agnieszka.com.pl • Kasa a milosc?
Strona 1 z 2

Kasa a milosc?

: 02 maja 2005, 20:57
autor: orenz
Mam do Was pytanie, a raczej temat i chcialbym poznac Wasze zdanie.
Czy pieniadze sa wazne w zwiazku? Czy sa wazniejsze czy tez nie? I specjalnie nie pisze od czego.
Dam Wam przyklad. Robie w Niemczech. W sumie od 5 lat. Kiedy bylem sam , bylo inaczej. Od trzech lat jestem w zwiazku, mam corke, ale dalej robie poza granicami. walcze o przetrwanie , o zapewnienie bezpieczenstwa finansowego mojej rodzienie, jednoczesnie tracac z nia kontakt. Jestem w Polsce srednio raz na 3 miesiace , kazdorazowo przez tydzien,dwa.
Czy to nie jest tak, ze jezeli partner rezygnuje w pewnym sensie z zycie rodzinnego , po to by zapewnic jej wszystko to czego potrzebuje, to traci na tym rodzina.
Czy nie jest tak, ze jezeli zapewnie rodzinie byt, chociazby kosztem zycia z nia, seksu, przytulania, bliskosci, to na koncu uslysze ze "zakochalam sie , czulam sie taka samotna itp." A jezeli zostane w domu to w koncu uslysze " musze cie zostawic, Ty nie potrafisz zaspokoic moich najprostszych potrzeb, ciagle nie mam kasy, boje sie jutra...?
Jak to jest wg Was?

: 02 maja 2005, 21:03
autor: mariusz
Sam zadaje sobie czasem podobne pytanie. Czasem zdaje mi się ze dokonałem już wyboru. I ze w pewnym sensie postawiłem prace i zapewnienie sobie przyszłości nad związkiem. Sa trudne czasy i licze tutaj na wyrozumiałosc. Jednak na wszystko przyjdzie jeszcze pora. Moze za kilka lat wszystko inaczej sie poukłada.

: 02 maja 2005, 22:24
autor: Mysiorek
No, orenz, posunąłeś ciężki wątek.
Często bywa tak, że mówią: mogłabym mieszkać z Tobą pod mostem. A po czasie: na nic nas nie stać. I jeszcze szereg temu podobnych tekstów.

Wszystko zależy od psychiki człowieka, partnerów.
Nawet słowo "miłość" dezawuuje się w określonych warunkach.
censored ane czasy.

: 02 maja 2005, 22:37
autor: konstancja
powiem ci tak..moj ojciec przez prawie 10lat pracowal za granica..jedyna roznica u Ciebie jest taka,iz przyjezdzasz do Polski rzadziej..:(Moim zdaniem to moze nie wrozyc niczego dobrego..sama bym nie chciala,zeby moj facet wyjezdzal..:(Wiem,ze stosunki z rodzina nie sa poprawne..,gdy przyjezdzasz,to po prostu jestes "gosciem"..nie pamietasz tego jak ktos sie zachowuje w danych sytuacjach..gorzej juz z coreczka..ta przyzwyczajona do obecnosci matki,dobrze ja zna,.dostaje milosc matczyna....a ojciec?w kazdym razie nalezy wierzyc w to,ze bedzie dobrze..i dbac o ta milosc..ALE zawsze isntnieje zagrozenie,ze moze to sie skonczyc..:(ee juz nie mam weny:(

: 02 maja 2005, 22:41
autor: Hyhy
Bardzo bym chcial miec za soba wszystkie ciezke sytuacje zyciowe z moja partnerka i powiedziec ze jest tak jak mialo byc :)

Ja powiem tak, ze to chyba zalezy od obojga. Jesli partnerka wie ze bedzie jje zle w takiej jak npo ty sytuacji powinna zostawic zycie tutaj i jechac z Toba i dziecmi za granice zeby tam zarabiac. Ja wiem ze ejst ciezko ale to tez nie jest w porzadku jak ty jestes tam a ona tu. Nie boisz sie ze znajdzie sobie kogos? Najgorsze w kobietach jest to ze one mowia ze nie a robia swoje :) mam nadzieje ze tak nie jest.

Naprawde ciezko odpowiedziec na to pytanie. Ja bym mial za granica bardzo ciezko bo sie mocno przywiazuje i kiedys mi powiedziala ze kiedys wyjedzie za granice do rodziny a mnie sciagnie po czasie ale ja sie na to zgodzic nie chce bo mnie to censored lepiej popracowac tu we 2 i jakos zalatwic wyjazd we 2 a nie tak ze ja pol roku bede bez niej :( a ona bezemnie :( heh

: 02 maja 2005, 22:44
autor: konstancja
zgadzam sie z twoja wypowiedzia Hyhy..tez bym sprobowala jakos zalatwic wyjazd we dwojke..ale zawsze mozna tez szukac pracy w Polsce,choc jest o to ciezko..a moze by tak zalozyc jakas dzialanosc gospodarcza w Polsce?w kazdym razie moj tato tak zreobil..i nie ukrwyam,ze nawet niezle sie prosperuje :P..wszyskto jest mozliwe:]

Re: Kasa a milosc?

: 03 maja 2005, 08:06
autor: Andrew
orenz pisze:Mam do Was pytanie, a raczej temat i chcialbym poznac Wasze zdanie.
Czy pieniadze sa wazne w zwiazku? Czy sa wazniejsze czy tez nie? I specjalnie nie pisze od czego.
Dam Wam przyklad. Robie w Niemczech. W sumie od 5 lat. Kiedy bylem sam , bylo inaczej. Od trzech lat jestem w zwiazku, mam corke, ale dalej robie poza granicami. walcze o przetrwanie , o zapewnienie bezpieczenstwa finansowego mojej rodzienie, jednoczesnie tracac z nia kontakt. Jestem w Polsce srednio raz na 3 miesiace , kazdorazowo przez tydzien,dwa.
Czy to nie jest tak, ze jezeli partner rezygnuje w pewnym sensie z zycie rodzinnego , po to by zapewnic jej wszystko to czego potrzebuje, to traci na tym rodzina.
Czy nie jest tak, ze jezeli zapewnie rodzinie byt, chociazby kosztem zycia z nia, seksu, przytulania, bliskosci, to na koncu uslysze ze "zakochalam sie , czulam sie taka samotna itp." A jezeli zostane w domu to w koncu uslysze " musze cie zostawic, Ty nie potrafisz zaspokoic moich najprostszych potrzeb, ciagle nie mam kasy, boje sie jutra...?
Jak to jest wg Was?


Na wszystkie Twe zapytania moja odpowiedz brzmi ...TAK !
Tyle tylko ze jezeli Cie naprawde kocha (Ona ) to mimo iż wydazyc sie molze wiele i tak bedzie przy tobie i nic tego nie zmieni , prewne rzeczy bedziesz musiał po prostu wybaczyc , ale bedzie warto ! tyle ze to sie wydazyc (te rzeczy ) nie muszą !

: 03 maja 2005, 15:38
autor: Maverick
Nie takim kosztem. Takie cos to wg mnie konic zwiazku.

: 03 maja 2005, 15:45
autor: Yasmine
Maverick pisze:Nie takim kosztem. Takie cos to wg mnie konic zwiazku.

Zgadzam sie z Toba Mav. Rozumiem ze mezczyzna zarabia na dom i dba o przetrwanie rodziny i moze raz na jakis czas wyjechac za granice aby sobie dorobic, ale gdy przyjezdza raz na 3 tygodnie albo i rzadziej staje sie dla rodziny kims obcym. Nie zaspakaja podstawowych potrzeb rodziny takich jak bliskosc czy ojcostwo. Ja wiem ze nie wytrzymalabym w zwiazku gdy widuje meza w domu jak goscia. Co to za malzenstwo. Wolalabym zyc skromniej, zeby pracowal gdzies tutaj moze za wiele mniejsze pieniadze, ale czulabym sie kochana i to najwazniejsze. Jesli praca mialaby byc gdzies daleko albo za granica to moze przeprowadzka, ale nie uznaje takiego czegos ze ja tu a on tam.

: 03 maja 2005, 16:50
autor: Hyhy
Ale jeszcze wez pod uwage dzieci, pewnie zmienia sie podejscie na bardziej materialne. jedno jest pewne bardzo malo ludzi jest tak naprawde dojrzalych i gotowych do takiej sytuacji i jesli sobie nie pomoga rozmowa i przezywaniem problemow razem mimo ze oddzielnie to raczej powiedzialbym ze zle sie to skonczy, chociaz akurat ich sytuacja nie musi taka byc.

: 03 maja 2005, 16:56
autor: Mysiorek
Życie nie lubi próżni!
Jeśli takowa pozostaje (np. przez wyjazd lub poświęcenie w pracy), chce się ją wypełnić.
No, niestety, miłość nie lubi być zaniedbywana!

: 03 maja 2005, 17:47
autor: orenz
Yasmine pisze:Rozumiem ze mezczyzna zarabia na dom i dba o przetrwanie rodziny i moze raz na jakis czas wyjechac za granice aby sobie dorobic, ale gdy przyjezdza raz na 3 tygodnie albo i rzadziej staje sie dla rodziny kims obcym. Nie zaspakaja podstawowych potrzeb rodziny takich jak bliskosc czy ojcostwo. Ja wiem ze nie wytrzymalabym w zwiazku gdy widuje meza w domu jak goscia. Co to za malzenstwo. Wolalabym zyc skromniej, zeby pracowal gdzies tutaj moze za wiele mniejsze pieniadze, ale czulabym sie kochana i to najwazniejsze. Jesli praca mialaby byc gdzies daleko albo za granica to moze przeprowadzka, ale nie uznaje takiego czegos ze ja tu a on tam.


I tu jest pies pogrzebany. Nie wiem czy okreslilabys jakos poziom "skromniej". Czy to skromniej nie wadawalo by ci sie po jakims czasie " biedniej", czy odczuwalabys moja bliskosc zastanawiajac sie za co jutro kupisz jedzenie dla ciebie i dziecka, za co zaplacisz to co musi byc zaplacone itd. Czulabys sie wtedy kochana???:>

: 03 maja 2005, 17:55
autor: Yasmine
Orenz chodzi mi o zycie na jakims poziomie a nie biedota. Poza tym ja tez na pewno bym pracowala (a jesli to nie bym szukala wytrwale jakiejs pracy) a nie od razu co ja jutro do gara wloze. JEsli musialabym sie zastanawiac za co kupie jedzenie na pewno nie czulabym sie z tym dobrze, ale probowalabym sama do takiej sytuacji nie dopuscic. ale tak w ogole to wiem ze nie wytrzymalabym takiej sytuacji i musialabym mieszkac tam gdzie pracuje moj facet, wiem ze inaczej zwiazek by nie przetrwal, nie chodzi tu np o zdrade, tylko o poluznienie wiezi miedzy nami, po pewnym czasie stalby sie on dla mnie jakby obcym czlowiekiem.

: 03 maja 2005, 18:56
autor: lizaa
zawsze uwazalam ze milsoc na odleglosc nigdy nie przetrwa.tak i tego samego zdania trzymam sie w tym temacie.
piszesz :
orenz pisze: A jezeli zostane w domu to w koncu uslysze " musze cie zostawic, Ty nie potrafisz zaspokoic moich najprostszych potrzeb, ciagle nie mam kasy, boje sie jutra...?

gdybym byla w takiej sytuacji na pewno bym nie obwiniala faceta ze jest jak jest tylko starala sie jeszcze bardziej pomagajac mu. wiec nie rozumiem slow ktorych boisz sie uslyszec, bo wiem ze ich nie wypowiem.

: 03 maja 2005, 19:50
autor: orenz
lizaa pisze:gdybym byla w takiej sytuacji na pewno bym nie obwiniala faceta ze jest jak jest tylko starala sie jeszcze bardziej pomagajac mu. wiec nie rozumiem slow ktorych boisz sie uslyszec, bo wiem ze ich nie wypowiem.

Nie wiem czy to jest strach. Obawa to moze bardziej trafne slowo. Nie obawiam sie tego ze moja partnerka bedzie obwiniala za/o cokolwiek. Staram sie byc odpowiedzialny, wiec bardziej zastanawiam sie nad moja reakcja , gdyby do czegos takiego doszlo.
Jak stralabys sie mi pomoc gdybys mieszkala ode mnie jakies 1000 km a widywalabys mnie raz na trzy miechy.?

tak na koncu: orenz to on.czyli ja. czyli facet. jezeli sobie nie schlebiam... <banan>

: 03 maja 2005, 19:55
autor: Yasmine
orenz pisze:Jak stralabys sie mi pomoc gdybys mieszkala ode mnie jakies 1000 km a widywalabys mnie raz na trzy miechy.?

Czyli 4 razy do roku. Nie wiem czy ktokolwiek by to zniosl.

: 03 maja 2005, 20:18
autor: lizaa
orenz pisze:Nie wiem czy to jest strach. Obawa to moze bardziej trafne slowo. Nie obawiam sie tego ze moja partnerka bedzie obwiniala za/o cokolwiek. Staram sie byc odpowiedzialny, wiec bardziej zastanawiam sie nad moja reakcja , gdyby do czegos takiego doszlo.
Jak stralabys sie mi pomoc gdybys mieszkala ode mnie jakies 1000 km a widywalabys mnie raz na trzy miechy.?

tak na koncu: orenz to on.czyli ja. czyli facet. jezeli sobie nie schlebiam...

aby zarabiac nie trzeba wyjezdzac tam. mzoesz siedizec tutaj. napisz mi prosze co tam robisz? jaka masz prace? a ona? co tutaj robi?

: 03 maja 2005, 20:19
autor: lizaa
bo tego wszystkiego wywnioskowalam ze Twa Zona nic nie robi.

: 03 maja 2005, 20:24
autor: orenz
aby zarabiac nie trzeba wyjezdzac tam. mzoesz siedizec tutaj. napisz mi prosze co tam robisz? jaka masz prace? a ona? co tutaj robi?

Jestem tzw. samodzielny. Budownictwo, ogrodnictwo i takie tam inne malo wazne rzeczy. Praca jak praca. Podziwiam optymizm. w moim przypadku aby zarabiac trzeba wyjezdzac. podobnie jak w przypadku wielu innych polakow ktorych tu znam. moja pani pracuje w polsce. raczej nie bede ciagnal jej na sile do niemiec. nie zna jezyka, nie zna nikogo. w sumie po co.byc moze taki uklad nam pasuje. sam nie wiem. mieszka u mnie w polsce. ja mieszkam w niemczech. i bardo sie kochamy, niezle, co?

: 03 maja 2005, 20:29
autor: lizaa
tak nie zle. ale znam duzo takich przypadkow ktore nie uciegnaly tego dlugo..
jak dla mnie masz dwa wyjscia, zabrac ja ze soba, albo przyjechac do Polski. ale jelsi nie czujesz potzreby by miedzy Wami bylo lepiej ...to po co..

ps jezyka mozna sie nauczyc naprawde bardzo szybko tylko trzeba chciec. mowisz ze nikogo tam nie zna. jak to nie zna? a Ty nie masz tam znajomych zadnych/

: 03 maja 2005, 20:38
autor: orenz
lizaa pisze:jak dla mnie masz dwa wyjscia, zabrac ja ze soba, albo przyjechac do Polski. ale jelsi nie czujesz potzreby by miedzy Wami bylo lepiej ...to po co..

ps jezyka mozna sie nauczyc naprawde bardzo szybko tylko trzeba chciec. mowisz ze nikogo tam nie zna. jak to nie zna? a Ty nie masz tam znajomych zadnych/



jest chyba trzecie wyjscie i to jest chyba wlasnie to co robie.czy dlugo to pociagniemy, nie wiem. chcialbym, ale nie wiem.
wiesz, miedzy nami jest dobrze. byc moze to jakis fenomen. byc moze tylko mi sie tak wydaje. jak na razie pasuje mi to i chyba Jej.
Uwazam sie za czlowieka w miare bystrego, wiec kiedys doszedlem do wniosku ze jesli zauwaze ze jest gorzej, rozejdziemy sie.

Znajomych mam wielu ale to nie sa nasi wspolni znajomi.

: 03 maja 2005, 20:55
autor: Andrew
Jesli ma duzy temperament , nie wierze ze nikogo juz nie ma ! <aniolek2>

: 03 maja 2005, 21:00
autor: orenz
caly wist polega na tym, ze ja nie zastanawiam sie czy kogos ma czy nie. nie naleze do ludzi ktorzy nie moga spac po nocach zastanawiajac sie czy ona sie teraz puszcza czy moze jutro. i nie chodzi o to ze mnie to nie interesuje.
mam duzo innych wazniejszych problemow na glowie.
co do temperamentu to ma niezly. moze dlatego ze tak dlugo mnie nie ma.
i wierz mi ma niesamowite "zabawki" , ktore byc moze pozwalaja jej przetrwac te samotne chwile.
mysle ze to zalezy tylko i wylacznie od niej samej. jesli dalej jestesmy razem to chyba jej to pasuje. byc moze juz sie przyzwyczaila, nie wiem.

: 04 maja 2005, 07:08
autor: Andrew
Tak byc też moze !Jednak na Twoim miejscu zrobił bym coś by jednak z nią byc , albowiem ....w takiej sytuacji diabeł nie spi a człowiek słabego jest charakteru , jak tak to trwac bedzie dłuzej , predzej czy puzniej ktos inny ją złowi !

: 04 maja 2005, 10:11
autor: lizaa
Andrew pisze:Tak byc też moze !Jednak na Twoim miejscu zrobił bym coś by jednak z nią byc , albowiem ....w takiej sytuacji diabeł nie spi a człowiek słabego jest charakteru , jak tak to trwac bedzie dłuzej , predzej czy puzniej ktos inny ją złowi !

swieta racja... jezeli nie chcesz zalowac to cos z tym zrob..

: 04 maja 2005, 15:55
autor: Koko
A czy praca za granicą nie pozwala Ci na żdne oszczędności, co by zjechać i próbować stawiać na swoim ale tutaj.. razem z Nią?
To chyba najlepsze wyjście Orenz, dziwię się, że nawet o tym nie wspominasz...??

: 04 maja 2005, 19:41
autor: orenz
A czy praca za granicą nie pozwala Ci na żdne oszczędności, co by zjechać i próbować stawiać na swoim ale tutaj.. razem z Nią?


Nie pracuje za granica zeby robic oszczednosci. Raczej nie mam takiej mozliwosci. Naturalnie nie narzekam. Staram sie tutaj zyc normalnie jak przecietny niemiec, mam bardzo podobne koszta jak przecietny niemiec.Gdybym mial stawiac na swoim to raczej juz chyba w niemczech a nie w polsce. Natomiast odpowiadajac, w pewnym sensie, na wypowiedzi wielu z Was, zaznaczam iz na razie taki uklad mi pasuje. Do czasu, poki pasuje to mojej Pani. Byc moze mam inne podejscie niz wielu z was do spraw milosci, wiernosci itp. nie znaczy to ze mam dobre. ale takie mi pasuje. Pytanie ktore postawilem w temacie, dotyczy bardziej ogolnej kwestii.

: 04 maja 2005, 19:50
autor: Yasmine
Orenz a pomyslales ze to moze Twojej pani jednak przeszkadzac ze jestescie tak daleko ?? Moze nie powie tego glosno ale mysle ze w sercu jej troche zal??
A Tobie to nic a nic nie przeszkadza, nie tesknisz nie brakuje Ci jej ??

: 04 maja 2005, 20:07
autor: orenz
Orenz a pomyslales ze to moze Twojej pani jednak przeszkadzac ze jestescie tak daleko ?? Moze nie powie tego glosno ale mysle ze w sercu jej troche zal??
A Tobie to nic a nic nie przeszkadza, nie tesknisz nie brakuje Ci jej ??


Brakuje mi, tesknie, kocham , szanuje, uwielbiam, snie o niej i to wszystko pisze bardzo powaznie. Ale pomysl, byc moze tak jest, dlatego ze jestem daleko ...
Mam uklad z moja Pania. Mowimy sobie wszystko. / w granicach rozsadku/ <aniolek2>
Nie slyszalem zeby bylo jej zal.

: 04 maja 2005, 20:26
autor: Yasmine
orenz pisze:Brakuje mi, tesknie, kocham , szanuje, uwielbiam, snie o niej i to wszystko pisze bardzo powaznie. Ale pomysl, byc moze tak jest, dlatego ze jestem daleko ...

No mozliwe ze to wlasnie dlatego ze jestes daleko
A tak w ogole to co ile przyjezdzasz, na ile ??