Pisze w takiej nietypowej sprawie... No wiec mam kilka problemow, mam nadzieje, ze nie zostane za bardzo zjechana, bo dla mnie to dosc wazne

Po pierwsze nie potrafie porozumiec sie ze swoim facetem. Czesto sprzeczamy sie o pierdoly, ale oboje wtedy sie ranimy nawzajem... Mieslismy spedzic razem sylwestra, ale rodzice kazali mu jechac z nimi opiekowac sie jakims malym dzieciakiem... Bardzo mi na tym zalezalo, wydaje mi sie, ze nie staral sie wystarczajaco zeby to zalatwic... A moze to ja przesadzam, moze nie powinnam sie obrazac, za cos, co nie bylo jego wina, ale chcialabym miec faceta, ktory potrafi sie zbuntowac, pokazac na co go stac, do konca wierzylam ze bedzie, co sprawilo ze w sumie wyladowalam na lodzie, nio ale temat nie o tym. W kazdym razie to po prostu cos co przyczynilo sie do tego, ze z nim zerwalam... Wlasciwie to wyslalam mu smsa ze nie moge byc z kims komu na mnie nie zalezy, i zeby nie dzwonil ani nie pisal bo mi bedzie trudniej... No i oczyiwsice zadzwonil... zapytal czy mysle, ze to w porzadku zalatwiac wszystko przez smsa.. Najgorsze jest to, ze kocham go bardzo, ale nie wierze, ze sie zmieni... Jest jeszcze cos... Nie wiem za bardzo jak to napisac, zeby zostac dobrze zrozumiana... Mam wrazenie, ze nie dzialam na niego zupelnie... Jesli sie calujemy to z mojej inicjatywy, reszta tak samo.. Nie wiem, tak jakby sie czegos bal.. Jak zapytalam, dlaczego jest taki oziebly to powiedzial, ze ma problem, ale nie chce jeszcze o tym rozmawiac... Nie naciskalam... Jednak martwi mnie to.. Kiedys zanim sie rozstalismy planowalismy rozpoczac wspolzycie, no i dwa razy nie wyszlo z Jego powodu... Zastanawiam sie czy to moze chodzic o to? Czy jestem niesprawiedliwa i focham bez powodu? Nie wiem jak sprawic zeby sie przelamal, mialam takie powazne plany na dzisiaj, ale nic z tego nie wyszlo, a boje sie ze nastepnej taki okazji moze nie byc bo ten kryzys nas zabije. Najgorsze, ze jak mu powiedzialam, ze nie wiem czy chce z nim byc, to prawie sie poplakal... Jestem z nim mocno zwiazana, ale nie umiem juz sobie z tym wszystkim poradzic

Prosze o nie smianie sie ze mnie, jesli ktos uwaza ze to jest dziecinny problem, bo dla mnie niestety nie jest.Wlasciwie pierwszy raz piszac posta tutaj jest mi cholernie smutno

Nie oczekuje jakis zlotych rad, bo musze poradzic sobie sama, ale moze ktos wie o co chodzi, przezyl cos podobnego. Moze jak ja naciskam to on jeszcze bardziej zamyka sie w sobie... A z drugiej strony jesli mowi cos co sprawia, ze robi mi sie przykro to mam nie reagowac? Sama nie wiem.. Dziekuje jesli ktos to przeczytal... Szczesliwego Nowego Roku wszystkim
