Specyficzne związki - przetrwają?
: 02 lut 2005, 12:13
Minęło już tyle miesięcy odkąd ostatni raz widziałam tego osobnika, który zakręcił mi w głowie. Zupełnie inny świat niż ten, który miałam tu z moim chłopakiem przez ostanie dwa lata. Mój obecny partner jest jakby towarzyszem życia, tym rozumnym, który wybaczył zbyt wiele. Daje bezpieczeństwo i ten komfort stałości, choć tak naprawdę moje dzikie rządzę płyną zupełnie gdzie indziej, gdyż to nie ze stałości potrafi czerpać moje pożądanie, lecz z wszystkiego co niepewne, burzliwe i nietrwałe. Z moim chłopakiem to romantyzm, a tam pożądanie, które jest podszyte tragizmem, silnymi przeżyciami. Ciężko zapomnieć, choć może właśnie ja nie chce zapomnieć, tylko jak to się wszystko skończy? Podświadomie dążę do silnych emocji, gdyż inaczej nic nie czuję, a mój chłopak jest kimś takim kto wciąż wybacza i sprawia, że to czucie wzmaga przez chwile, burząc się przeciwko temu co robię, ale zaraz koi, gdy zaczynam się już bać, że przez to coś utrącę i mówi, że jest ze mną. W ten sposób nasz związek nabiera siły, jesli odpowiednio pokieruję sie interpretacją tych zdarzeń. Sądzicie, że to egoizm? Pewnie tak, ale czemu on nie odchodzi? A wręcz może sam ma pod skórą pragnienie, by wykorzystać to do swoich celów, pragnień, że ten inny nieco układ jest otwarciem na opcje, o których się przeważnie tylko cicho marzy, nigdy nie byłam tez zamknięta na inne kobiety. A może my nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale tak na prawdę jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi, którzy będą zawsze tą pomocą, ostoją , współpraca... i będziemy zarówno usatysfakcjonowani będąc tylko razem jak zarówno znajdując sobie od czasu do czasu osoby, które będą dla nas natchnieniem. Troszkę się gubię w moich myślach, o co tak naprawdę tu chodzi, mam wrażenie czasem jakbym miała rozdwojenie jaźni. Jak myślicie czy można tak żyć na dłuższą metę i być na swój swoisty sposób szczęśliwym? Czy ktoś z Was ma jakiś specyficzny układ i żyje mu się z tym dobrze? A może to całkiem normalne?