Zczelo sie od idiotycznej klutni w wyporzyczalni filmow.On dopadl jakis film (co prawda to byl triller ale...) z jakimis lizacymi sie panienkami na okladce a ja nie lubie kiedy moj facet oglada takie bzdury przy mnie!Zreszta ktora kobieta lubi zeby jej facet wlampial sie z ciala innych

Wiec powiedzialam mu ze jest zboczony bo sie wkurzylam:(I ktos to uslyszal.Wiem ze wtedy powinnam puknac sie w glowe ale od tego sei zaczelo...Pojechalismy do domu i rozpetalo sei pieklo...On koniecznie chcial udowodnic mi jaka jest roznica pomiedzy filmem porno a normalnym...I zaczal sciagac jakies pornosy i ja puszczac.To juz mnie wyprowadzilo z rownowagi!Zaczelam trzaskac laptopem i wtedy zostala chyba przekroczona granica.Zaczal lapac mnie za rece,mowic mi ze jestem nienormalna:(Bylo mi coraz bardziej przykro i bylam coraz bardziej wsciekla...On ciagle mnie prowokowal,ranil slowami a ja nie umialam go wtedy przegadac:(Sytuacja nie uspakajala sie wrecz przeciwnie-narastal zal i wscieklosc.Kiedy wszystko pozornie sie uspokoilo polozylismy sie do lozka...mnie bylo bardzo przykro...szukalam pocieszenia przy nim...chcialam przeprosic.On mnie do siebie odpychal,obrazal,rzucal obelgi...Wiec w pewnym momencie gdy powiedzial mi dosc dobitnie zebym sie od niego odczepila- consored -poprostu nie wytrzymalam,tego wszystkiego co uslyszalam,co sie stalo...i wtedy go uderzylam:(Zaluje,oj zaluje...Bo wiem ze to byla moja wina w 90 procentach.Jego chyba tylko w tym ze nie probowal mnie uspokoic , ze prowokowal:(On jest bardzo uparty i kiedy sie wsciekam on to jeszcze poteguje,nie lagodzi tylko prowokuje,najczesciej slowami,ignorowaniem,udawaniem ze mnie nie slyszy.Ale czy to co sie stalo jest nie wybaczalne?Czy to o wszystkim przesadzi?Ja rowniez jestem bardzo porywcza,bywam zla,ale szybko sie uspokajam,zauwazam wine i chce naprawic to rownie szybko jak popsulam...niewiem jak bedzie...juz wszystko zaczyna sie ukladac po woli...ale to jeszcze nie to...czy to powroci...czy czas tu pomoze?Nadal cierpimy,mysle ze oboje,ale czy w rownym stopniu?Chyba nie...Ja chce przestac juz go ranic,chce wszystko naprawic,aby powrocilo to co teraz jest daleko...czy to mozliwe?Kiedy on uwierzy znow we mnie i pozwoli pokazac sobie ze mowie prawde,ze mam szczere checi?Patrze na niego kiedy spi,korzystam z kazdej chwili gdy jest blisko by poczuc jego zapach,obserwuje jego twarz kiedy nie widzi,kocham go choc on moze w to nie wierzyc.Absolutnie nie chce zrobic z siebie ofiary bo wiem ze to ja zranilam ale ja tez cierpie w tej sytuacji...
[ Dodano: 2006-01-22, 14:37 ]Zaczelo sie od idiotycznej klutni w wyporzyczalni filmow.On dopadl jakis film (co prawda to byl triller ale...) z jakimis lizacymi sie panienkami na okladce a ja nie lubie kiedy moj facet oglada takie bzdury przy mnie!Zreszta ktora kobieta lubi zeby jej facet wlampial sie z ciala innych

Wiec powiedzialam mu ze jest zboczony bo sie wkurzylam:(I ktos to uslyszal.Wiem ze wtedy powinnam puknac sie w glowe ale od tego sei zaczelo...Pojechalismy do domu i rozpetalo sei pieklo...On koniecznie chcial udowodnic mi jaka jest roznica pomiedzy filmem porno a normalnym...I zaczal sciagac jakies pornosy i ja puszczac.To juz mnie wyprowadzilo z rownowagi!Zaczelam trzaskac laptopem i wtedy zostala chyba przekroczona granica.Zaczal lapac mnie za rece,mowic mi ze jestem nienormalna:(Bylo mi coraz bardziej przykro i bylam coraz bardziej wsciekla...On ciagle mnie prowokowal,ranil slowami a ja nie umialam go wtedy przegadac:(Sytuacja nie uspakajala sie wrecz przeciwnie-narastal zal i wscieklosc.Kiedy wszystko pozornie sie uspokoilo polozylismy sie do lozka...mnie bylo bardzo przykro...szukalam pocieszenia przy nim...chcialam przeprosic.On mnie do siebie odpychal,obrazal,rzucal obelgi...Wiec w pewnym momencie gdy powiedzial mi dosc dobitnie zebym sie od niego odczepila- consored -poprostu nie wytrzymalam,tego wszystkiego co uslyszalam,co sie stalo...i wtedy go uderzylam:(Zaluje,oj zaluje...Bo wiem ze to byla moja wina w 90 procentach.Jego chyba tylko w tym ze nie probowal mnie uspokoic , ze prowokowal:(On jest bardzo uparty i kiedy sie wsciekam on to jeszcze poteguje,nie lagodzi tylko prowokuje,najczesciej slowami,ignorowaniem,udawaniem ze mnie nie slyszy.Ale czy to co sie stalo jest nie wybaczalne?Czy to o wszystkim przesadzi?Ja rowniez jestem bardzo porywcza,bywam zla,ale szybko sie uspokajam,zauwazam wine i chce naprawic to rownie szybko jak popsulam...niewiem jak bedzie...juz wszystko zaczyna sie ukladac po woli...ale to jeszcze nie to...czy to powroci...czy czas tu pomoze?Nadal cierpimy,mysle ze oboje,ale czy w rownym stopniu?Chyba nie...Ja chce przestac juz go ranic,chce wszystko naprawic,aby powrocilo to co teraz jest daleko...czy to mozliwe?Kiedy on uwierzy znow we mnie i pozwoli pokazac sobie ze mowie prawde,ze mam szczere checi?Patrze na niego kiedy spi,korzystam z kazdej chwili gdy jest blisko by poczuc jego zapach,obserwuje jego twarz kiedy nie widzi,kocham go choc on moze w to nie wierzyc.Absolutnie nie chce zrobic z siebie ofiary bo wiem ze to ja zranilam ale ja tez cierpie w tej sytuacji...