Strona 1 z 3
Kto wierzy w powroty?
: 06 gru 2005, 20:59
autor: mrozony_mis
"Ile Cie trzeba docenic, ten tylko wie, kto Cie stracil"
Pol roku temu rozstalem sie z zona po 15 latach malzenstwa. Typowo dla faceta - zrobilem to z powodu stagnacji, znudzenia i ostatecznie przez inna kobiete. Mimo , ze w nowym zwiazku wszystko bylo ok, zrozumialem po niewczasie, ze moglem duzo zrobic, zeby poprawic i uratowac moje malzenstwo. Swojej nastepnej partnerce, szczeze wyznalem co czuje. Rozstalismy sie. Chcialbym wrocic do swojego poprzedniego zwiazku (tylko prosze bez moralow). Zone zranilem bardzo, nie wiem czy kiedys mi wybaczy, czy zechce. Ja nie chce innej kobiety mimo, ze nie jest idealna. Zona nie powiedziala nie na moj powrot, ale powiedziala, ze potrzebuje czasu. Wiem, ze targa nia ogromna ambiwalencja.Cale zycie ustawilem, tak by moc czekac. Wierze , ze warto. Czy ktos z Was ma podobne doswiadzczenia, czy mozna wrocic do zwiazku po dramacie jaki sie przezylo, i moc go odbudowac i udoskonalic?
PS
czy ktos wie co zrobic, zeby nie wyswietlaly mi sie emotki na stronie ?
: 06 gru 2005, 21:05
autor: Kokos
Nie ma związków których nie da się odbudować

na pewno znajdziesz jakiś sposób żeby wszystko naprawić.
: 06 gru 2005, 21:30
autor: prien
Nie ma związków których nie da się odbudować usmiech na pewno znajdziesz jakiś sposób żeby wszystko naprawić.
17 latek pociesza 34 latka

Miałem podobną sytuacje ze swoja dziewczyną. Zraniłem ja bardzo lae potem zrozumiałem że chce do niej wrócić. Udałao się i jest dobrze
Czasem niektórych związków nie da się uratować. Wg mnie to zalezy czy ona Cię kocha. Jednakże nie mam takiego doświadczenia (tylko 21 lat) więc chyba wypowiedzi bardziej doświadczonych wiekowo forumowiczów będa bardziej miarodajne

: 06 gru 2005, 21:50
autor: mrozony_mis
Kocha, ale boi sie ponownie zaufac. Dodatkowo sa tez wokol "dobrzy ludzie", ze swoimi madrosciami.
: 06 gru 2005, 21:54
autor: gracja
mrozony_mis pisze:Kocha, ale boi sie ponownie zaufac.
ile nie byliscie razem?
sobie potrafisz zaufac?
czujesz jeszcze cos do tej kobiety (drugiej)?
: 06 gru 2005, 21:57
autor: Olivia
Powroty nigdy nie są łatwe, zwłaszcza w Waszej sytuacji. Ja je uznaję, ale można wrócić tylko 1 raz. Ja na Jej miejscu kopnęłabym Cię w zad, ale daj Jej czas. Może kiedyś zdecyduje, że pozwala Ci wrócić...
: 06 gru 2005, 22:02
autor: Haro
Ja wierze w powroty. Gdybym nie wierzyl to nie walczylbym dalej o swoja najwieksza i jedyna milosc.
: 06 gru 2005, 22:17
autor: Mentor
Praktykę małżeńską mam niezbyt imponującą ... może dlatego, że żadną, ale ...
Moim zdaniem z takim podejściem masz duże szanse, dużo miłości, dużo cierpliwości, nie zawiedź jej, pokaż, że można Ci ufać, że ją i tylko ją kochasz. Nie znam okoliczności, jednak jeśli kocha Cię i dostanie odpowidnio dużo czasu ... hym POWODZENIA
: 06 gru 2005, 22:44
autor: sadi
mrozony_mis pisze:czy ktos wie co zrobic, zeby nie wyswietlaly mi sie emotki na stronie ?
Jak piszesz posta to masz opcje zeby nie wyswietlaly sie buzki...w swoim profilu tez masz chyba podobna opcje.
: 06 gru 2005, 22:48
autor: Yasmine
Jest opcja w profilu : "Zawsze włączaj Uśmieszki" , wiec daj na NIE

: 06 gru 2005, 23:36
autor: kina
Mentor pisze:pokaż, że można Ci ufać, że ją i tylko ją kochasz.
zawiódł juz raz jej zaufanie.....skad Ona ma te pewnosc ze nie zrobi tego po raz drugi, trzeci, dziesiaty.....
Ja pozwolilabym wrocic do siebie facetowi, ale na pewno nie po zdradzie, za duzy cios, ból i rozczarowanie....
Skoro sie kocha to nie robi sie takich rzeczy, ja bym nie potrafila zdradzic!!
Jednak kazdy ma inne podejscie do tych spraw, ciezko jest mowic i radzic w czyms czego sie nie przezylo!!
Mam nadzieje ze ta sprawa zakonczy sie dobrze i wrocisz do swojej zony, w koncu byliscie ze soba od dawna, jednak bedziesz sie musial bardzo sarac odrobic stracone zaufanie, a z doswiadczenia wiem ze to bardzo trudne zadanie!! Nie zalamuj sie i walcz, a beda efekty!!
POWODZENIA
: 06 gru 2005, 23:43
autor: Anielica
Ja wierzę, kiedyś rozstałam się z moim facetem, to było dawno temu i nie dobrze , że się to stało, alepatrząc na to dziś to muszę stwierdzić, że dzięki temu jest jeszcze lepiej

Jakoś rozłąka dobrze nam nie zrobiła, nie nadajemy się do tego.

: 07 gru 2005, 00:05
autor: Mijka
kina pisze:Ja pozwolilabym wrocic do siebie facetowi, ale na pewno nie po zdradzie, za duzy cios, ból i rozczarowanie....
Skoro sie kocha to nie robi sie takich rzeczy, ja bym nie potrafila zdradzic!!
ja tez. pozwolilabym wrocic ale nie jakby mnie zostawil dla innej albo zadradzil. nie znioslabm mysli ze jakas inna kobieta choc na chwile zawladnela jego sercem, myslami i cialem...
ale generalnie wierze w powroty. na pewno jest cos w tym, ze zaczynamy doceniac to co mielismy jak to stracimy... ale tzreba tez wziac pod uwage ze niektorych rzeczy nie da sie wybaczyc, nawet jak sie kocha, choc to bardzo indywidualna sprawa i zalezy od charakteru danej osoby.
: 07 gru 2005, 00:13
autor: kina
Mia pisze:nie znioslabm mysli ze jakas inna kobieta choc na chwile zawladnela jego sercem, myslami i cialem...
to ze zawladnela na chwile jego umyslem i sercem moglabym wybaczyc, bo różnie to bywa..., jezeli takie zauroczenie byloby jednostronne oczywiscie, platoniczne i praktycznie nieosiagalne!
Natomiast jezeli zawladnelaby jego cialem i sercem na dluzej, gdyby zdradzal mnie z ta kobieta to wtedy bym tego nie zniosla, nie wiem co bym zrobila, nie bylam w takiej sytuacji i mam nadzieje ze nigdy nie bede musiala byc.... <boje_sie>
: 07 gru 2005, 02:18
autor: Koko
Wierze , ze warto. Czy ktos z Was ma podobne doswiadzczenia, czy mozna wrocic do zwiazku po dramacie jaki sie przezylo, i moc go odbudowac i udoskonalic?
Ty wierzysz. A Ona?
Czym chcesz Jej udowodnić, że jednak warto? Bo samą skruchą i chęciami Ci się nie uda.
Jeśli mieliście solidne podstawy, możecie do nich wrócić. Nie, przepraszam, nic już nie będzie takie samo. Ale można się postarać. Ważna jednak chęć obojga. Bez względu na "dobrych ludzi z mądrymi radami".
Jeśli zdecydujecie się, razem, na odbudowę tego, co runęło, zastanów się czy masz na to wystarczająco materiału. Tak jak i Ona. Czy będziecie budować na marnym, wodnistym gruncie, czy razem wybierzecie działkę. Czy będziecie oszczędzać na materiale, czy też włożycie w to wszystkie dostępne środki. Ale tak, by miało to swoją jakość. Bo kiedy dziury w fundamentach (zakładam, że "jakiś" istnieje"), będziesz chciał tylko załatać, nic Wam z tego nie wyjdzie.
A jeśli solidny fundament już stanie, pamiętaj o podlewaniu płyty, tak by promieniami słońca, nie zawalić reszty. Bo w reszcie będziesz mieszkał. I musisz czuć się w niej dobrze. Swoimi chęciami ścian nie zbudujesz, co najwyżej wstawisz okna. Ale właśnie, do czego, kiedy nie ma ścian? Swoimi starymi uczuciami, dobrymi przeżyciami, co najwyżej udekorujesz wnętrze, bądź wykonasz izolację, ale wnętrza nadal nie będziesz posiadał. Bez solidnych stropów i ścian. Takich, by nie nastąpiła korozja betonu, spowodowana użyciem niewłaściwych składników do mieszanki betonowej, albo niewłaściwą pielęgnacją, bądź jej brakiem. I pamiętaj, że nad tym wszystkim ma spoczywać dach. Czyli Spokój.
Jesteś gotowy na rozpoczęcie inwestycji, tak aby nie przerwać jej w połowie, bo np. zabraknie kapitału?
: 07 gru 2005, 08:25
autor: Andrew
Jesli jest miedzy wami miłosć , której nie dostrzegaliscie wczesniej , a to zas spowodowało to co sie stało , to szanse są ! Ty jak mniemam ją kochasz , pytanie czy Ona ?jesli tak , warto !
Jestescie mądrzejsci o pewne przezycia , jak i o 15 lat zycia , jesli ciagnie WAS DO SIEBIE jest dobrze ! <browar>
: 07 gru 2005, 08:42
autor: spooky27
Nie znam Cię i nie chcę oceniać, ale... Sama przeżyłam takš sytuację - mój ojciec zrobił takie wiństwo mamie. Niby dorosły facet a zachowywał się jak dziecko. Nie można ot tak sobie zmienić zdania - 15 lat temu "i nie opuszczę Cię aż do mierci", a tu inna panna. Po pewnym czasie opamiętał się (?) i na kolanach wrócił.. Został przyjęty, ale dla mnie już na zawsze pozostanie niesmak...Ja w życiu bym takiego powrotu nie przyjęła.
Dlatego nie zdziw się jeli jednak powie "NIE"
: 07 gru 2005, 09:04
autor: Andrew
Osadzacie swych ojców niejako nic praktycznie nie wiedzać , albo wiedzac nie do konca całą prawdę , tak jak w wczorajszym odcinku MAGDY "M" gdzie to potepiała ojca swego wiedzac to co wiedziała a co jako dziecku matka jej powiedziała !
Oczywiscie ze są i sytuacje jasne jak słonce , ale czy na pewno ?
: 07 gru 2005, 09:15
autor: spooky27
Może..
Jednak dla mnie zdrada jest zdradš i nie można tu znaleć powodów łagodzšcych winę. Zresztš nie tyczy się to tylko małżeństwa, ale również przyjani itp.
: 07 gru 2005, 09:21
autor: Andrew
spooky27 pisze:Może..
Jednak dla mnie zdrada jest zdradš i nie można tu znale�ć powodów łagodzšcych winę. Zresztš nie tyczy się to tylko małżeństwa, ale również przyja�ni itp.
w wilu przypadkach są jednak czynniki tą winę łagodzace !
np Ty masz duzy temperament , On za jakis czas bedzie miał znacznie mniejszy , i tak pozostanie ! bedziesz sie kochac raz na miesiać albo na dwa miesiace , a i ten sex nie bedzie taki jak sobie wymazyłąś , ile lat tak wytrzymasz ? 5-10 ? jesli Ci sie uda wytrzymać to oki ale przy duzym temperamencie jest to nie mozliwe , i co wtedy ! fajnie sie mów jak sie ma lat 23 <aniolek2>
: 07 gru 2005, 10:03
autor: Aniusia
Tak Tak oglądałam wczorajszy odcinek Magdy M i też byłam oburzona, bo tu akurat świństwo zrobiła kobieta z zwaliła winę na faceta- to zwykłe świństwo. Ale wracając do tematu powroty sa możliwe

Ja zostałam zdradzona rowno rok temu

w tej chwili jestem razem z męzem.Żyjemy, planujemy swięta cieszymy sie z sukcesow dzieci, robimy razem zakupy .........ale ja ufam mojemu mezowi w 98%niestety

mam nadzieję ze to sie zmieni bo minął dopiero rok czas leczy rany i mysle ze zaufam mu w 100% .......Jedno co mnie martwi to to ze niespodziewanie wracaja do mnie obrazy i mysli związane z tym wydażeniem i pewnie twoja żona tez tak będzie miała. Pytanie ile ma siły i ile ma miłosci zeby te obrazy w sobie stłumić i zyc dalej.....ale warto probować i walczyć o miłośc bo to jedyne co w zyciu ma sens !
Pozdrawiam

: 07 gru 2005, 10:12
autor: mrozony_mis
Koko napisal:
Jeśli mieliście solidne podstawy, możecie do nich wrócić. Nie, przepraszam, nic już nie będzie takie samo. Ale można się postarać.
Koko nie!
Ja nie chce , zeby bylo tak samo. Ja zrozumialem ile moglem zrobic , zeby bylo lepiej. Gdyby bylo dobrze nie doszlo by do tego wszystkiego. Troche martwi mnie to, ze ona nie dostrzega zadnych wlasnych bledow. A przeciez tam, gdzie jest dwoje ludzi nic nie dzieje sie jednostronnie. Gdy rozmawialismy w trakcie rozstania, ona powiedziala, ze bylo to dla niej szokiem. W jej odczuciu nasze ostatnie dwa lata byly najlepsze, ze wszystkich od czasu kiedy jestesmy ze soba. Zwiazane to byc moze bylo z tym ze wreszcie mielismy swoj naprawde piekny dom, ze sie uatabilzowalismy troche finansowo, ze wszystko szlo dobrze. Ale ja czulem sie coraz bardziej z boku. Balem sie jej o tym powiedziec, gdy probowalem reagowala nerwowo wiec sobie odpuscilem. Zaczalem szukac kogos innego, z kim moglbym szczerze porozmawiac. Zbudowalem w okol siebie mur, przez , ktory ona nie chciala (?) sie przebic. Szukalem i szukalem, ona cos przeczuwala, ale nie iterweniowala, potem powiedziala, ze uznala , ze jestem typem ktory czegos ciagle szuka...Tak, tylko, ze ja szukalem kogos a potem czegos. Tak szukalem, az w koncu znalazlem. Zreszta kogos w podobnej sytuacji. Zakochalem sie jak szczeniak i postanowilem byc konsekwenty jak facet. Gdy wczesniej zdarzalo sie podobnie, to ucinalem te znajomosci, ze starchu z rozsadku. Tym razem powiedzialem nie, nie bede sie bal -pojde na calosc. I poszedlem. Wszystko stalo sie tak nagle. Pewnego dnia zobaczylem jak zona walczy o mnie , to juz byla sama koncowka. Chcialem pojsc, prosic o wybaczenie - ona wtedy byla gotowa to zrobic. Wtedy ja pomyslam sobie: pogodzimy sie ok, ale co bedzie nastepnego dnia, dzis poddam sie emocjom, a jutro znowu bedzie po staremu. Poczulem zlosc, ze teraz walczy, a wczesniej byla krolewna i jej sie nie chcialo. Postanowilem, ze nie chce jej juz, ze pojde w strone nowego zycia. Poszedlem. Po kilu miesiacach , mimo, ze w moim nowym zwiazku wszystko bylo ok, ze nowa partnerka pod wieloma wzgledami przewyzszala moja zone, a przedewszystkim chcialo sie jej starac, ja chce wrocic. Zaczynam doceniac co to dom , co to rodzina, ile warte jest to, co przez tyle lat budowalem. Mamy kilkunastoletniego syna. A jak juz wspomnialem - wszyscy zylismy miom zdanie obok siebie. Dopiero po tym wszystkim zaczalem z nim normalnie rozmawiac.
Po 14 latach pierwszy raz powiedzialem do niego "kochan Cie synu" a on powiedzial "kocham Cie tato". Zaczelo do mnie docierac to, co przeciez kiedys juz mialem w glowie. Ze jak cos masz, czyli rodzine, to musisz robic wszystko, by nad tym pracowac. W zyciu, wiadomo, wszystko powszednieje. Nawet najpiekniejsza kobieta, najprzystojnieszy facet, najnamietniejsza milosc, najgoretszy sex, wszystko, tylko trzeba to umiec zrozumiec. Ja mialem wszystko, ale ja jak w pisence-chcialem wiedziec co dalej jest. I przekonalem sie - nie bylo warto. Lecz smutna prawda jest taka, ze bez tego co sie stalo , nie dowiedzial by sie tego. Niech moja historia, bedzie dla innych nauka. A wszystko mozna bylo zalatwic prosta rzecza -rozmowa. Po tym wszystki uwazam, ze najwazniejsza w zwiazku jest komunikacja. Gdy przestajemy ze soba rozmawiac, to zaczynamy sie konczyc. Lepiej wypowiedziec najgorsze nawet mysli. Lepiej powiedziec swojej kobiecie, ze zaczynam sie obawiac siebie, bo jak dziki pies ogladam sie za kazda prawie dziewczyna, niz udawac , ze wszystko ok. Slowem gorzkie slowa prawdy, lepsze sa czesto od slodkich klamstw. To banal. Ja po czasie odkrylem jak prwadziwe moga byc banalne, obiegowe prawdy. To co wiem to ogromny, skarb, ale jaka cene musialem zaplacic by sie tego dowiedziec...... uff
: 07 gru 2005, 11:57
autor: kina
Andrew pisze:w wilu przypadkach są jednak czynniki tą winę łagodzace !
np Ty masz duzy temperament , On za jakis czas bedzie miał znacznie mniejszy , i tak pozostanie !
znaja swoje temeramenty po 15 latach malzenstwa, i po takim czasie wspolnego mieszkania, bycia ze soba, rozwiazywania problemow i rozmow nie sadze zeby w sprawie sexu nie mogli sie dogadac...po za tym nie sex jest najwazniejszy w zwiazku!
Jezeli ich temperamenty faktycznie sie roznia to mozna znalezc rozwiaznie i na pewno nie jest to zdrada!!
Koko pisze:samą skruchą i chęciami Ci się nie uda.
zgadzam sie w 100%
: 07 gru 2005, 13:48
autor: Mysiorek
mrozony_mis pisze:Ja po czasie odkrylem jak prwadziwe moga byc banalne, obiegowe prawdy. To co wiem to ogromny, skarb, ale jaka cene musialem zaplacic by sie tego dowiedziec...... uff
Czy zawsze ludzie muszą wsadzić łapę do ognia, żeby poczuć ?
No dobraaaa...
Powodzenia - bo powroty się zdarzają. I często jest lepiej niż było.
Choć inaczej. <browar>
: 07 gru 2005, 14:27
autor: Aniusia
Jaki ty Mysiorku jesteś pełen optymizmu.....a mnie go jakoś dziś brakuje

chyba dlatego ze wracaja wspomnienia sprzed roku i jakoś tak boli

: 07 gru 2005, 15:18
autor: mrt
Generalnie jestem przeciwna powrotom. Ale nie wtedy, kiedy mamy do czynienia z małżeństwem - tu zawsze warto od nowa wszystko zaczynać. Jest coś takiego w ślubie, że związek małżeński to już przestają być jaja i tylko chodzenie ze sobą do kina. Bo ślub zobowiązuje. Do prób ratowania i budowania wszystkiego, choćby od nowa.
Wracaj. A ode mnie masz kopa na szczęście
I nawet nie słuchaj tych, co Ci gadają, że to bez sensu. Wcale ich nie słuchaj. Mam 100-procentową pewność, że to jest dopiero sens!
: 07 gru 2005, 15:30
autor: eng
Co znaczy powrót ? do czego ?
Skoro ktoś odchodzi i rzuca zwiazek, partnera to oznacza, że nie ma już do czego wracać, bo wrócic można tylko do punktu wyjścia, a to był moment gdzie występował powód do kopnięcia kogoś w dupę ... czyli bezsensu ...
Nie ma powrotów, żadnych ... moim zdaniem.
A co zmienia ślub ? To że jest się czyjąś żoną lub mężem nie zmienia niczego w relacjach np po zdradzie ... mąż nie jest przypisany do żony ani ona do niego, tylko z faktu małżeństwa ... skoro jedno lub oboje poszli sobie w cholerę to czego mieli by szukać w tym bagnie z którego wczesniej uciekli ? bo ślub brali ? żaden powód jak dla mnie ...
: 07 gru 2005, 15:33
autor: Mysiorek
Aniusia pisze:i jakoś tak boli
Boleć będzie. Raz słabiej, raz silniej. To takie małe piekiełko.
Ale to dobrze o Tobie świadczy

mrt pisze:to jest dopiero sens!
Bo jest <browar>
: 07 gru 2005, 15:40
autor: Mysiorek
eng pisze:A co zmienia ślub ?
Ślub jest tu przysłowiowy. Chodzi raczej o wspólne 15 lat, dzieci i całą resztę.
Błądzić ludzka rzecz.
No i chodzi o miłość. Jeśli przez coś została zabita - to będzie bardzo ciężko.
Jeśli nie - to
dlaczego nie???
: 07 gru 2005, 15:48
autor: Hyhy
A ja sie przekonalem, ze wszystko sie zmienia

Pozdrawiam Cie Andrew i musze powiedziec ze nie jest zbyt skaplikowana filozofia zyciowa, ale bardzo ... zyciowa
Nie wypowiem sie wiec, czy wybaczylbym zdrade, bo wszystko zalezy od kazdego drobnego szczegolu takiej np zdrady i mojego podejscia do zycia, od tego jak ono mnie uksztaltowalo. Wiec chyba nie ma sensu jak do tej pory myslec nad wieloma rzeczami, nad ktorymi potrafilem myslec, chociaz refleksje nad soba sa wrecz skazane, bo bez tego jakos czuje sie ze jestem nikim
Tyle odemnie, 3majcie sie cieplo
