agnieszka.com.pl • Zwierzenia
Strona 1 z 1

Zwierzenia

: 23 maja 2005, 10:33
autor: sami
Hejka, przede wszystkim chciałam się przywitać, bo jest to mój pierwszy post tutaj :)

Ta sprawa nie jest stricte związana z uczuciami, ale wyjaśnię po kolei.
Bardzo wiele znajomych i przyjaciół zwierza mi się ze swoich spraw sercowych. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało - wręcz przeciwnie, cieszę się, że mi ufają. Sęk w tym, że jest to w większości relacja jednostronna, a ja czasami też potrzebuję się komuś wygadać. Poza tym czuję wewnętrznie, że jednynie z osobami, z którymi zwierzamy się sobie wzajemnie, łączy mnie prawdziwe koleżeństwo czy przyjaźń.
Czasami chciałabym pogadać z kimś o moich problemach, a zazwyczaj tak wychodzi, że rozmawiam o cudzych.

: 23 maja 2005, 10:41
autor: Hyhy
Heja na forum

Mow TY powiedz ze chcesz o czyms pogdac. A jak nie wyjdzie masz forum :)

: 23 maja 2005, 10:45
autor: Krzych(TenTyp)
No to zajebiście trafiłeś Kolezanko:D Witamy serdecznie

: 23 maja 2005, 11:16
autor: sami
Cóż za miłe powitanko :D Dzięx serdeczne ;PP Na pewno bedę tu pisać :P

: 23 maja 2005, 12:47
autor: ptaszek
Każdy czasem odczuwa taką potrzebę. Bywa, że trudno wprost o czymś pogadać w cztery oczy z jakąś osobą, po prostu łatwiej zrobić to za pośrednictwem netu. Ale szczerze się przyznam, że jak czasem czytałam odpowiedzi co do niektórych problemów i zwierzeń, to rezygnowałam z napisania tu o tym, co mnie trapi. Jednak to forum niejednej osobie w jakiś sposób pomogło i naprowadziło na jakąś drogę.

: 23 maja 2005, 13:18
autor: Lawrence
I will animal to you -> Zwierze ci sie :D

: 23 maja 2005, 16:03
autor: natasza
pewnie jest w tym otoczeniu osoba godna zaufania, tylko Ty nie potrafisz się otworzyć.
Sam wiesz komu możesz zaufać - może warto spróbować.
No i już masz nas. ;]

: 23 maja 2005, 16:21
autor: lizaa
ja sie tam nikomu nie zwierzam a jesli juz to mojemu Miskowi... a jezeli chodiz o niego to juz nie lubie rozmawiac o nim z przyjaciolmi.jakos zawsze nie potrafia pomoc, wiec po co rozmawiac?

: 23 maja 2005, 22:51
autor: sami
Kurczę, dzisiaj uż się trochę wkurzyłam. Gadałam z kumpelą, ktorą nie raz i nie dwa wysłuchiwałam. Tym razem ja chciałam jej opowiedzieć co nieco o swoich sprawach uczuciowych. Niestety, kiedy zahaczyłam ten temat ona nie chciała mnie wysłuchać tylko zaczęła nawijać jakieś bzdury. Zrobiło mi się normalnie przykro :( Ja sama mam nieraz ochotę z kimś pogadać, ale kiedy ta osoba ma problem to słucham i doradzam godzinami. Nie chodzi mi o to, że ktoś ma mnie wysłuchiwać bo ja jego, ale z jakiegoś takiego współodczuwania - że ja też tego potrzebuję.

: 23 maja 2005, 23:07
autor: Koko
Widać nieodpowiednia koleżanka. Nie przyjaciółka, bo przyjaciel bez słów zauważy, że coś Cię trapi i sam rozmowie zacznie.

Mam też wrażenie, iż na siłę szukasz osoby, z którą pogadać można. Błąd. Potrzeba i to czynić każe, czego nie trzeba.

Swoją drogą... Tutaj na Forum chętnie Cię wysłuchają. Witam serdecznie i ja. :-)

: 23 maja 2005, 23:20
autor: konstancja
oj sami..skądś to znam...znam twj "ból"..też tak bardzo często mam ze znajomymi..:(Musisz kogoś znależć odpowiedniego,kto by Ciebie wysluchal oraz doradzil..wiem trudne to..ja z kolei przez jakiś czas wkurzalam sie na innych( z czasem nz to "wykorzystywaniem"mnie),nie odpisywalam na eski...nie zgadzalam się na spotkania..po jakimś czasie dana osoba się pytała co się działo itd.,itp..i nawijalam o tym,ze mialam taki a taki problemik..ale teraz przynajmniej wiem na kim moge polegac i komu zalezy na kontynuowaniu znajomosci.<3m_się>

: 24 maja 2005, 15:56
autor: Hardcore
Witam! to powiedz tym osobą co Ci się zwierzają, że też musisz coś z siebie wyrzucić
a jeśli nie to bez skrupułów wyżal się nam :)
tu jest ponad 1300 użytkowników, więc na pewno ktoś Cię wysłucha....

tak na marginesie ja lubię słuchać :)
Pozdrawiam!

: 24 maja 2005, 18:16
autor: zielona
i ja i ja!! bardzo chętnie wysłucham * co Cię trapi...
pozdr

* przeczytam :P

: 24 maja 2005, 18:31
autor: Justa
Najprostsze rozwiązanie:pogadaj z przyjaciółmi o tym że ty tez chcesz sie podzielić swoimi problemami,sprawami.Jesli nie,i zrobia tak jak napisałas(ze cie oleją)zrób to samo,zobaczysz wtedy czy te osoby są warte przyjazni.Jesli odezwą się do Ciebie to ok,jesli nie to może znaczyc ze to nie sa prawdziwi przyjaciele.I pamiętaj:prawdziwych przyjaciół poznaje się biedzie. <3m_się>

: 24 maja 2005, 18:37
autor: Brateczek
ptaszek pisze:Ale szczerze się przyznam, że jak czasem czytałam odpowiedzi co do niektórych problemów i zwierzeń, to rezygnowałam z napisania tu o tym, co mnie trapi


Masz rację, ale niektóre pytania i problemy są tak powalone, że aż żal pisać, np jednym z nowych postów jest: Jak rozpoznać orgazm u faceta" :| przecież to jest paranoja a nie pytanie :|

: 25 maja 2005, 14:15
autor: malique
Sami rozumiem Cie doskonale mam taki sam problem jesli mozna tak to nazwac ;P hihi i obawiam sie ze nic na to nie poradzimy a wrazie co zawsze moge pomoc i nastawic uszko do sluchania pozdrawiam

: 25 maja 2005, 14:42
autor: sami
Jestem teraz na życiowym zakręcie. Powoli wylizuję się z uczucia, które mocno mnie poraniło...
Przez dwa lata miałam świetnego kumpla (byliśmy razem w klasie w LO). Nasza znajomość rozkręciła się, kiedy założyli mi neta (wiadomo - gg). Gadaliśmy ze sobą dużo i często, z czasem zaczął dzwonić i zapraszać mnie na wspólne wypady ze swoimi znajomymi, albo odwiedzał mnie w domku. Z charakterów różniliśmy się prawie w 100%, ale coś mnie zaczęło do niego ciągnąć. Może zaimponował mi oczytaniem (sama kocham literaturę), zainteresowaniem kinem i teatrem. Koleżeństwo stopniowo zaczęło przeradzać się w przyjaźń, a potem z mojej strony w miłość. Nie pojawiła się ona nagle - to był bardzo powolny proces. Zdałam sobie z tego sprawę w momencie, kiedy zwierzył mi się, że podoba mu się pewna dziewczyna. Poczułam uścisk w gardle, walące serce i łzy w oczach. Wiedziałam, o co chodzi...
Nie zamierzałam mówić mu co czuję, wręcz przeciwnie, pomagałam mu w zapoznaniu się z tą, która wpadła mu w oko. Z jednej strony chciałam by byli razem, aby on był szczęśliwy i ja żebym się z tego wyleczyła, albo by zauważył, że ma koło siebie kogoś, kto chce dla niego jak najlepiej... Na szczęście dla mnie nic z tego nie wyszło, dziewczyna okazała się już zajęta. Niestety, sprawa zaczęła się komplikować. On zaczął zachowywać się dosłownie jak wykres funkcji sinus. Dniami nie odzywal się do mnie, nie pisał, nie dzwonił, był złośliwy, momentami chamski, a potem "wracał", zapraszał, wpadał - słowem - był milutki. Nie wiedziałam co myśleć, a taka sytuacja przedłużała się. Jedni mówili mi, że on chyba coś do mnie czuje, inni odradali dalszą znajomość, twierdzili, że to dupek. Miotałam się, a najgorsze było to, że był to rok maturalny i zamiast uczyć się przeżywałam to wszystko setki razy. Czułam, że jestem na równi pochyłej. Kiedy już postanowiłam sobie jakoś dać spokój, przyszedl czas studniówki. Było cudownie. Spędziłam z nim masę czasu, przez dwie godziny siedzieliśmy przytuleni do siebie... Myślałam, że to coś znaczy (wszak on nigdy nie mial wcześniej dziewczyny). Potem wszystko potoczyło się jak z mostu. On dowiedzial się od wspólnego znajomego, co do niego czuję. Zaproponowal mi chodzenie. Niestety, bańka prysła bardzo szybko. Kiedy byliśmy parą w ogole nie dbał o związek. Nie sprawial wrażenia, żeby mnie kochał, ba, żeby mu przynajmniej zależało. Męczył mie taki układ i bardzo bolał, bo ja mimo wszystko wciąż go kochałam. Znajomi dziwili mi się, że gdy życzyli nam wszystkiego dobrego ja mówiłam, że nie wiadomo, ile to potrwa, że może już za kilka dni sie rozejdziemy. Po niedługim czasie zerwaliśmy, właściwie on ze mną. Dowiedziałam się prawdy od osoby trzeciej: mój chłopak kocha się od paru lat w dziewczynie, która go nie chce! Powiedziałam mu to, stwierdził, że w takim układzie nie ma sensu dalej tego ciągnąć i zerwał (oczywiście wciskając bajeczkę że zawsze byłam jego najlepszą przyjaciółką). Czułam się jak śmieć, cierpiałam, że zabawił się mną zamiast powiedzieć prawdy (kiedyś pytałam go o tamtą, to mnie okłamał), a jednocześnie tęskniłam i chciałam, żeby wrócił. Nawet postawiłam na przyjaźń, byle być blisko. Zaczęły się najgorsze dni. Tuż przed maturą (a ja nie mogłam skupić się na nauce), a do tego byliśmy w jednej klasie... Gwoździem do trumny był fakt, że dwa tygodnie po zerwaniu poznał dziewczynę, której się podobał i zaczął z nią chodzić. Z zupełnie obcą osobą. Czułam podwójne upokorzenie, że widać tyle dla niego znaczyłam (ja - niby przyjaciółka) co jakaś obca osoba. Wtedy nastąpił przełom. Wiedziałam, że się muszę z tego wylizać. Nie było łatwo, ale rzuciłam się w wir nauki, zerwałam kontakty i starałam się przebywać ze znajomymi, by zagłuszyć to, co czułam. Skończył się rok szkolny, minęły matury, nasze drogi się rozeszły...
Kilka dni temu natknęłam się na niego na imprezie i... właśnie po czułam niesamowite uczucie: przeszło mi. Takie zobojętnienie błogie! Coś niesamowitego. Zrozumiałam, że nareszcie "wyleczyłam się" z tej miłości. Spokój niesamowity...
Teraz jestem na etapie tego sokoju, a jednocześnie braku wiary w uczucia. Mam wrażenie, że nic dobrego mnie już nie spotka, że nigdy mi nie wyjdzie. Łapię tego dołka szczególnie wtedy, kiedy widzę, jak moi wszyscy znajomi z dawnych lat tworzą szczęsliwe związki...
Nie chcę szkuać nikogo, czuję zniechęcenie, a momentami taką puskę. Czasami wspomninam mojego byłego, ale już w formie rozdziału zamkniętego.
Czekam na wyniki matur i rekrutację na studia. Czyli jestem w momencie podwójnego zakrętu życiowego, co za nim będzie, nie wiem...
No, trochę się rozpisałam, ale potrzebowałam to z siebie wyrzucić nareszcie. Dzięki, że chociaż tutaj mogłam :) ...

: 25 maja 2005, 17:54
autor: Hardcore
Sami: nie można się zniechęcać.... cieszę się, że przeszło Ci już to zakochanie i własnie to jest najlepszy moment na znalezienie sobie kogoś odpowiedniego na dłużej. Takie związki z osobą, którą zna się długo, kiedy przyjaźń przeradza się w miłość, według mojej opinii nie wróżą długotrwałego szczęścia. Powinnaś rozejrzeć się za kimś, kto nie będzie olewał waszego związku. Zresztą zwykle jest tak, że ten ktoś pojawi się w najbardziej niespodziewanym momencie.
po prostu nie załamuj rąk, tylko żyj ile masz sił :)
Pozdrawiam!

: 25 maja 2005, 19:52
autor: ptaszek
Dobrze robisz, sami. Zajmij się tym, co teraz dla Ciebie najważniejsze - dostaniem się na studia. Na miłość - tę prawdziwą, jeszcze przecież będzie czas ;) i nie wątpię, że Cię to spotka!

: 25 maja 2005, 21:01
autor: sarah
Glowa do gory sami. po prostu mialas pecha bo zakochalas sie nie w tym facecie. Mnie zawsze pociesza jedna rzecz: Zawsze po dołku nastepuje górka a po burzy zawsze słońce. Predzej czy pozniej. Mozesz miec pewnosc ze teraz bedzie jedynie lepiej. Dostaniesz sie na studia poznasz nowych ludzi i moze tam wlasnie ten ktorego szukasz. Najgorsze masz za soba - wyleczylas sie z tego. Teraz tylko mysl pozytywnie.
Hardcore pisze:Takie związki z osobą, którą zna się długo, kiedy przyjaźń przeradza się w miłość, według mojej opinii nie wróżą długotrwałego szczęścia.

Nie wiem czy to jest jakas rregula ale w takim razie moj zwiazek jest wyjatkiem ja potwierdzajacym. 3 lata to juz jest cos :)

: 26 maja 2005, 01:15
autor: Agusia
Witaj Sami.
Sama mialam podobna sytuacje.Zakochalam sie mocno i rozpaczliwie w kims kto na poczatku "z pozoru" mnie kochal. Trwalo to kilka miesiecy zanim sie "wyleczylam".
Mialam podobne mysli w stylu "Mi sie juz nie uda znalezc partnera" itp....
Wlasciwie to mi sie "nie udalo" bo moj obecny mezczyzna znalazl mnie :P
Czuje sie szczesliwa i wlasnie rozmyslalam nad swoimi wlasnymi slowami,ktore (w przeszlosci) skazywaly mnie na samotnosc...

: 26 maja 2005, 11:26
autor: sami
Przede wszystkim dzięki Wam za ciepłe slowa :*

Sami: nie można się zniechęcać....

Hardcore, postaram się ;) chociaż kiedy widzę dawne psiapsióły w objęciach kochających je facetów to pojawia się cień zazdrości i zniechęcenia ;)

Takie związki z osobą, którą zna się długo, kiedy przyjaźń przeradza się w miłość, według mojej opinii nie wróżą długotrwałego szczęścia.

Hmmm... Nie wiem, Sarah się to udało :)
A propos mojego układu to teraz widzę, że to nie była przyjaźń. Dla mnie mój ex przestal być przyjacielem w momencie, gdy go pokochałam. Z jego strony, gdyby mnie traktował jak przyjaciółkę, to by to inaczej rozegrał. Ja na jego miejscu (kiedy dowiedział się, co do niego czuję) nie proponowałabym chodzenia. Spotkałabym się z taką osobą i powiedziała szczerze, jak sprawa wygląda "Wiesz, jest tak i tak, kocham kogoś nieszczęśliwie... itp." Wiadomo, że bym też pocierpiała, ale mniej bym się tym pokaleczyła. Zresztą sama przerobiłam coś takiego, kiedy zakochał się we mnie kumpel. Odbyliśmy szczerą rozmowę, nic przed nim nie ukrywałam. Jakiś czas go to pobolało, a teraz zakochał się w mojej kumpeli po uszy i radzi się mnie jak ją zdobyć :)

Zajmij się tym, co teraz dla Ciebie najważniejsze - dostaniem się na studia. Na miłość - tę prawdziwą, jeszcze przecież będzie czas i nie wątpię, że Cię to spotka!

Ptaszku, też mam taką nadzieję (a nadzieja matką głupich, studentów i zakochanych, ale każda matka kocha swoje dzieci;) ).

po prostu mialas pecha bo zakochalas sie nie w tym facecie.

Sarah, szczera prawda.

Zawsze po dołku nastepuje górka a po burzy zawsze słońce. Predzej czy pozniej. Mozesz miec pewnosc ze teraz bedzie jedynie lepiej. Dostaniesz sie na studia poznasz nowych ludzi i moze tam wlasnie ten ktorego szukasz.

Cóż rzec, nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :*

Nie wiem czy to jest jakas rregula ale w takim razie moj zwiazek jest wyjatkiem ja potwierdzajacym. 3 lata to juz jest cos

Gratulejszyn i życzę Wam duuużo szczęścia :)

Sama mialam podobna sytuacje.Zakochalam sie mocno i rozpaczliwie w kims kto na poczatku "z pozoru" mnie kochal. Trwalo to kilka miesiecy zanim sie "wyleczylam".
Mialam podobne mysli w stylu "Mi sie juz nie uda znalezc partnera" itp....
Wlasciwie to mi sie "nie udalo" bo moj obecny mezczyzna znalazl mnie
Czuje sie szczesliwa i wlasnie rozmyslalam nad swoimi wlasnymi slowami,ktore (w przeszlosci) skazywaly mnie na samotnosc...

Agusia, dzięki :) Nawet nie wiesz jak mnie to podnioslo na duchu, że nie tylko ja coś takiego przerabiałam. No i widać, że wszystko się z czasem układa :)

: 30 maja 2005, 01:02
autor: Hardcore
sami pisze:
Sami: nie można się zniechęcać....

Hardcore, postaram się ;) chociaż kiedy widzę dawne psiapsióły w objęciach kochających je facetów to pojawia się cień zazdrości i zniechęcenia ;)
akurat dobrze znam to uczucie....
przez długi czas byłem jedynym singlem wśród samych par.....
w zeszłym roku pojechałem na wakacje do Łeby ja sam + 5 par..... w dodatku z jedną parą byłem w pokoju i jeśli słyszałem jak się kochali to był koszmar :(
trzeba szukać swojego szczęścia.... POWODZENIA :!:


sami pisze:Przede wszystkim dzięki Wam za ciepłe slowa :*

no cóż... od tego jesteśmy :)