporów, właściwie to nawet nie chciało mi się iść na czyjeś bierzmowanie - nawet nie znam gościa. Z tym że jak przejawiła mi się myśl że jednak mógłbym pójść, spotkałem się z wielkim sprzeciwem z jej strony, po pikantnej rozmowie doszliśmy do wniosku że mogę przyjść, jej argumenty nie były na wysokim poziomie po prostu twierdziła że nie powinniśmy wszędzie być razem bo przecież nie jesteśmy papuszkami nierozłączkami. Nie ruszyło mnie to jakoś mocno psychicznie. Ale później zadzwonił do niej ten koleś i umówił się z nią na 10 15, nie powiedziała kto dzwonił dopiero jak ją pociągnąłem za język to powiedziała kto jak zapytałem o konkrety to dopiero powiedziała że umówiła się na 10 15 to zaproponowałem że spotkamy się wcześniej i później będziemy o tej 10 15 razem. No nie była z tego zadowolona i proponowała mi godzinę 11. 00 czyli 45 minut później - ten czas to miała być próba. Jestem człowiek i wiadomo że jeśli się czegoś zabroni to będę to chciał więc uparłem się aby spotkać się o 10 10 wybuchła wielka wielka kłótnia. Z tekstami że to jest jego święto i on niemoże czuć się skrępowany moją obecnością. Wiadomo kłótnia jak kłótnia nic zazwyczaj pozytywnego nie wychodzi. na drugi dzień spotkaliśmy się o 10 00 wszystko było ok. trochę sie pośmialiśmy no i przyszedł pan od bierzmowania trzymaliśmy się za rekę jak go zobaczyła gwałtownie mnie puściła popatrzałem na nią nie smacznie odpowiedziała że przecież tak nie można. zostawiłem ich samych bo tak się umówiłem miałem trochę spraw do pozałatwiania nie dostałem nawet buzi na pożegnanie. Zatrzymajmy się teraz na moment i jakie do tej pory moge wyciągać wnioski - 1 zupełnie obca osoba jest ważniejsza ode mnie, 2 moja dziewczyna wie że chłopak może być w niej zakochany i nie chce go ranić, 3 coś może dziać się nie tak - raczej mało prawdopodobne, 4 moja dziewczyna już taka po prostu jest ze nie zawe\sze zachowuje się dobrze. No więdz ciąg dalszy - spotkaliśmy się po całej ceremonii umnie okazało się ze chłopak chciał ją zaprosić do restauracji - [ponoć po bierzmowaniu tak się robi ona nie skorzystała bo wiedziala że nie jestem w dobrym nastroju i już mieliśmy inne plany, ale gośc zaproponował mnoże za tydzień. na dobrą sprawę nie wiem co odpowiedziała ale powiedziała mi ze zaprosił ją. Oczywiście bezemnie ale ona bardzo chętnie by poszła. No censored się bo co mi innego zostało przecież tak nie można ja nie umawiam się z innymi dziewczynami do restauracji. właściwie to wkurzyłem sie pierwszy raz w ciągu tych 2 lat. Jej argumenty były takie że ten gość nie jest w jej typie i że jest jego świadkiem i musi mieć z nim kontakt, wierze jej. zażuciłem jej brak dyplomacji i tego że nie potrafi odpowiednio wyjść z takiej sytuacji i powinna mu przypomnieć omnie że możemy pojść za tydzień ale będzie zemną. no nie powiedziała przyznała że nie wpadła na to że mogła by tak powiedzieć.
Nowy akapit i sprawę przedstawiam w innym wymiarze. Chodzi o to że ja od jakiegoś czasu żyje ciągle w świadomości że mogę ją stracić, nie tylko z rą któregoś z zalotników których w na mniesiąc przypada z 2 kolesi. dość mocno ją ograniczam widzimy sie średno 3/4 razy w tygodnio około 4/5 godzin dziennie. chyba dość często ale ja mógłbym nonstop z nią być. Wszystkie inne dziewczyny odtrącam stawiam ją na pierwszym miejscu ponad wszystkim. Mam przeczucie że moja dziewczyna ma zbyt wielką świadomośći tego że nie musi o mnie walczyć bo ja i tak zawsze będe nitk jej nie zagrarza.
Pomyślałem o małym doświadczeniu i stworzeniu jej sztucznej rywalki wiadomo numer z telefonem - numer kumpla zapisać jako imię żeńsie i on by puszczał strzałki czy coś. Ewentualnie pretekst zaniesienia jakiejść koleżance zeszytu z lekcjami takie tam. Myślicie że to może pomóc może macie jakieś pomysły moze to ze mną nie tak coiś jest i jestem zbyt zaborczy ale zrozumcie mnie na miesiąc przypada 2 jakiś nowych zalotników a ja musze sie denerwować.
Dzięki za cierpliwość w czytaniu może ktoś poratuje mnie
Pozdrawiam

Jakies kolony Ci sie wpieprzaja w zwiazek a Ty pozwalasz sie jarac jeszcze tym swojej dziewczynie.. Jestem rok z moja i mialem raz sytuacje w ktorej jej kumpel.. Zawsze jej dobry kumpel z klasy sie w niej zakochal..
od tego momentu chcialam zeby bardziej mu zalezalo,mniej sie spotykalismy...ja bardzo chcialam sie spotkac itd..ale chcialam zeby tez tego bardzo chcial. No i teraz doslownie prosi mnie o spotkania...
Chłopie zastanów się co robisz... ty jej zabranisz a ona i tak swoje będzie robić w szkole i w innych miejscach gdzie jest bez Ciebie. To mija się z celem...
